Etyk: "Nienawiść sączy się strumykami. Ale potem wylewa rzeką"

- Najwięcej zaszkodzili w Polsce publicyści tzw. katoliccy. Kiedy słuchałem niektórych z nich, to czerwieniłem się ze wstydu. Dlatego, że próbuje się dzielić uchodźców na chrześcijan i nie-chrześcijan. Zrozumiały jest podtekst lęków przed skrajnymi islamistami, ale widzieć w każdym uciekinierze terrorystę - to wielkie nadużycie logiczne - mówi ks. prof. Alfred Wierzbicki, etyk z KUL.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas 22 proc. badanych twierdzi, że Polska w ogóle nie powinna przyjmować uchodźców - tak uważa co czwarty wyborca PiS i 13 procent zwolenników Platformy. Przeciwko uchodźcom częściej są mężczyźni niż kobiety, młodsi niż starsi, mieszkańcy wsi niż metropolii - wynika z sondażu Millward Brown SA dla "Gazety Wyborczej". W sieci wylewa się fala nienawiści. - Pewne standardy języka nienawiści ustalają się choćby w kampaniach wyborczych - mówi w rozmowie z TOK FM ks. prof. Alfred Wierzbicki. Również o tym, dlaczego słuchając polityków "czerwienił się ze wstydu".

TOK FM: W Europie mamy największy od II wojny światowej kryzys migracyjny. W związku z nim bardzo nasiliła się fala wrogości w internecie. Mowa nienawiści aż zatrważająca. Zaskoczyło to księdza?

Ks. prof. Alfred Wierzbicki, etyk, wykładowca Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego: Hejterzy właściwie w każdej sprawie pokazują brzydką twarz naszego społeczeństwa, ale to leży w naturze internetu. Internet stwarza atmosferę anonimowości. Myślę, że ten sam człowiek stając twarzą w twarz nie powiedziałby tego, co pisze w internecie, wtedy gdy czuje się bezkarny. Oczywiście, w sieci taka osoba daje wyraz swoim, a jeszcze bardziej - zbiorowym nastawieniom, tworzy w ten sposób - jak to kiedyś mówiono - strukturę zła.

Ale nie powinniśmy się koncentrować na hejterach. Jest wiele spontanicznych reakcji, które są prawdziwie chrześcijańskie. I to, co dodaje mi skrzydeł, to postawa polskich hierarchów. Arcybiskup Stanisław Gądecki, na Lubelszczyźnie, wyprzedzając nawet słowa Papieża Franciszka, mówił o tym, że każda parafia powinna znaleźć miejsce dla uchodźców. I myślę, że to jest ten moment, w którym kościół może odegrać bardzo ważną rolę w kształtowaniu świadomości, ale też budowaniu pewnej kultury: że obcego się nie odpycha. Nie odpycha się człowieka w potrzebie.

Słyszymy, że na ten kryzys Europa nie jest przygotowana.

- Chrześcijanie wprowadzili do naszego języka pojęcie bliźniego - pojęcie, które pochodzi z Ewangelii. Nie może być tylko i wyłącznie tak, że my zaplanujemy, kto jest naszym bliźnim. Dzisiaj w ogóle to, co nas bardzo moralnie ogranicza, to fakt, że żyjemy w rzeczywistości zaplanowanej. Ledwie się rok zacznie, a my już wiemy, co będziemy robić w kolejnych dniach i miesiącach.

A życie polega na tym, że są wydarzenia, których nie da się zaplanować. I w tym sensie, ja bym tego co się w tej chwili w Europie dzieje nie nazywał sytuacją kryzysową, ja bym to nazwał sytuacją wyzwania. Złe jest to, że jest wojna, że ci ludzie nie mają gdzie mieszkać, że ich życie jest zagrożone - ale dla nas nie jest to nic złego. Wydarza się coś, co nie mieści się w logice planu, ale mieści się w logice wydarzenia i w mądrości odpowiedzi na tę logikę. I w tym sensie myślę, że otwartość na tych ludzi to wielka szansa, by zmieniać nasze myślenie o życiu.

A jak ksiądz mówi, że to wyzwanie dla kościoła - co kościół może czy powinien zrobić?

- Najważniejsze to już się stało, że zostało powiedziane "tak" dla ludzi, którzy są w potrzebie, co mieści się nie tylko w chrześcijańskiej, ale w ogólnoludzkiej etyce. Człowiekowi w potrzebie trzeba pomóc. Ale ważny jest ten apel papieża Franciszka, słyszę, że już są parafie, które chcą przyjąć uchodźców, dać miejsce na jakiś określony czasowo pobyt. I teraz rzecz najważniejsza: to współdziałanie instytucji samorządowych, państwowych, żeby znaleźć pieniądze dla tych osób, żeby mogły uczyć się języka polskiego, przygotować się do życia w naszym kraju. Pamiętajmy jednak, że pierwszy krok, gdy się spotyka człowieka w nieszczęściu, polega na tym, by dać mu dach nad głową i nakarmić go. Poza tym, myślę, że kościół może trochę obniżyć panikę, jaka nagle zapanowała.

