Putin proponuje Zachodowi sojusz w walce z islamistami w Syrii. Czy jest on możliwy i czy rozwiąże problem uchodźców? [ANALIZA]

Jaki będzie efekt propozycji Putina? Specjalnie dla Tokfm.pl analizuje to prof. Arkadiusz Stempin*, politolog z uniwersytetu we Fryburgu.

Władimir Putin proponuje Białemu Domowi wspólną walkę z Państwem Islamskim. Oficjalnie ofertę tę przedstawi 28 września w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Zjawi się tam po raz pierwszy od 10 lat.

Jak na podstawie zdjęć satelitarnych ustalił amerykański wywiad, Rosja gromadzi w Syrii sprzęt wojskowy i obsługujące go jednostki. Rosyjski akces do wojny w Syrii oznacza poparcie dla dyktatury Assada, największego sojusznika Rosji na Bliskim Wschodzie. Assad stoi na czele de facto upadłego państwa. Władza syryjskiego dyktatora, zagrożonego przez rebeliantów, których spektrum rozciąga się od ruchów demokratycznych po islamistów, kurczy się coraz bardziej i ogranicza do niewielkich obszarów w pobliżu wybrzeża Morza Śródziemnego. Na północy Kurdowie utworzyli autonomiczne regiony, na wschodzie i południu rozrasta się Państwo Islamskie.

Syria: konflikt wszystkich o wszystko

Na ten obraz bratobójczej wojny nakłada się jeszcze konflikt międzynarodowy. USA, UE i kraje Zatoki Perskiej, w tym przede wszystkim Arabia Saudyjska, popierają i uzbrajają walczących z Assadem rebeliantów, którzy nierzadko potem przechodzą na stronę Państwa Islamskiego. Po stronie USA znajduje się także Turcja, która przy okazji zwalcza Kurdów, na co Waszyngton przymyka oczy. Stanowisko Stanów Zjednoczonych wyznacza z kolei to, kogo popiera ich największy oponent na Bliskim Wschodzie, szyicki Iran. A ten wspiera szyickiego alawitę Assada. Tak jak Putin.

Ponad czteroletnia wojna domowa w Syrii jest więc niczym innym, jak zastępczą areną konfrontacji między globalnymi graczami. Z jednej strony ścierają się USA i Rosja, z drugiej Arabia Saudyjska i Iran rywalizujące o przywództwo na Bliskim Wschodzie i dominację w świecie islamu. Skoro więc w Polsce PiS nawołuje o rozwiązanie problemu 8-milionowej rzeszy syryjskich uchodźców poprzez zakończenie konfliktu w państwie Assada, to wyraża ambicje nie mniejsze niż te przy rozwiązaniu kwadratury koła. Zakończenie konfliktu w Syrii wymaga bowiem przełamania krzyżujących się interesów mocarstw. Walka o krzesło dla polskiego prezydenta w rokowaniach Rosja - Ukraina/UE to przy tym pestka. Tym bardziej że linie podziału w Syrii w rzeczywistości są bardziej mętne. Nie wiadomo nawet do końca, jak przebiegają linie frontów.

Wojna w Syrii a Rosja: czego chce Putin

Wiadomo natomiast, że prezydent Rosji (a także Chiny i Iran) uznał, że syryjski sojusznik jest przyparty do muru, tracąc zbyt dużo terytorium na rzecz Państwa Islamskiego. Postępy islamistów zagroziły jedynej tamtejszej rosyjskiej bazie morskiej w Tartus. To jeden z motywów zaangażowania się Putina w wojnę w Syrii. Przy czym rosyjskie wsparcie dla Syrii nie musi przekładać się na osobiste poparcie dla Assada. Oczywiście dyktator jest dla Rosji gwarantem dalszego istnienia zsekularyzowanej, wolnej od islamistów Syrii. Ale istotniejsze dla interesów Rosji jest zachowanie samego alawicko-szyickiego, zsekularyzowanego reżimu syryjskiego. Jako przeciwwagi dla Państwa Islamskiego.

Wątpliwe jednak, by Rosjanie wysłali do Syrii wojska lądowe. Za duża jest obawa przed "wietnamizacją" interwencji lub przed powtórką z Afganistanu z lat 80. Rosja ponadto nie podoła jednocześnie militarnemu zaangażowaniu w Syrii i na Ukrainie. Minister Ławrow stanie więc na głowie, by usprawiedliwić to, strojąc się w szaty obrońcy "Dobra". Skoro USA z koalicją 60 państw nie poradziły sobie z Państwem Islamskim, to Rosja musiała przeciwko niemu wzmocnić Syrię - tak będzie brzmiał propagandowy przekaz z Moskwy. Prezydent Obama w przeciwieństwie do swojego poprzednika Busha juniora wybrał strategię powściągliwości i w Syrii zadowala się jedynie atakami na islamistów z powietrza. O wysłaniu wojsk lądowych mowy nie ma. Tymczasem Ławrow już zaproponował Białemu Domowi wspólną linię postępowania w aktywnym zwalczaniu Państwa Islamskiego. Dla USA takiego samego zła jak Assad, który okazuje więcej zainteresowania walką z rebeliantami niż z Państwem Islamskim. Jak zareaguje więc prezydent Obama? I co istotniejsze, czy Zachód może wierzyć Putinowi, agresorowi na Krymie i w Donbasie?

