Wałęsa: Tylko jeden dokument jest prawdziwy. Reszta to śmietnik

Lech Wałęsa potwierdził w ?Poranku Radia TOK FM?, że wśród dokumentów z domu gen. Kiszczaka znajduje się jeden, który jest autentyczny. - Reszta jest podrobiona. To śmieci - dodał.

Lech Wałęsa oglądał w środę w czytelni IPN na Kłobuckiej oryginały akt TW Bolka, zabrane przez śledczych IPN z domu wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku. Spędził tam ok. trzech godzin. Były prezydent neguje ich autentyczność. Od razu w środę Wałęsę przesłuchano jako świadka ws. ewentualnego poświadczenia nieprawdy przez funkcjonariuszy SB w dokumentach "Bolka". Prokurator zapowiedział bezzwłoczne zlecenie ekspertyz grafologicznych.

Sam Wałęsa skomentował wczoraj swoją wizytę w IPN na Facebooku:

Dziś Lech Wałęsa był gościem Jacka Żakowskiego w "Poranku Radia TOK FM": - Wiem, że jeden dokument jest mój, a reszta jest podrobiona - mówił.

Chodzi o dokument z 24 grudnia 1970 roku, który Wałęsa zostawił w domu, wychodząc na spotkanie z esbekiem: - W Wigilię wymuszono na mnie spotkanie gdzieś tam na ulicy. Napisałem: "Ten człowiek, który mnie przesłuchiwał i zamknął, chce się ze mną spotkać, idę na to spotkanie" - mówił. Jak dodał, sam nikomu tego pisma nie przekazywał: - Przecież ja nie dałem nikomu tego papieru, to musiało być zabrane z domu - na pewno to gdzieś w domu leżało. I do tego się przyznaję. Reszta jest podrobiona.

Jak twierdzi, wystarczy zerknąć na oryginały akt, by dostrzec, że są podrobione: mają różny kolor, część jest starych, część - jaśniejszych.

Wałęsa: Dokumenty Kiszczaka to śmietnik

Jak przypomniał, generał Czesław Kiszczak, który chciał, by teczkę "Bolka" opublikowano po śmierci Wałęsy, wcześniej podczas przesłuchań w IPN-ie twierdził, że nie wie o żadnych kwitach na Wałęsę. - Wyparł się wszystkiego, nie wiedział teczki, nie znał sprawy, dziwił się temu wszystkiemu. Jeśli IPN miał takie dane o Kiszczaku, dlaczego puścił dokumenty w świat, nie sprawdzając ich? Wiedząc, że ma do czynienia z oszustem? Nie wolno było tego zrobić. Tego nie można odpuścić, to trzeba wyjaśnić - ocenił Wałęsa.

Wałęsa widział akta TW "Bolka". "Zakwestionował w całości autentyczność dokumentów"

- Co by nie powiedzieć, to jednak był żołnierz. I ten żołnierz raz, że się wypiera, dwa - tak boi się mojej reakcji, że każe dopiero pięć lat po mojej śmierci te dokumenty opublikować. Żebym nie miał możliwości obrony. To podejrzana sprawa - dodał.

Wałęsa dodał, że zgłaszały się do niego różne osoby, m.in. szef biura, które podrabiało dokumenty. Miał się przyznać do oszustwa: - Cała ta dokumentacja Kiszczaka to śmietnik. Śmiecie, które nie powinny być pokazane, bo jest nieprawdziwe. Bo nie ma listy osób, które przeglądały te dokumenty - to oznacza, że są od początku do końca robione.

Gdyby PiS ujawnił, co chce zrobić, nie wygrałby wyborów

Wg byłego prezydenta trzeba przygotować się do walki o odebranie władzy PiS-owi. - Polski nie można oddać w nieodpowiedzialne ręce. Teraz w świecie wstyd pokazywać, że człowiek jest Polakiem. Taki bitny naród, tak pięknie poradził sobie z komunizmem, a nie potrafi poradzić sobie ze swoimi wewnętrznymi sprawami. Ja się domagam referendum w celu odwołania całego tego układu - mówił.

Co jeśli - jak pokazują sondaże - PiS wygra kolejne wybory? - Na razie populizm działa, masy są pół na pół. Trzeba jeszcze trochę poczekać. (...) Ale czekać czynnie: przygotowywać ludzi do rządzenia. Bo naprawa będzie naprawdę trudna i będzie wymagać porozumienia wszystkich sił - mówił Wałęsa.

Jak dodał, na razie nie będzie jeszcze chodził na demonstracje KOD: - To jeszcze nie moja pora. Na razie niech inni powalczą, ja się włączę wtedy, gdy trzeba będzie podjąć męskie decyzje.

- Co się stało w tych wyborach? Wiele ludzi nie interesuje się polityką, nie chodziło na spotkania wyborcze. Ale jednocześnie patrzyło na Polskę z myślą: No nie jest jeszcze tak źle. Nie pójdę zagłosować, bo może źle wybiorę. Wielu zlekceważyło głosowanie i dlatego wygrali ludzi nieodpowiedzialni, którzy nie mają prawa na tak daleko idące zmiany. Gdyby mówili, że chcą je wprowadzić, nie wygraliby - ocenił.

Zmiany w PiS-ie? "Tu wszystko wisi na Kaczyńskim"

Wałęsa uważa, że na zmiany wewnątrz samego PiS-u nie ma na co liczyć: - Tu wszystko wisi na Kaczyńskim (...). Ci ludzie są wierni, bo byli odpychani. Nie wierzę w żadne zmiany w PiS-ie: to specjalnie dobrani ludzie, z kompleksami, którzy zawsze byli z boku i tylko w takim układzie mogą się utrzymać. Oni są po prostu inni. Nie mieli żadnej szansy na tym normalnym odcinku zaistnieć, więc istnieją na polu kompleksów

Wałęsa powiedział też, że jest za podtrzymaniem tzw. kompromisu aborcyjnego wypracowanego między rządem a klerem w 1993 roku. Ale nie chce zabierać głosu w tej sprawie: - Odbiór społeczny będzie kiepski: co ten dziadek się wymądrza. Córki, wnuczki trzeba pytać, a nie dziadka, który już nie jest autorytetem w tym momencie. Podtrzymuję tamten kompromis, a jednocześnie jako człowiek wiary, praktykujący, muszę podkreślić, że jestem tu bliżej Kościoła. Tego rozsądnego, nie toruńskiego, oczywiście

DOSTĘP PREMIUM