Austria podzielona równo na pół. Prezydenta kraju wyłonią głosy wyborców głosujących drogą listową

Jeśli wygra van der Bellen wzmocni on prounijny kurs kanclerz Niemiec. Jeśli Andreas Hofer sojusznika zyska koalicja antymerkelowska. Na razie głosy rozkładają się równo pół na pół - pisze o wyborach prezydenckich w Austrii prof. Arkadiusz Stempin.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasPrezydenckie wybory w Austrii przypominają kryminał wg scenariusza Alfreda Hitchcocka . Po zamknięciu urn wyborczych w niedzielę o godz. 17 nie wiadomo, kto zostanie głową państwa. O zwycięstwie w drugiej turze wyborów zadecydują dopiero głosy, nadesłane pocztą od obywateli austriackich zza granicy i z kraju, którzy zdecydowali się na tę formę głosowania. A te policzone zostaną dopiero w poniedziałkowe przedpołudnie.

W chwili zamknięcia lokali wyborczych w Austrii prowadził kandydat prawicowo-populistycznej partii FPÖ Norbert Hofer. Uzyskał on 51,9 proc. Jego konkurent, Aleksander van der Bellen, niezależny, ale wspierany przez Partię Zielonych - 48,1 proc. Jednak wg sondaży, które uwzględniają głosowanie listowe wynik brzmi 50:50.

Wysoka frekwencja

O determinacji wyborców świadczy bardzo wysoki, niespotykany do tej pory, procent głosujących (70 proc.), spośród 6,4 miliona obywateli uprawnionych do głosowania. W pierwszej turze wyborów zwyciężył Hofer (35 proc.) przed van der Bellen (21 proc.).

45-letni Norbert Hofer uwodzi nie tylko aksamitnym głosem i manierami rodem z cesarskiego dworu Habsburgów. Względnie młody wiek, atrakcyjny wygląd i koncyliacyjna retoryka zamieniają go w wilka w owczej skórze.

Bo przekonania ma jednoznaczne: Austria dla Austriaków - brzmi naczelna polityczna dewiza inżyniera lotnictwa. Lep na muchy dla mniej wykształconych rodaków, przeważnie z rejonów wiejskich. Nadzieją zurbanizowanych kosmopolitów, intelektualistów i artystów jest 72-letni Aleksander van der Bellen, były profesor ekonomii, przez 11 lat szef austriackiej Partii Zielonych, którego ojciec-emigrant przed laty przybył z Estonii. Nic dziwnego, że w największej kontrowersji trawiącej kraj, opowiada się on za przyjmowaniem uchodźców.

Głęboki podział na dwie Austrie

Niezależnie jednak od tego, kto arytmetycznie zwycięży, faktem jest, ze Austria jest przepołowiona dokładnie na pół. A to na skutek turbulencji gospodarczych, wysokiego jak na obszar dobrobytu bezrobocia. Ale największy wpływ na nastroje i preferencje wyborcze ma fala uchodźców, jaka od jesieni ubiegłego roku przelała się przez alpejski kraj. Przy czym w mniejszym stopniu można mówić o zwrocie na prawo, ile o rebelii dołów wobec politycznych elit. Obydwaj kandydaci nie pochodzą bowiem z partii, które przez ostanie pół wieku decydowały o obliczu kraju, socjaldemokratów czy chadeków, ale z politycznego marginesu, ultraprawicy i lewicowych środowisk Partii Zielonych. Austriacy mają dosyć politycznej układanki chadeków z socjaldemokratami.

Co może prezydent?

Uprawnienia prezydenta Austrii są nominalnie wprawdzie skromne. Może on jednak wywierać wpływ zza kulis na bieżącą politykę. Tymczasem jednak zarówno jeden i drugi pretendent nie kryją swoich zamierzeń, wytyczenia politycznego kompasu do Austrii. Hofer już zapowiedział, jeśli wygra, nie zawaha się, a to, by rozwiązać parlament, a to, by obok kanclerza Austrii zasiadać w jej imieniu na szczytach UE w Brukseli.

Stąd pytanie, kto wprowadzi się do Hofburga, prezydenckiej rezydencji w Wiedniu, zadecyduje o politycznym losie alpejskiego kraju, dotychczasowego najbliższego sojusznika Angeli Merkel. Jeśli wygra van der Bellen wzmocni on prounijny kurs kanclerz Niemiec. Jeśli Andreas Hofer sojusznika zyska koalicja antymerkelowska.

DOSTĘP PREMIUM