W to powątpiewają amerykańscy eksperci ds. Rosji. Wśród nich Andrew Foxall z amerykańskiego think tanku Henry Jackson Society, który w komentarzu na łamach "New York Timesa" napisał: "Nie wierzcie Putinowi w Syrii". Foxall zakłada, że Rosjanie mogą za pośrednictwem swojego wywiadu przekazywać mylne informacje Zachodowi, a generalnie nie być w ogóle zainteresowani dyplomatycznym rozwiązaniem konfliktu. To dość dogmatyczne stanowisko, gdyż wojna z Państwem Islamskim odpowiada rosyjskiej racji stanu. Także dla Rosji międzynarodowy terroryzm islamski jest autentycznym zagrożeniem, skoro bojownicy z Kaukazu mogą się w każdej chwili przyłączyć do Państwa Islamskiego. A swoje akcje terrorystyczne przenieść na teren Rosji, Północnego Kaukazu czy sąsiednich państw w Azji Centralnej.

Czego chcą Stany i Zachód

Ale czy USA w ogóle mogą porozumieć się z Rosją ws. Syrii i Państwa Islamskiego? Główny cel polityki USA od niemal wieku polega na obronie Europy przed zagrożeniem ze strony rosyjskiego hegemona i szantażem użycia przez Rosję broni nuklearnej. Zadanie wyjątkowo trudne, kiedy na Bliskim Wschodzie płoną ogniska zapalne. Jeśli jednak dojdzie do ugody z Iranem, ropa naftowa będzie nadal tania, a cieśnina Ormuz, przez którą przechodzi jedna czwarta światowego transportu ropy, przejezdna, to wszystkie te okoliczności są korzystne jako ramy działania dla USA (i oczywiście UE oraz Chin i Iranu), a niekorzystne dla Rosji. Przy niskich cenach ropy przyszłość Rosji jawi się zresztą wyjątkowo ponuro. A USA chętnie widziałyby dziś Iran jako regionalne mocarstwo, pomocne w zakończeniu wojny domowej w Iraku. To samo dotyczy wojny w Syrii. USA nie mają problemu, by zasiąść z Iranem do stołu rokowań. Są bowiem skazane na to, by balansować między długofalową strategią demokratyzacji porządku światowego a taktyczną koniecznością wygrywania dla siebie różnic panujących między bandyckimi państwami. Kleptokracje nie tylko depczą u siebie prawa człowieka, ale zagrażają światowemu pokojowi. Stany nie mają jednak możliwości, by z każdym bandytą walczyć z osobna. Z kleptokracją Putina mogą więc zawrzeć polityczny deal.

Najlepszą odpowiedź na propozycję Putina zasugerował amerykański politolog Thomas E. Graham: trzeba przetestować zamiary rosyjskiego prezydenta. A wspólnym modus vivendi w Syrii objąć uzgadnianie na miejscu operacji wojskowych, skorelowanie rosyjskich i natowskich nalotów oraz wymianę informacjami pochodzącymi od wywiadu. Jeszcze dalej szli niektórzy politycy niemieccy. Np. szef siostrzanej partii Angeli Merkel, Horst Seehofer z CSU, orędował gorąco za wspólną, natowsko-rosyjską linią wobec Państwa Islamskiego. Od dobrego czasu niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier uwijał się za kulisami, pośrednicząc w kontaktach amerykańsko-rosyjskich.

2 scenariusze dla Rosji

Przyjmując propozycję Putina, Zachód przyczyniłby się do utrwalenia rosyjskiego protektoratu nad Syrią. Choć Putin swoją propozycją otworzył sobie perspektywę "win-win". Jeśli będzie trzymał w szachu Państwo Islamskie, stanie się bez wątpienia na Bliskim Wschodzie globalnym graczem, bez którego nie obejdzie się żadne spotkanie międzynarodowe poświęcone przyszłości regionu. Jeśli militarnie nie wskóra nic, nakręci destabilizującą na razie migrację uchodźców do UE, co odwróci jej uwagę od Ukrainy. Jednocześnie Putin podbije swoją cenę na wypadek finalnych rozmów dotyczących przyszłości i Syrii, i całego Bliskiego Wschodu. A jego cena wzrośnie jeszcze bardziej, jeśli odpuści Assada, tak jak przed 15 laty Milosevicia w Serbii.

