Prof. Arkadiusz Stempin: O losie Grecji zadecyduje Merkel

Kto zdecyduje o losie Grecji? Na decyzje polityczne monopol mają Merkel i jej rządowy bankier Wolfgang Schäuble, który chce ratować euro w Grecji, a nie samą Grecję, która zdecydowała się pożyć trochę na koszt innych - pisze prof. Arkadiusz Stempin.

We wtorek upływa termin spłaty przez Grecję 1,6 miliarda euro dla MFW. Jeśli Grecja nie wywiąże się ze zobowiązania, nie otrzyma przewidzianych do wiosny następnego roku 15,5 miliarda euro, przy czym najbliższa rata wynosiłaby 7,2 miliarda euro. Jej wypłacenie jest uzależnione jednak od wprowadzenia dalszych reform w kraju. Zadłużenie Grecji wynosi 320 miliardów euro.

Reformy, które są warunkiem udzielenia Grecji pomocy, obywatele tego kraju mają zaakceptować w referendum - jego data to 5 lipca - ogłosił premier Cipras .

Wolfgang Schäuble, bankier Merkel

"Przyszłość Grecji znajduje się w rękach ministrów finansów krajów strefy euro". To oświadczenie kanclerz Angeli Merkel w Brukseli, gdzie trwa maraton rozmów o być albo nie być dla spłukanego kraju, oznacza, że ostateczną decyzję podejmą fachowcy od finansów, w mniejszym stopniu - od polityki (w sobotę o godzinie 17, po czterech wcześniejszych bezowocnych spotkaniach).

Bo "rozmowy dotyczą zagadnień ściśle technicznych i mogą być prowadzone tylko między specjalistami" - dodaje Merkel. "A tych kompetencji nie posiadają szefowie krajów i rządów krajów euro grupy". Czyli piętro wyżej. A więc o losie Grecji rozstrzygną ministrowie finansów. Wśród nich najważniejszy, rządowy Angeli bankier Merkel Wolfgang Schäuble - niedoszły kanclerz, niedoszły prezydent Niemiec, sukcesor Helmuta Kohla, a zrazem jedyny w niemieckim establishmencie, który pamięta traktat w Maastricht.

Gdy zasiadał już w Bundestagu, Merkel w NRD zdawała maturę. W 1998 roku stał na czele CDU i awansował Merkel na sekretarza generalnego chadeckiej partii. Za rok potknął się na aferze czarnych kont, nielegalnym systemie finansowania CDU przez kanclerza Helmuta Kohla. Merkel została następczynią Schäublego. Od tej pory to ona rozdaje karty w CDU, ale Schäuble jest w niej niespokojnym duchem. Minister finansów uważa, że Europa tylko wtedy będzie dobrze funkcjonować, gdy jej członkowie będą dotrzymywali warunków unijnych umów. W jego przekonaniu "trojka", MFW, EBC i KE, poczyniły na korzyść Grecji wystarczające ustępstwa.

Schäuble chce ratować euro w Grecji, a nie samą Grecję, która zdecydowała się pożyć trochę na koszt innych. Wczorajszy pomysł przeprowadzenia referendum nie wzbudził w nim zachwytu. Kiedy w ubiegłym tygodniu spotkał się ze swoim greckim kolegą, ministrem Varoufakisem, tylko na początku spotkania zarzucił go euro - z czekolady. "Gratis, na ukojenie nerwów" - powiedział. "Będziesz teraz tego potrzebował". Ale na tym uprzejmości się skończyły. Varoufakis zamiast zaakceptować 5 miliardów euro oszczędności w budżecie kraju, zażądał 30 miliardów nowych kredytów. "Na nas ciąży odpowiedzialność za Europę, Wolfgang" - zaapelował do gospodarza spotkania. Ten odparował, że do udzielania kredytów nie posiada mandatu. Decyzje zapadają piętro wyżej. W istocie podejmuje je "trojka".

Decyzja jednak tylko w połowie stanowi sumę przesłanek finansowych. Druga połowa przesłanek jest natury politycznej. A na tym obszarze monopol posiada

cesarzowa Europy Angela Merkel

Dlatego swoim oświadczeniem kanclerz Niemiec na zewnątrz pomniejsza swoją rolę. Woli stać w cieniu. Za kulisami jednak jej rola jest tym bardziej przesądzająca. I to bynajmniej nie z powodu niemieckiego dyktatu w UE, ale z prostej arytmetyki: Niemcy w ratowanie Grecji od 2010 roku włożyły lub utopiły w nim najwięcej pieniędzy ze wszystkich krajów eurolandu. Jakiekolwiek by było sobotnie stanowisko ministrów finansów, na końcu decyzję podejmie Merkel.

Jako specjalistka od polityki, a nie od finansów, kanclerz Niemiec mówi innym językiem niż jej rządowy bankier Schäuble. Jej centralne przesłanie do Greków w tych dniach brzmi: "Gdzie jest wola, tam znajdzie się i droga do porozumienia". Co się stało z surową szwabską gospodynią, która w 2010 roku narzuciła Grecji kurację odchudzającą?

Jej gotowość do kompromisu wynika z czysto pozaekonomicznej przesłanki: że nie za bardzo chciałaby przejść do historii jako ta, która wyrzuciła z euroklubu Grecję, naruszając przy tym statykę całej UE. Pojął to grecki premier, który też zmienił retorykę swoich wystąpień i nie oskarża już Merkel o "socjalny holocaust". Nowa, bardziej otwarta relacja Merkel - Cipras nie wystarczy oczywiście do osiągnięcia kompromisu, ale toruje mu drogę. Merkel jest gotowa do przystrzyżenia greckiego długu i definitywnego pogrzebania nadziei na odzyskanie pieniędzy, jakie Niemcy wyasygnowały na fundusze ratunkowe. Z kolei grecki premier nie sprzeciwia się już zmianie prawa podatkowego i prywatyzacji wielkich niedochodowych przedsiębiorstw państwowych. Cipras pojął, że jego największy przeciwnik nie ukrywa się nad Renem, ale w takiej Portugalii, która poddała się podobnym drakońskim reformom, przed jakimi wzdragała się Grecja. Albo na Słowacji, gdzie średni dochód na głowę mieszkańca nadal jest mniejszy od tego w Grecji.

Obie strony są zainteresowane politycznym kompromisem. Alternatywa może być tylko gorsza. Grexit w przypadku greckiego bankruta przyśpieszy jedynie jego gospodarczą degrengoladę. Ceny gwałtownie skoczą do góry, a import, choćby takich lekarstw, podrożeje niebotycznie. Cipras, stylizujący się na apostoła ubogich, zamieni się w krwiopijcę greckich seniorów.

Dla eurogrupy grexit finansowo będzie łatwiejszy do strawienia. Ale nie politycznie, co kanclerz Merkel najbardziej by zabolało. Były członek najściślejszego klubu europejskiego pełną piersią może się wtedy zwrócić w stronę Rosji albo Chin, stając się ich przyczółkiem w Europie. Grecki precedens mógłby też otworzyć drzwi do kolejnych eksmisji z euroklubu.

Za kompromisem przemawia także ta okoliczność, że Grecja nie jest skazana na ekonomiczną wegetację. Dotychczasowe reformy, narzucone żelazem i krwią, przyniosły serię wyrzeczeń mieszkańcom, ale nadzieję greckim finansom. Pod koniec 2014 roku grecka gospodarka dźwignęła się z zapaści, zmniejszyło się bezrobocie, a rynek pracy uelastycznił się bardziej niż w Niemczech.

UE nie jest tworem idealnym, ale związkiem krajów opartym na kompromisie. Z reguły niesatysfakcjonującym dla obu stron i mało atrakcyjnym, ale od pół wieku otwierającym krajom UE nowe opcje.

Prof. Arkadiusz Stempin - historyk i politolog, specjalista od najnowszej historii Niemiec. Profesor Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, gdzie jest kierownikiem Katedry Konrada Adenauera, i Uniwersytetu Alberta Ludwika we Freiburgu. Ukończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim i germanistykę na Uniwersytecie we Freiburgu, gdzie uzyskał doktorat i habilitację

DOSTĘP PREMIUM