"Czy "obrońcy życia" naprawdę myślą to co mówią? Skoro aborcja to morderstwo, powinna być kara jak za morderstwo"

- Nikt nie nazywa nasiona drzewem, jajka kurą, poczwarki motylem. Zastanawiam się, skąd wprowadzenie na arenę tworu, jakim jest "dziecko nienarodzone"? - pyta Tomasz Stawiszyński. Wg filozofa, używanie "morderczej retoryki" ma służyć zadawaniu przeciwnikom ciosów poniżej pasa.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Tomasz Stawiszyński tropi niekonsekwencje i sprzeczności języka debaty w sprawie aborcji.

- Nie rozstrzygając, kto ma rację w sporze, uważam, że nazywanie zygoty dzieckiem, jest naruszeniem pewnych zasad, które kierują językową komunikacją. Jest przesunięciem znaczeń, akcentów. Skąd się to bierze? Jeśli zastosuje się taki chwyt językowy, to nie trzeba formułować żadnych innych dodatkowych argumentów. I o to w istocie chodzi. Wachlarz emocji i obrazów, które stają nam przed oczami, kiedy słyszymy słowo "dziecko" jest przemożny i intensywny. I właśnie o to chodzi. Żeby przemożne i intensywne emocje wywołać, a nie merytorycznie dyskutować - ocenia.

"Jest morderstwo czy nie ma?"

Autor audycji "Kwadrans Filozofa" ma wątpliwości, czy zwolennicy całkowitego zakazu aborcji "naprawdę myślą, to co mówią".

- Stawiam tezę, że gdyby naprawdę uważali, że zygota jest dzieckiem, a aborcja morderstwem, to nie domagaliby się 2-5 lat więzienia za usunięcie ciąży. Tylko dożywocia - jak za morderstwo z premedytacją. Wszak, w ich optyce, o morderstwo z premedytacją tutaj chodzi. A tymczasem nikt na poważnie nie mówi, żeby za usunięcie ciąży groziło dożywocie. Jest morderstwo czy nie ma?

Sprawdziliśmy, co jest w ustawie o całkowitym zakazie aborcji "'Zabójca prenatalny' powoduje śmierć 'dziecka poczętego'" >>>

DOSTĘP PREMIUM