Umowę na abonament medyczny podpisała starsza pani z alzheimerem. Koszt: 6 tys. [C.D. SPRAWY]

Kolejni starsi ludzie czują się wrobieni w abonamenty medyczne przez Ogólnopolskie Centrum Medyczne Świętego Łukasza. Przed firmą ostrzegają UOKiK oraz rzecznik konsumentów. Pani Krystyna cierpi na alzheimera i wpłaciła 6 tysięcy złotych. Jej rodzina ponad miesiąc walczyła o odzyskanie pieniędzy. Firma obiecuje zmienić podejście do niezadowolonych klientów.

Model działania firmy przedstawiliśmy już tydzień temu : telefon, zaproszenie na spotkanie, "superoferta" i pośpiech. Historia, którą opisaliśmy, to nie jest jednostkowy przypadek.

Po opublikowaniu tekstu odezwała się do nas córka 82-letniej pani Krystyny. - Mama zawsze odrzuca takie oferty i odkłada telefon. Musieli być bardzo przekonujący - mówi nam kobieta.

Starsza pani spotkania dokładnie nie potrafi zrelacjonować. Nie wie też, co jej obiecano. Wiadomo, że pracownicy firmy kazali zapłacić za abonament 6 tys. Pani Krystyna powiedziała, że nie ma takich pieniędzy, a potem poszła z pracownikiem OCM do banku. Wyciągnęła z konta całą kwotę, podpisała umowę i wróciła do domu. - Zaczęłam o tym myśleć i myślałam, że zwariuję. Wyszłam na ulicę, żeby pochodzić, ale zaraz wróciłam. Zamknęłam się w domu - opowiada.

Godzinami biła się z myślami, jak to wszystko się stało. Następnego dnia opowiedziała to, co pamięta, córce. Pokazała dokumenty. - Mama chce być samodzielna, ale niestety choroba nie zawsze pozwala. Do tego doszła taka stresowa sytuacja - mówi córka pani Krystyny i dodaje, że od razu zaczęła działać, by wszystko odkręcić.

OCM, wymieniając z nami maile przy wcześniejszej sprawie pani Teresy, tłumaczyło, że sytuacja, którą opisywaliśmy, była wyjątkowa. Zapewniano, że sytuacje, w których pracownik idzie z klientem do banku po pieniądze, się praktycznie nie zdarzają.

Co innego twierdzą osoby, które się do nas zgłaszają. Wszystkie miały "eskortę" do banku. - Nie wiem, czy to jest firma medyczna czy ochroniarska - złości się córka pani Krystyny.

Ich ustawa nie dotyczy

Pani Krystyna wiele lat pracowała jako księgowa i dziś sama się dziwi, że dała się tak podejść. Co gorsze, także w jej przypadku firma nie chciała nawet słyszeć o odstąpieniu od umowy. Nie pomogło nawet zaświadczenie od lekarza, które jasno wskazuje, że 82-latka ma alzheimera. Firma powołuje się na przepisy, które jak udowodniliśmy już tydzień temu, wcale jej nie dotyczą i nie powinna się nimi zasłaniać.

- Otrzymaliśmy pismo. Oprócz prawniczego bełkotu nie ma w nim nic - relacjonuje córka pani Krystyny, która kontaktuje się z OCM i przekonuje, że w stosunku do tej firmy nie zamierza przebierać w słowach. - To jest nowa metoda "na wnuczka" i "garnki". Sprawą powinna się zainteresować prokuratura - mówi z przekonaniem w głosie.

Spółka wysłała pani Krystynie dokładnie takie samo pismo, jakie wcześniej otrzymała pani Teresa. Wynika z niego, że klient nie może odstąpić od umowy i że ustawa o prawach konsumenta nie ma zastosowania.

- Wykorzystują przepisy, których nie rozumieją i których nie przeanalizowali - mówiła o działaniach OCM miejski rzecznik konsumenta w Warszawie Małgorzata Rothert. Jej zdaniem w takich sytuacjach możemy mówić o stosowaniu nieuczciwych praktyk.

