Prokuratura zapowiada przesłuchania za granicą w sprawie aukcji Pride of Poland

Pięć osób, które na stałe mieszkają za granicą, chce przesłuchać Prokuratura Regionalna w Lublinie w śledztwie dotyczącym tegorocznej aukcji Pride of Poland - ustaliło TOK FM.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasZawiadomienie w sprawie nieprawidłowości w trakcie aukcji złożyły dwie posłanki Platformy. Złożył je również były prezes stadniny w Janowie, Marek Trela.

Przesłuchanie tych pięciu osób, które były na aukcji i które mieszkają w innych krajach, odbędzie się w drodze tzw. międzynarodowej pomocy prawnej, a to może zająć co najmniej kilka miesięcy.

Jak mówi prokurator Waldemar Moncarzewski, to śledczy z danego państwa przesłuchają świadków. - Przeprowadzanie czynności przesłuchania świadków w drodze międzynarodowej pomocy prawnej odbywa się przez organ państwa wezwanego, do którego prokurator kieruje swoją prośbę, wskazując rodzaj czynności, którą chce przeprowadzić, a także tryb jej przeprowadzenia - mówi rzecznik Prokuratury Regionalnej.

Śledczy z zagranicy dostaną pytania z Lublina

Jak dodaje, śledczy z Lublina prześlą do swoich zagranicznych odpowiedników wytyczne dotyczące tego, jakie przepisy powinny być zastosowane.

Przekażą też zestaw pytań, na które odpowiedź chcieliby uzyskać. Nie ma terminów - trwa to różnie, tak naprawdę w zależności od kraju.

Śledczy nie ujawniają, kogo przesłuchają. - Są to zamierzenia prokuratora, które dopóki nie zostaną zrealizowane, dopóty nie będą przedstawiane opinii publicznej - mówi Moncarzewski. Można jedynie przypuszczać, że przesłuchany zostanie m.in. mężczyzna, który prowadził aukcję i pośredniczka, która reprezentowała jedną z zagranicznych stadnin i która ostatecznie kupiła najcenniejszą klacz.

Chodzi oczywiście o Emirę - to właśnie jej sprzedaż budzi wątpliwości. Bowiem podczas pierwszej licytacji miała paść kwota 550 tysięcy euro. Tyle, że nie udało się namierzyć nabywcy, nikt się po konia nie zgłosił. Klacz była więc wystawiona po raz drugi - tu padła już znacznie niższa kwota, 225 tysięcy euro, co wzbudziło niepokój hodowców.

Wiadomo też, że pośredniczka, która ostatecznie kupiła Emirę - miała "negocjować" w trakcie aukcji z wiceprezesem stadniny w Janowie.

Zobacz wideo

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM