Głośna na całą Polskę pomyłka przy zabiegu in vitro. I co? Nie można znaleźć lekarzy, którzy zaopiniują sprawę

Wyjaśnianie przyczyn pomyłki przy zapłodnieniu in vitro w klinice w Policach - w wyniku której kobieta urodziła genetycznie nieswoje dziecko - zawieszone w próżni. Naczelny Sąd Lekarski bezskutecznie szuka chętnych do osądzenia kolegi, a swoje śledztwo zawiesiła prokuratura.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Pomyłka przy zapłodnieniu in vitro w klinice w Policach wyszła na jaw tylko dzięki determinacji rodziców. Urodzona dziewczynka ma liczne wady genetyczne, które wcześniej nie występowały w ich rodzinach, dlatego rodzice zdecydowali się na badania DNA.

Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Lekarskiej w Szczecinie, prof. Jacek Różański już w kwietniu zakończył swoje postępowanie. Postawił zarzuty i skierował sprawę do Okręgowego Sądu Lekarskiego. Podsumowując wskazywał na liczne nieprawidłowości - procedury nie były doskonałe, zbyt ogólne, a i tak mogło dojść do ich łamania - wyliczał prof. Różański wskazując, że jajeczka zaraz po pobraniu od kilku pacjentek w gabinecie zabiegowym, trafiały do nieopisanych probówek.

Te odbierał laborant i między piętrami przenosił do laboratorium, gdzie dopiero mazakiem opisywał probówki i dokonywał zapłodnienia. - Tak bardzo skomplikowaną procedurę wykonywała tylko jedna osoba i nikt, dosłownie i w przenośni, nie patrzył jej na ręce - ubolewał prof. Różański. Rzecznik Odpowiedzialności Lekarskiej domagał się kary dla dra Tomasza B., byłego kierownika laboratorium - zakazu zajmowania stanowisk kierowniczych i nawiązki na rehabilitację chorych dzieci.

Lekarska niemoc czy zawodowa solidarność?

Jak ustalił reporter TOK FM - wśród lekarzy nie ma chętnych, którzy wydaliby ocenę w sprawie pomyłki przy zapłodnieniu in vitro w klinice w Policach . W Sądzie Lekarskim od tej pory sprawa nie drgnęła. Najpierw wyłączyli się z niej lekarze ze Szczecina. Cała dokumentacja wysłana została do Naczelnego Sądu Lekarskiego w Warszawie. Ten w październiku wyznaczył do rozpatrzenia sprawy Okręgowy Sąd w Białymstoku, ale tam także lekarze gremialnie i solidarnie postanowili się problemem nie zająć. - Sytuacja jest dla mnie dziwna i niezrozumiała - komentuje prof. Różański.

Akta sprawy w połowie stycznia wróciły do Warszawy. Jak zapewnia Katarzyna Strzałkowska z Naczelnej Izby Lekarskiej, jeszcze w styczniu zostanie wyznaczony kolejny okręgowy sąd, który ma podjąć temat. Na pytanie, czy możliwe jest, by akta sprawy wędrowały po całej Polsce, odpowiada: Nie sądzę. Trudno mi to sobie wyobrazić.

Prokuratura zawiesza

Swoje postępowanie zawiesiła także prokuratura. Śledczy ze Szczecina przesłuchali już wszystkich świadków i zgromadzili dokumentację medyczną. Prokurator Małgorzata Wojciechowicz wyjaśnia, że do wznowienia śledztwa niezbędna jest opinia biegłych z Łodzi: genetyka, ginekologa i chirurga dziecięcego - mają za zadanie ustalić, czy błąd polegający na zamianie komórek jajowych doprowadził do narażenia zarówno matki jak i dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia, bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

DOSTĘP PREMIUM