Powoływaliśmy się też na stanowiska UOKiK oraz Ministerstwa Zdrowia, które od dawna dostają sygnały o tej sytuacji, ale - jak na razie - niewiele udało się im zrobić.

Jak ustaliliśmy, UOKiK prowadzi w stosunku do firmy postępowanie wyjaśniające. - Chodzi o sprawdzenie, czy doszło do naruszenia zbiorowych praw konsumenckich. Jeśli tak, spółka musi się liczyć z dużą karą, ale na razie nic nie można przesądzać - mówi Maciej Chmielowski z UOKiK.

Warto pamiętać!

- Jeśli umowa jest zawierana poza siedzibą przedsiębiorstwa, to klient ma 14 dni na odstąpienie od niej - mówi Chmielowski i podkreśla jeszcze jeden ważny przepis. - Jeśli firma nie informowała, że klient może odstąpić od umowy w trakcie 14 dni, to ten okres wydłuża się do roku - dodaje.

Co to w praktyce oznacza? Jeśli ktoś zawarł umowę kilka miesięcy temu, to nie jest na straconej pozycji. Wystarczy sprawdzić umowę. Jeśli nie ma tam informacji o tym, że klient może odstąpić od umowy w ciągu 14 dni i nikt go o tym nie informował przy podpisywaniu dokumentów, to znaczy, że klient nie stracił jeszcze swoich praw - pamiętajmy trwa to jednak tylko (albo aż) rok.

Jak firma to tłumaczy?

Dwa dni po tym, jak opublikowaliśmy materiał o problemach pani Teresy i zapowiedzieliśmy w TOK FM, że zgłosiła się do nas rodzina kobiety chorej na alzheimera, OCM zmieniło front. To, co było wcześniej wykluczone, stało się możliwe. Nagle firma zrozumiała sytuację pani Krystyny i chciała sprawę zakończyć.

- Zadzwonili i powiedzieli, że sprawa już jest u prawnika. Że zaświadczenia (zaświadczenia o chorobie) są fenomenalne. Powiedzieli, że to nie może być odstąpienie od umowy, tylko jej rozwiązanie za porozumieniem stron - relacjonuje córka kobiety, która kupiła abonament medyczny.

Dlaczego porozumienie stron? Możemy tylko gdybać, ale wydaje się oczywiste, że odstąpienie od umowy dałoby jasny sygnał dla wszystkich, że prawo konsumenckie ma tu jednak zastosowanie.

W rozmowie z TOK FM przedstawiciel OCM zapewnia, że firma zmienia podejście w takich sytuacjach. - Umowy zawarte po 1 września będą rozwiązywane na wniosek klienta do 30 dni. O ile ten nie zaczął z usług naszej firmy korzystać - mówi Bartłomiej Dawidczyk. Podkreśla też, że podobne praktyki firma stosuje już od wielu miesięcy. Przypomina, że spółka jest zarejestrowana jako podmiot leczniczy i choć nadal stoją na stanowisku, że w związku z tym prawo konsumenckie ich nie dotyczy, to zależy im na dobrej opinii. Wylicza, że tylko w tym roku ze względu na procesy reklamacyjne rozwiązali około 40 umów i zwrócili klientom pieniądze. Jego zdaniem porównywanie jego firmy do sprzedaży garnków na pokazach jest manipulacją.

Zapytaliśmy, dlaczego podpisali umowę z kobietą chorą na alzheimera. Odpowiada, że nie powinno do tego dojść. Dlaczego więc po piśmie córki pani Krystyny nie naprawiono błędu? Przedstawiciel firmy twierdzi, że przecież sprawę udało się w końcu zakończyć, kobieta odzyskała pieniądze. Podkreśla, że zmiana decyzji nie miała nic wspólnego z zainteresowaniem tym tematem przez media.

DOSTĘP PREMIUM