Merkel uratowała jedność UE i układ z Schengen. Ale na jak długo? "Jeśli plan turecki nie powiedzie się, narodowe egoizmy w krajach członkowskich wezmą górę"

- Zakrawa na ironię historii, że to akurat kanclerz Merkel wyrosła na obrończynię zarówno Grecji, jaki i solidarności unijnej, ratującej układ z Schengen. Wysocjalizowana w komunistycznym NRD twardogłowego Ericha Honeckara Angela Merkel w dojrzałym już wieku przecież marzyła co najwyżej o wyjeździe do USA - pisze po ostatnim szczycie w Brukseli prof. Arkadiusz Stempin.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasPodczas ostatniego szczytu w Brukseli, dziewiątego już poświęconego kwestii uchodźczej, stawką było uratowanie jedności, a możliwe iż samej UE, tak, jak ona wygląda dziś. Nic bardziej bowiem nie podzieliło krajów członkowskich i nie wyzwoliło narodowych egoizmów, grożąc chaosem w Europie, jak właśnie kwestia: Co zrobić z uchodźcami.

Przelana czara goryczy

Kryzys, jaki w drugiej połowie ubiegłego roku wywołała fala uchodźcza, nałożył się na nierozwiązane trzy wcześniejsze kryzysy, rozsadzające UE od środka: rosyjsko-ukraiński, grecki, a właściwie finansów publicznych krajów unijnych z południa kontynentu.

Pojawienie się uchodźców w Europie wykatapultowało na główny plan w krajach unijnych ugrupowania skrajnie nacjonalistyczne, zmuszając rządy do powściągliwości w polityce migracyjnej.

Milion ludzi? Poradzimy sobie

Poza Holandią i Szwecją żaden nie poparł rozwiązania kanclerz Merkel. Jej nagła decyzja z września ub. roku, otwierająca przed uchodźcami granice Niemiec, wynikała z dwóch przesłanek: po pierwsze, licząca pół miliarda UE bez problemu wchłonie milion uchodźców. A po drugie, Niemcy swoim przykładem pociągną za sobą resztę państw unijnych.

Tymczasem okoniem stanął nawet rząd francuski, szachowany od wewnątrz siłą Frontu Narodowego krzykliwej Marie Le Pen.

Okazało się, że Niemcy wyszli przed szereg. Zachęcana do tej pory ze wszystkich stron do przejęcia odpowiedzialności za całość UE kanclerz Merkel zadośćuczyniła tym życzeniom. Tyle że bez konsultacji.

Merkel nie przewidziała reakcji?

W efekcie Niemcy same musiały ponosić ciężar fali uchodźczej, podmywającej notowania kanclerz wśród jej wyborców. Bo wprawdzie zdecydowana większość jej rodaków przyjęła uchodźców z otwartymi rękami, to jednak liczba przybyszów przewyższała możliwości logistyczne jednego kraju. Sytuacja, jaka stała się pożywką dla ulicznego ruchu sprzeciwu "Pegida" i jej politycznej emanacji "Alternatywy dla Niemiec".

Zmniejszenie liczby uchodźców musiało więc stanąć na agendzie kanclerz Merkel. Jej plan polegał na uszczelnieniu granic zewnętrznych Unii oraz skłonieniu Turcji do zablokowania granicy turecko-greckiej, głównego okna wlotowego do Unii dla uchodźców. Stamtąd, tzw. "szlakiem bałkańskim" kierowali się oni przez Macedonię, Serbię, Chorwację, Słowenię i Austrię do uchodźczego raju między Odrą a Renem.

Najprostsze (?) rozwiązanie?

Tymczasem nic prostszego nie wydało się krajom leżącym na "szlaku bałkańskim", by pozbyć się problemu, niż zamknięcie szlaku, czyli granic między sobą. Zasieki wyrosły już na przejściach granicznych między Turcją a Bułgarią, Węgrami a Serbią i Macedonią a Grecją. Tyle że posunięcie równało się wyrokowi na układ Schengen. I pokazaniu środkowego palca Grecji, gdyż likwidacja szlaku degradowała ją do poczekalni dla uchodźców. Z liczbą 30 tysięcy, która jednak dość szybko może napęcznieć do 200 tysięcy.

Co z tą Grecją?

Austria nie zaprosiła Grecji nawet na szczyt bałkański do Wiednia, na którym postanowiono pozamykać granice między południowymi członkami UE. Całe zebrane we Wiedniu towarzystwo zarzuciło rządowi w Atenach, że ten uchodźców w komplecie przepuszcza dalej na północ, a nawet im w tym ochoczo pomaga. W retoryce najdalej posunął się prezydent Czech Milos Zeman, grożąc Armagedonem europejskiej cywilizacji: "Islamscy uchodźcy importują do naszego kraju prawo szariatu. Niewiernym kobietom grozi śmierć przez ukamienowanie, złodziejom ucięcie ręki, a naszym dziewczynom założenie burki".

