Szwajcarzy przeciw automatycznej deportacji zagranicznych przestępców. "To cezura. Takiej debaty przed referendum dawno nie było"

Szwajcaria przestraszyła się samej siebie i postawiona przed wyborem nadrzędnej opcji "państwo prawa" versus "wola narodu", opowiedziała się za państwem prawa - wolą narodu w referendum - pisze w komentarzu prof. Arkadiusz Stempin.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasW minioną niedzielę 60 proc. Szwajcarów odrzuciło w referendum projekt ustawy o automatycznym wydalaniu z kraju obcokrajowców, którzy popełnili najdrobniejsze nawet przestępstwo.

Na fali niechęci do uchodźców

Sam wynik głosowania jest sensacyjny. Forsowała go największa partia w kraju, prawicowo-populistyczna SVP. I początkowo wszystko przemawiało za przyjęciem jej pomysłu w referendum. Jeszcze jesienią 2015 opowiadało się za nim ponad 60 proc. Szwajcarów. Incydenty w sąsiednich Niemczech w noc sylwestrową, szczególnie w Kolonii, gdzie doszło do popełnienia przez mężczyzn pochodzenia arabskiego przestępstw na tle seksualnym, i późniejsza debata o usuwaniu obcokrajowców-przestępców, dolała w Szwajcarii tylko oliwy do ognia. Populistyczna SVP dyskontując dla siebie lęki Szwajcarów, żądała automatyzmu w wydalaniu z kraju obcokrajowców-"kryminalistów", niepoprzedzonego indywidualnym procesem administracyjnym. Nawet jeśli od urodzenia mieszkają w Szwajcarii, ale nie posiadają szwajcarskiego paszportu.

Prawo godzące w równość

Wprowadzenie jednak proponowaną ustawą de facto dwuklasowego w świetle prawa społeczeństwa, godziło w państwo prawa i naruszało nawet zapisy konstytucyjne. Tyle że brak w Szwajcarii instytucji chroniącej konstytucję, choćby trybunału konstytucyjnego, oznacza, że sprzeczna z prawem krajowym czy międzynarodowym inicjatywa ustawodawcza, przegłosowana większościowo w referendum, musi przez parlament zostać przyjęta.

O czym wielu Szwajcarów nie wiedziało. A co uświadomił im dopiero forsowany przez SVP projekt ustawy. Szwajcarzy stanęli przed wyborem nadrzędnej opcji: państwa prawa albo "woli narodu".

Akcja mobilizacja

By nie dopuścić do prawnego precedensu z akcją uświadamiającą ruszyli uniwersyteccy profesorowie, wsparci przez osoby zaufania publicznego, w tym artystów, dziennikarzy i celebrytów z jednej, a kościoły z drugiej strony.

Największa kampania przetoczyła się przez Facebook, ale prywatni sponsorzy finansowali druk plakatów i znaczków, które można było wpiąć w klapę oraz wezwania w prasie zamieszczane przez osoby prywatne, lokalne społeczności, a nawet kluby sportowe.

Gorączka sprzeciwu, która wyszła z samego środka społeczeństwa, ogarnęła nawet środowiska konserwatywne. Kraj znalazł się w ogniu debaty, nieznanej w swoich najnowszych dziejach. A SVP w defensywie.

W Szwajcarii obudziło się społeczeństwo obywatelskie, które nie dopuszczając do legislacji sprzecznej z konstytucją ustawy, przerwało jednocześnie długoletni marsz populistycznej SVP.

To cezura w powojennej historii alpejskiego kraju. Nawet jeśli euforia, jaka wybuchła po sobotnim referendum, może okazać się krótkotrwała. SVP ma już przygotowane w szafie kolejne projekty ustaw pod referendum, zaostrzające prawo azylu. Ale opowiedzenie się Szwajcarów przeciwko niekonstytucyjnej ustawie w referendum, pomimo silnych nastrojów anty-cudzoziemskich, za państwem prawa, a nie "wolą narodu", oznacza zwycięstwo społeczeństwa obywatelskiego, które pozbawione instytucji chroniących konstytucję, samo ją uratowało.

DOSTĘP PREMIUM