Pierwszaki do szkoły daleko od domu. Koniec małych klas

Dzieci z klas pierwszych mogą od września trafić do szkół poza swoim obwodem, czyli dalej od domu niż dotychczas. Taką możliwość daje władzom gminy nowa ustawa o systemie oświaty, w której pojawiły się zapisy dotyczące liczebności klas. Po zniesieniu obowiązku szkolnego dla sześciolatków, wracają więc tzw. zbiorcze klasy.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Wprowadzona przez PiS likwidacja obowiązku szkolnego dla sześciolatków spowoduje, że więcej dzieci zostanie w przedszkolach. A w konsekwencji, jak alarmują samorządowcy, może zabraknąć dzieci do tworzenia pierwszych klas.

W ustawie są specjalne zapisy dotyczące liczebności klas. Na wsiach wójt będzie mógł wysłać do szkoły oddalonej od gminy, poza obwód, jeśli do klasy pierwszej zgłosi się do 7 uczniów. W miastach liczbę podniesiono do 11 dzieci.

Władze gmin - zgodnie z ustawą - mają możliwość wysłania dziecka poza obwód, ale nie muszą tego robić obligatoryjnie.

Wójt czy prezydent miasta może z urzędu podejmować decyzje o skierowaniu dzieci do oddalonej od obwodu szkoły. Nie potrzeba do tego zgody rodziców. Ale władze gminy powinny poinformować o decyzji do 15 czerwca.

- Samorządom w celach rekrutacyjnych dano możliwość, aby w danej szkole można było stworzyć jeden oddział z uczniów, którzy mieszkają poza obwodem tej szkoły. Tak jak kiedyś mieliśmy tzw. zbiorcze oddziały - mówi Jolanta Misiak z Kuratorium Oświaty w Lublinie.

Żeby dzieci nie musiały dojeżdżać

Dziś w wielu miejscach w kraju są szkoły z klasami, do których chodzi dwoje, troje czy siedmioro uczniów. Samorządy dopłacają do funkcjonowania takich oddziałów dla dobra dzieci, by nie musiały dojeżdżać.

Tak jest m.in. w podlubelskiej gminie Wólka. Są tu klasy, w których jest siedmioro uczniów. Jak będzie od września? Wiele zależy od tego, ile 6-latków zostanie w przedszkolu.

- Jeżeli dzieci będzie za mało, to trzeba będzie się poważnie zastanowić nad tym, czy uruchomić pierwszą klasę - mówi TOK FM Elżbieta Skiba z Urzędu Gminy w Wólce.

Jak podkreśla, do tej pory zawsze takie oddziały tworzono, mimo małej liczby dzieci.

Wójt nie kryje, że utrzymanie małych klas jest droższe. W gminie Wólka kwota z subwencji oświatowej to ok. 7 mln zł, a wydatki \na oświatę to 12 mln.

- Dokładamy i to oczywiście boli. Utrzymanie małych klas to jeszcze większy wydatek. Bo dzieci jest mniej, subwencja - też niższa, a nauczyciel jest przecież ten sam - mówi Edwin Gortat.

Dobre efekty

Klasa z zaledwie siedmioma uczniami jest też w Świdniku Małym. Dyrektor szkoły Anna Sipińska ocenia, że praca z dziećmi w takiej klasie jest niezwykle owocna: każdego na lekcji można przepytać, każdemu sprawdzić pracę domową, każdy może być przy tablicy.

Nauczyciele w tak małej szkole każdego ucznia znają niemal od podszewki.

Jak ocenia zmiany w ustawie i możliwość skierowania dzieci poza obwód? - Dla małych szkół może to być zagrożeniem. Jeśli będzie to bardzo sztywno egzekwowane, to staniemy przed dylematem, co dalej w sytuacji, gdy na przykład będziemy mieć tylko siedmioro dzieci - mówi.

"Eksperyment niespotykany w cywilizowanym świecie" - prof. Konarzewski o pomysłach edukacyjnych PiS>>>

DOSTĘP PREMIUM