W efekcie przejście na granicy grecko-macedońskiej, w Idomeni , zabarykadowane od strony macedońskiej zasiekami z drutu kolczastego i armatkami wodnymi, gdzie w nieludzkich warunkach kłębią się tysiące uchodźców, urosło do symbolu chaosu uchodźczego w UE, stanowiąc jej zarazem największa klęskę - skoro największe osiągnięcie Wspólnoty polegało na wprowadzeniu otwartych granic. W samych Atenach na miejskich placach biwakuje pod gołym niebem tysiące Afgańczyków, podobnie w portowym Pireusie. Kraj popada w totalny chaos.

Kompromis

Zakrawa więc na ironię historii, że to akurat kanclerz Merkel wyrosła na obrończynię zarówno Grecji, jaki i solidarności unijnej, ratującej układ z Schengen. Wysocjalizowana w komunistycznym NRD twardogłowego Ericha Honeckara Angela Merkel w dojrzałym już wieku przecież marzyła co najwyżej o wyjeździe do USA. O Europie nie marzyła, bo nią nie oddychała. Nigdy w życiu nie siedziała na schodach hiszpańskich w Rzymie z espresso w ręku, nie kontemplowała katedry w Santiago de Compostela, nie piła piwa na amsterdamskiej ulicy jako studentka międzyuczelnianej wymiany.

Plan obrończyni europejskiej idei polegał więc na zamknięciu granicy grecko-tureckiej, owego okna wlotowego dla uchodźców . Co wymagało zawarcia porozumienia z Turcją. Na kompromisowej postawie Merkel zaważył więc nie tylko aspekt zachowania solidarności unijnej, związany z ratowaniem Schengen, ale i niepozostawiania Grecji własnemu losowi. Ty kryła się gotowość niemieckiej szef rządu do spełnienia żądań Ankary: bezwizowego transferu dla obywateli tureckich do UE i zwiększenia pomocy finansowej z 3 do 6 miliardów euro na utrzymanie na przyzwoitym poziomie obozów dla uchodźców w Turcji. Suma, która przewiduje jednak zwalczanie przez rząd w Ankarze bandyckich siatek przewoźników, nielegalnie przewożących Afrykańczyków i Arabów na drugą stronę Morza Śródziemnego.

Co zrobi Turcja?

Tyle że wg wyliczeń eksperckich Komisji Europejskiej anulowanie układu z Schengen i ponowne wprowadzenie granic między krajami członkowskimi kosztować będzie UE w najbliższych 10 latach od 500 miliardów do 1,3 biliona euro. Oczywiście, że Merkel mierziła okoliczność zawarcia układu z tureckim autokratą, który zamyka gazety w kraju, wtrąca dziennikarzy do więzień i prowadzi wojnę przeciwko Kurdom. Ale alternatywy dla porozumienia z Turcją Merkel nie znalazła. Nie znalazło jej też 27 innych państw unijnych, jeśli nie liczyć tej, która prowadzi do degrengolady Schengen i niechybnie upadku samej UE.

Przyjęty plan musi jeszcze zostać zrealizowany. Turcja musi rzeczywiście zamknąć granice dla uchodźców, a wymiana nielegalnych migrantów z Grecji na syryjskich i irackich uchodźców z Turcji dojść do skutku. Już sama ewidencja uciekinierów w Grecji stanowi spore wyzwanie. Weryfikacji musi podlegać każdy indywidualny wniosek o azyl. Jeśli plan turecki nie powiedzie się, narodowe egoizmy w krajach członkowskich wezmą górę .

Z nieobliczalnymi skutkami dla Wspólnoty. W przypadku jednak gdy opcja turecka zda egzamin, szturm na europejską twierdzę może nastąpić od innej strony. Do szturmu nie dojdzie tylko wtedy, gdy zlikwidowana zostanie podstawowa jego przyczyna: wojna w Syrii; I gdy kraj zostanie podniesiony z ruin. A w tym przedsięwzięciu partycypować muszą jeszcze mniej demokratyczne kraje niż Turcja - choćby Libia. Stąd Unia jest skazana na prowadzenie wspólnej polityki, zarówno w zakresie ochrony swoich zewnętrznych granic, jaki i polityki migracyjnej. Inaczej Wspólnocie grozi ponownie scenariusz rozpadu. Merkel uratowała Schengen i Unię tylko na chwilę.

DOSTĘP PREMIUM