?Straciliśmy czujność". Wyślą ci twoją receptę mailem. Wygodne, ale eksperci biją na alarm: To cenne dane. Nie będą chronione

Wrażliwe dane medyczne milionów pacjentów mogą być zagrożone. Ministerstwo Zdrowia chce wysłać informacje z naszych recept na skrzynki mailowe. Generalny inspektor ochrony danych osobowych po interwencji TOK FM zapowiada zdecydowane kroki i przyznaje, że stracił czujność w trakcie uchwalania tych przepisów. Zdaniem ekspertów to łatwy sposób, by chronione informacje wpadły w niepożądane ręce.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Każdy z nas będzie mógł otrzymać na własną skrzynkę szczegółowe informacje z recepty elektronicznej. I to już od przyszłego roku.

Ustawa wylicza, że pocztą elektroniczną dostaniemy dane lekarza, nazwy leku, który nam przepisał, a nawet sposób dawkowania. - Zacznijmy od tego, że jest to niezgodne z prawem. Takie dane wrażliwe nie mogą być przekazywane drogą nieszyfrowaną - mówi Wiesław Paluszyński z Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji i dodaje, że "przecież nikt nie szyfruje informacji pomiędzy skrzynką a moim komputerem".

Podobnym głosem mówią też eksperci z Fundacji Panoptykon - Niestety, nowa ustawa w żaden sposób nie precyzuje, czy wysyłana przez przychodnię lub lekarza informacja o recepcie będzie podlegać jakimś zabezpieczeniom - mówi Jędrzej Niklas, prawnik z fundacji.

Treści do celów marketingowych

Zaznaczmy, że obowiązuje tu zasada dobrowolności. Nie musimy się zgadzać na wysyłanie tych danych na maila. Eksperci z branży informatycznej podkreślają, że większość skrzynek pocztowych jest bezpieczna tylko pozornie i tylko pozornie treść wiadomości, które otrzymujemy, jest naszą własnością. - Regulaminy wielu operatorów poczty internetowej pozwalają im na dostęp i wykorzystanie informacji zawartych w mailach np. do działań marketingowych - mówi Jędrzej Niklas i dodaje, że podobne zapisy tej samej ustawy dotyczą też e-skierowań.

Oznacza to, że na naszej skrzynce będzie też informacja, do jakiego lekarza i kiedy mamy się zgłosić.

Wyjątkowo "drogie" dane

Po co komu dane z naszej recepty? - Na pierwszy rzut oka dane nieprzydatne nikomu są bardzo chodliwym towarem - ocenia Wiesław Paluszyński z Izby Informatycznej. - Takie dane to jest pełne badanie dla rynku dla firm farmaceutycznych. To są rzeczy, które kosztują na rynku bardzo dużo - mówi Paluszyński i daje do zrozumienia, że teraz te dane niechronione będą leżały u operatorów skrzynek pocztowych.

Byle tego nie skonsultować

Okazuje się, że przepis nie był nawet konsultowany przy tworzeniu tej ustawy. W projekcie wysłanym do konsultacji o skrzynce mailowej nie było mowy. Pojawiła się dopiero wtedy, gdy ministerstwo zrezygnowało z tzw. KUZ, czyli elektronicznej karty.

To ona miała być dla pacjenta kluczem do systemu i trzeba ją była czymś zastąpić. Wybrano więc szybką autopoprawkę, której w kilkusetstronicowej ustawie nikt nie zauważył. Przepisy przegłosowano na ostatnim posiedzeniu Sejmu, podpisał je też prezydent.

Ciekawe jest też to, że resort chce wysyłać na maila kod recepty oraz wszystkie wrażliwe dane, które ona zawiera. Alternatywą jest informacja na papierze lub SMS, ale w ten sposób będzie już wysyłany tylko kod. Idziemy z nim do apteki, potwierdzamy np. swoim numerem PESEL i dostajemy leki. Po co więc wysłać na maila wszystkie wrażliwe dane i ryzykować ich utratę? Po co ten przepis tak rozbudowano?

- Nie mam pojęcia - mówi Wiesław Paluszyński i dodaje, że nie chce nawet zgadywać, co się za tym może kryć. Jędrzej Niklas z Panoptykonu twierdzi, że - analizując przepisy - też zadawał sobie to pytanie i nie potrafi zrozumieć. - To nic nie zmienia - mówi prawnik.

GIODO się zreflektował

Zastępca generalnego inspektora ochrony danych osobowych przyznaje, że jeszcze przed wprowadzeniem tych regulacji odbyły się konsultacje z ministerstwem. GIODO nie zgłosiło zastrzeżeń w tym zakresie. - Uśpiono moją czujność, bo wmówiono, że to dla dobra pacjenta - mówi Andrzej Lewiński i dodaje, że po naszych sygnałach zespół ludzi będzie miał za zadanie jeszcze raz przeanalizować te przepisy. - Jak będzie trzeba, wzruszymy tę sprawę prawnie - dodaje Lewiński i zaznacza, że w razie czego można alarmować ludzi, by byli świadomi ryzyka, nim zdecydują się na otrzymywanie informacji z recepty pocztą elektroniczną.

DOSTĘP PREMIUM