Ale jak przed tą paniką chronić? Na przykład na lekcjach religii?

- Trudno mi tutaj sugerować, ale myślę, że lekcje religii są świetną okazją, by o tym rozmawiać, choć oczywiście nie tylko lekcje religii. Każda rozmowa jest inspirująca. Poza tym, do tej pory byliśmy przyzwyczajeni do pomagania ludziom w nieszczęściu daleko od granic Polski, np. w przypadku trzęsienia ziemi były zbiórki w kościołach. A dlaczego teraz nie zbierać pieniędzy dla uchodźców? Zwłaszcza dla tych parafii, które chcą ich przyjąć. Nie znaczy to, że kościół rozwiąże wszystkie problemy, ale każde działanie jest cenne.

Muszę też powiedzieć, że najwięcej zaszkodzili w Polsce publicyści tzw. katoliccy. Kiedy słuchałem niektórych z nich, nazwisk może nie będę wymieniał, to wręcz czerwieniłem się ze wstydu. Dlatego, że próbuje się dzielić uchodźców na chrześcijan i nie-chrześcijan. Zrozumiały jest podtekst lęków przed skrajnymi islamistami, dżihadystami, ale widzieć w każdym uciekinierze terrorystę - to wielkie nadużycie logiczne.

Te głosy o terrorystach mogą powodować panikę w społeczeństwie.

- To bardzo mi przypomina sytuację związaną z exodusem Żydów w latach 30. Wtedy też były takie tragiczne wydarzenia, że statki z Żydami kursowały od jednego wybrzeża do drugiego. To oczywiście są różne sytuacje, ale zawsze musimy patrzeć na to, że ktoś obok nas jest w potrzebie. Wytacza się w tej chwili wielką armatę, że Europa stanie się łupem muzułmanów.

Owszem, islam przejawia dość głęboką tendencję fundamentalistyczną, ale z drugiej strony obecność islamu w Europie wcale nie musi się zakończyć tym, że Europa przestanie być chrześcijańska, liberalna. Sprawą bardzo poważną jest kwestia, jak wspólnie mieszkać, jak żyć w wielości, w świecie, w którym są chrześcijanie, ale są też niewierzący, a jest ich coraz więcej, i do tego dochodzą teraz też wyznawcy islamu. Czymś szkodliwym jest mówienie, że boimy się wyznawców islamu - bo co, mamy wyrzucić ich wszystkich?

Polska przez lata była krajem wielokulturowym, jak to jest, że zapomnieliśmy o tym?

- Oczywiście, że zapomnieliśmy, od 1945 roku staliśmy się innym krajem, nawet o innych narodach mówimy, jak o mniejszościach. Czymś, co spowodowało wielką traumę, była zagłada Żydów, prawie wszyscy polscy Żydzi zginęli w czasie wojny. I dziś na ogół Polak nie spotyka się na co dzień z człowiekiem innej narodowości, innej religii, dawnego kraju już nie ma. Staliśmy się społeczeństwem jednonarodowym, co więcej, bardzo dotknął nas egoizm.

Teraz, przy fali uchodźców, to widać?

- Myślę, że tak. Jesteśmy społeczeństwem, które posiada o wiele więcej niż np. 30 lat temu, a jednak gdzieś ginie ta wrażliwość na człowieka w potrzebie. Mamy przeobrażenie naszej mentalności i świadomości - rodzi się fundamentalne pytanie, czy człowiek żyje tylko po to, aby mieć dla siebie?

Ale, czy ja dobrze rozumiem, że zdaniem księdza egoizm w Polakach rośnie i to jest jedna z przyczyn tego, że tak wielu z nas jest przeciwnych imigrantom?

- Myślę, że tak, tu gdzieś tkwi geneza tej niechęci do uchodźców i imigrantów ekonomicznych. Społeczeństwo otwarte to takie, które przyjmuje właściwie wszystkich.

Zaczęliśmy od internetu i mowy nienawiści. Z ostatniego europejskiego raportu wynika, że w Polsce agresja w internecie to temat bardzo poważny, że pojawia się nowy wątek mowy nienawiści - islamofobia. Mówił ksiądz o anonimowości w sieci, ale z czego jeszcze to może wynikać?

- Myślę, że pewne standardy nienawiści ustalają się chociażby w czasie kampanii wyborczych. To też na społeczeństwo oddziaływuje. Podam przykład - mam to za złe obecnemu prezydentowi Polski - że w czasie jednej z debat z prezydentem Komorowskim stawiał mu zarzut, że prezydent Komorowski pojawił się w Jedwabnem. To także stąd idzie. Każdy polityk musi być odpowiedzialny. Nienawiść sączy się często cienkimi, wąskimi strumyczkami, a później wybucha rzeką. Więc trzeba być bardzo odpowiedzialnym za to, co się mówi. Nienawiść to jest ciągle coś, co wisi w powietrzu i to jest coś, co jest niedobre. Ale potrzeba przede wszystkim spokoju, nie trzeba popadać w panikę, bo panika prowadzi do otumanienia i wtedy nie wiemy, co dalej robić.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM