Spór o ucho 9-letniego chłopca. Matka wykazała, że szpital wziął od NFZ pieniądze za zabiegi, których nie zrobił. "Nie ma znamion przestępstwa"

9-letni dzisiaj Grześ od lat ma problemy z uszami. Wielokrotnie był leczony w szpitalu w Lublinie. Jego mama przed rokiem w systemie komputerowym ZIP przypadkowo odkryła, że są tam wpisane zabiegi, których Grześ w tym czasie w ogóle nie miał. Zabiegi, dodajmy, kosztowne, np. za kilka tysięcy złotych. Mama chłopca zawiadomiła NFZ i prokuraturę. I choć stwierdzono nieprawidłowości, jak na razie nikt kary nie poniósł.

Grześ ma dziś 9 lat, jest rezolutnym chłopcem, choć z problemami. - Do trzeciego roku życia rozwijał się prawidłowo. Problemy zaczęły się w przedszkolu. Zaczął się robić nerwowy, unikał dzieci. Problem się pogłębiał. Od lipca 2007 do września 2009 roku miał zapalenie ucha, leczone przez specjalistów, narażony był na potworny ból. Dopiero po długim czasie rozpoznano, że ma w uchu perlaka - mówi Aneta Wójcik, mama Grzesia. Perlak to pewien twór, który pojawia się w środku ucha.

Chłopiec chodzi do szkoły, ale ma problemy w relacjach z rówieśnikami. Jest agresywny w sytuacjach trudnych, gdy sobie nie radzi. - Testy wskazują na organiczne uszkodzenia mózgu. Ma też głęboki niedosłuch na jedno ucho - mówi mama. - Zachowuje się normalnie, ale ma problemy z mową, ma specyficzną mimikę - dodaje. Pani Aneta ma jeszcze jedno, młodsze dziecko. - Grześ się nim opiekuje, bawi się z nim, lubi pomagać - opowiada.

Rozliczono coś, czego nie wykonano?

Pani Aneta w systemie NFZ-u prześledziła przebieg leczenia syna. - Odkryłam, że w trakcie hospitalizacji w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Lublinie między styczniem a wrześniem 2009 roku szpital rozliczył zabiegi, których u syna nie wykonywał. I były to zabiegi wysoko płatne w laryngologii - mówi pani Aneta. Zabiegi i procedury są skomplikowane, nie będziemy w nie wnikać - z wyjaśnień pani Anety wynika, że generalnie chodzi o to, że wykazano m.in. wycięcie zmiany ucha środkowego, a jak twierdzi mama - i co wynika z dokumentacji lekarskiej - nic takiego nie miało miejsca.

NFZ: "Rzeczywiście, była wykazana przez szpital niewłaściwa procedura". I nic.

Sprawie przyjrzał się Narodowy Fundusz Zdrowia. Kontrolerzy przeanalizowali dokumentację ze spornych pobytów Grzesia w szpitalu i sprawdzili, co wykazano w raportach statystycznych przygotowywanych przez szpital dla funduszu. NFZ w trakcie wyjaśniania sprawy uznał, że w przypadku jednego z pobytów Grzesia (z czerwca 2009 roku) w szpitalu rzeczywiście doszło do nieprawidłowości w dokumentacji. - Świadczeniodawca stwierdził, że omyłkowo przekazał w rozliczeniach do nas niewłaściwą procedurę. W takich sytuacjach można dokonać korekty sprawozdań i tak uczyniono - mówi Małgorzata Bartoszek, rzecznik NFZ.

Jak dodaje, zasięgano też opinii konsultanta wojewódzkiego, by wyjaśnił wątpliwości. - Uzyskaliśmy od niego informację, że procedury sprawozdane do funduszu odzwierciedlają wykonane zabiegi operacyjne - dodaje rzeczniczka. Pani Aneta zwraca jednak uwagę, że konsultantem jest lekarz, który wielokrotnie zajmował się Grzesiem w szpitalu i go leczył. - Wydał opinię w swojej sprawie - mówi z rozgoryczeniem mama chłopca.

Prokuratura: "Doszło do nieprawidłowości". I też nic?

Sprawie przyglądała się też Prokuratura Rejonowa Lublin-Północ. - Prokurator sprawdzał, czy nie doszło do poświadczenia nieprawdy w dokumentacji - mówi prokurator Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Śledczy, podobnie jak NFZ, stwierdzili, że nieprawidłowości były, tyle że i tu sprawę umorzono. - Prokurator ustalił, że doszło do nieprawidłowości w rejestracji w systemie informatycznym świadczeń wykonywanych na rzecz małoletniego chłopca. Ale sprawę umorzył, ponieważ nie można było ustalić, kto dokonał tych, a nie innych wpisów w systemie komputerowym. Czy były one wynikiem błędu, czy też celowego działania osób, które się tym zajmowały - wyjaśnia rzeczniczka prokuratury.

Pani Aneta złożyła zażalenie na decyzję o umorzeniu. Wypunktowała argumenty, których nie wzięto pod uwagę - m.in. to, że w sprawie wypowiadał się konsultant, który leczył Grzesia. Prokurator ostatecznie zażalenie uwzględnił, a to oznacza, że śledztwo będzie się toczyć dalej i niewykluczone są zarzuty.

Klinika, w której leczono Grzesia, była kontrolowana. Duże nieprawidłowości, do zwrotu prawie milion złotych.

Warto dodać, że Klinika Otolaryngologii Dziecięcej, Foniatrii i Audiologii, czyli ta, w której leczony był Grześ, była kontrolowana przez NFZ w 2013 roku. Wykryto wtedy bardzo wiele nieprawidłowości. W efekcie szpital został zobowiązany do zwrotu nienależnie pobranej kwoty aż 780 tysięcy złotych. Do tego NFZ dołożył też 130 tysięcy złotych kary. Szpital uznał swoją winę, nie odwoływał się, karę zapłacił.

Czego dotyczyły nieprawidłowości? - M.in. niezasadnego zakwalifikowania wykonanego świadczenia, czyli wykazane były nie te grupy JGP, które powinny być wykazane - mówi Małgorzata Bartoszek. JGP to grupy określonych świadczeń, brane pod uwagę w rozliczeniach z NFZ. W szpitalu był też bałagan w dokumentacji - prowadzono ją niezgodnie z przepisami (dokumentacja nieczytelna, nieuporządkowana, bez chronologii); do tego świadczenia były udzielane przez osobę inną niż ujęta w wykazie stanowiącym załącznik do umowy z NFZ.

Mimo tak dużej kwoty do zwrotu i stwierdzonych nieprawidłowości Narodowy Fundusz Zdrowia nie zawiadomił prokuratury. - Nie stwierdziliśmy znamion przestępstwa - wyjaśnia Bartoszek.

DOSTĘP PREMIUM