10 lat remontu, wielkie obietnice i... Myślicie, że pociągi Łódź-Warszawa pojadą szybciej? No to się zdziwicie...

W grudniu, po 10 latach, dobiegnie końca remont linii kolejowej Łódź - Warszawa. Zarządca chwali się nowymi torami, peronami oraz bezkolizyjnymi skrzyżowaniami. Sukces? Raczej nie - główny cel, czyli skrócenie czasu przejazdu poniżej 70 minut pociągów, nie zostanie spełniony.

Po remoncie szybciej pojedzie... tylko jeden pociąg dziennie. Co więcej - nie będzie zatrzymywał się na stacjach pośrednich.

Długi remont

Remont linii rozpoczął się w 2006 roku. Początkowo wyremontowano odcinek z Łodzi do Skierniewic, a w drugiej kolejności dalej do Warszawy. Od początku mówiło się, że remont spowoduje, że do stolicy łodzianie dotrą w niewiele ponad 60 minut. Opowiada lider grupy pasażerów Tomasz Gidelski: - Na początku mówiliśmy o 65 minutach, bardzo głośno reklamowanych przez Grupę PKP. Potem pojawiło się 5 minut więcej. Teraz nikt nie ukrywa, że mowa jest wyłącznie o jednym połączeniu. Natomiast wszyscy pasażerowie liczyli, że ten czas będzie krótszy, nie tylko mieszkańcy Łodzi.

Tymczasem z zaprezentowanego rozkładu wynika, że czas poniżej 70 minut osiągnie tylko jeden pociąg i to taki, który nie zatrzymuje się na stacjach pośrednich. Dla pasażerów z pozostałych miejscowości czas przejazdu praktycznie się nie zmieni: - Pasażerowie z Żyrardowa, ze Skierniewic, nie zyskują nic. Będą jeździli tyle, ile do tej pory. Nie wiem, czyja to wina. Może tych pociągów będzie za dużo, może brakuje taboru.

"Nie możemy mówić w kategoriach winy"

Zarzuty odpierają obie spółki - zarówno zarządca infrastruktury, jak i przewoźnik. Według tego pierwszego - PKP PLK - remont został wykonany zgodnie z założeniami, a trasa jest przystosowana do osiągania prędkości 160 km/h. Reszta w rękach przewoźników.

Mówi rzecznik PLK Mirosław Siemieniec: - Absolutnie nie możemy o tym mówić w kategoriach winy, tylko wykorzystaniu linii kolejowej. Przewoźnicy będą na pewno wykorzystywać ją maksymalnie. Każdy rozkład jazdy to oferta tego, kto dysponuje drogą kolejową i tych, którzy z nich korzystają. Między miastami skrajnymi można przejeżdżać bardzo szybko, czyli wykorzystać wszystkie parametry, można jeździć wolniej, jeśli składy zatrzymują się na wszystkich przystankach.

W podobnym tonie tłumaczy się przewoźnik, PKP Intercity. I przekonuje, że czas 70 minut od początku był przewidziany dla połączeń bezpośrednich. W pozostałych przypadkach pociągi pojadą z prędkością 120 km/h i właśnie to powoduje, że czas przejazdu dla mieszkańców stacji pośrednich właściwie się nie zmieni. Wyjaśnia Marta Ziemska: - Musimy wziąć pod uwagę postoje na stacjach, czas na rozpędzenie się pociągu i hamowanie. Ale nawet gdybyśmy puścili składy, które jeżdżą szybciej, to oszczędność byłaby niewielka, bo około 11 minut.

Takie tłumaczenia nie przekonują pasażerów, którzy nadal będą domagać się skrócenia czasu podróży i pozostawienia cen biletów na obecnym poziomie. Jeśli ich postulaty nie zostaną spełnione, nie wykluczają protestu.

Zobacz wideo

DOSTĘP PREMIUM