Skoro jednak na razie Putin trzyma z nim sztamę, to prezydent Obama odrzucił jego propozycję przystąpienia do aliansu przeciw islamistom. W Białym Domu uznano, że skoro Państwo Islamskie rozrasta się głównie kosztem syryjskiego dyktatora, to tak długo, jak będzie on u władzy, oferta rosyjska oznacza jedynie przedłużanie wojny. Wygląda więc na to, że Zachód swoje militarne akcje ograniczy do ochrony przed Państwem Islamskim Kurdów i szyitów w Iraku i Syrii oraz niektórych plemion sunnickich, a zasadniczą walkę z Państwem Islamskim przeniesie na barki Rosjan. Przy takim założeniu scenariusz wydarzeń może potoczyć się w dwóch kierunkach. Albo Bliski Wschód stanie się dla Rosji drugim Afganistanem, albo w przypadku odwrotnym - zwycięstwa Rosji z islamistami - Putin wzmocni swój protektorat syryjski, płacąc jednak wysokie koszty. Na to USA i ich sojusznicy z pewnością liczą. Na sojuszników USA na Bliskim Wschodzie - Arabii Saudyjskiej i Turcji - rosyjska obecność w Syrii zadziała bowiem jak płachta na byka.

Muzułmańskie mocarstwa regionalne a Rosja

Rosyjska aktywność w wojnie w Syrii psuje plany sunnickiej dynastii Saudów, która politycznie rywalizuje z Turcją i z szyickim Iranem o status regionalnego mocarstwa. To przecież z pustynnego Półwyspu Arabskiego płynął szeroki strumień pieniędzy, zarówno dla sunnickich rebeliantów w Syrii, jak i salafitów w Państwie Islamskim. W ten sposób Saudowie podcinają wpływy alawicko-szyickie na obszarze między Morzem Śródziemnym a Zatoką Arabską. Wsparty siłą Rosjan Assad wybije Saudyjczykom z głowy ambitne plany uczynienia ich królestwa regionalnym mocarstwem i rządcą dusz muzułmańskich.

Także w Turcji rosyjska obecność w Syrii jest wyjątkowo niechciana. Prezydent Erdogan, przejawiający podobnie jak Putin aspiracje imperialne, chętnie wykroiłby z upadającej Syrii trochę terytorium dla siebie. Jeśli jednak Putin wzmocni Assada, to marzenia Erdogana rozsypią się jak domek z kart. To nie wszystko. Zamieszkujący północną Syrię komunizujący Kurdowie w zamian za zwalczanie u boku Rosjan Państwa Islamskiego zażądają od Putina autonomii, podobnie jak ich ziomkowie z Iraku, co obróci wniwecz wielkomocarstwowe plany Erdogana. Autonomia Kurdów w Syrii i Iraku podziała mobilizująco na ich kurdyjskich braci w Turcji. Erdoganowi zależy więc na stłumieniu kurdyjskich rozruchów nie tylko u siebie w kraju, ale i w Syrii, przez co tylko narazi się jej rosyjskiemu protektorowi.

Z kolei Iran jedynie ze względów politycznych godzi się na obecność Rosji na Bliskim Wschodzie. Dla szyitów z Teheranu ich sojusz z Rosją ma charakter taktyczny, nie światopoglądowy. Zawiązując taki alians, Rosja ma szansę poprawić relacje z szyickim krajem, który sumiennie zwalcza sunnitów z arabskiej północy. Ale w wymiarze religijnym Rosja na Bliskim Wschodzie ma wciąż wizerunek chrześcijańskiego krzyżowca, tego samego, który przed 900 laty dokonał inwazji na Ziemię Świętą. Dla Teheranu jakiekolwiek zdobycze rosyjskie poza obroną bazy w Tartus nie wchodzą w rachubę. W przeciwnym razie ten sojusznik natychmiast wypowie Putinowi polityczny alians.

Ostateczne rozwiązanie konfliktu w Syrii wymaga:

- usunięcia Assada i wyparcia Państwa Islamskiego przy pomocy lądowych wojsk nie amerykańskich, ale syryjskich i irackich, czyli wprowadzenia koncepcji amerykańskiej,

- stworzenia nowego rządu w Syrii przy udziale jak największej ilości lokalnych ugrupowań,

- zgody ze strony USA i Rosji (Chin), i regionalnych, wrogich wobec siebie mocarstw: Iranu i Arabii Saudyjskiej.

Wcielenie w czyn tych warunków wydaje się w najbliższym czasie wykluczone. Stąd problem uchodźców w UE należy - wbrew PiS-owskiej retoryce - rozwiązać niezależnie od zaprowadzenia pokoju w Syrii.

* Prof. Arkadiusz Stempin - historyk i politolog, specjalista od najnowszej historii Niemiec. Profesor Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, gdzie jest kierownikiem Katedry Konrada Adenauera, i Uniwersytetu Alberta Ludwika we Freiburgu. Ukończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim i germanistykę na Uniwersytecie we Freiburgu, gdzie uzyskał doktorat i habilitację.

DOSTĘP PREMIUM