"Rosja odbudowuje imperialną pozycję. Traktuje wojnę jako przedłużenie polityki, coś absolutnie normalnego"

- Znakomita większość partnerów w UE i w NATO nie uważa Rosji za zagrożenie - powiedział były minister obrony Tomasz Siemoniak. - Było wielką pracą polskich i wschodnioeuropejskich polityków, żeby pokazać, że to nie są nasze obsesje - dodał.

- W wyborze Trumpa jest bardzo silny pierwiastek izolacjonizmu i tęsknota za tym, żeby nie płacić za bezpieczeństwo innych, zwłaszcza zamożniejszych i skupić się na problemach w samych Stanach - powiedział Tomasz Siemoniak w "A teraz na poważnie".

- Co nam grozi, jeżeli Trump rozpocznie dosyć egoistyczną z punktu widzenia Ameryki politykę? - pytał Mikołaj Lizut. - Przestanie interesować się Europą, Azją czy Bliskim Wschodem? - dodał.

Granica między demokracją a niedemokracją

- Bezpieczeństwo Europy, najpierw Zachodniej, teraz także i nasze, zależy od obecności USA - wojskowej, politycznej i gospodarczej - podkreślił były minister obrony. - Europa po '45 nigdy by sobie sama nie poradziła z ZSRR i Rosją - stwierdził.

- Obecność USA wojskowa i polityczna była, jest i powinna nadal być gwarancją - zaznaczył Siemoniak. Jego zdaniem mniej obecności oznacza Rosję "odbudowującą imperialną pozycję, myślącą kategoriami wojny jako przedłużenia polityki". - To jest dla mnie granica między demokracją a niedemokracją - powiedział polityk.

"To nie są nasze obsesje"

Demokracje, jak dodał, "potrafią znaleźć mechanizmy dogadania się, uzgodnienia". - Państwo, które ma cechy autorytarne jest zdolne do tego, żeby uznać wojnę za coś absolutnie normalnego. Tak się dzisiaj zachowuje Rosja - ocenił Siemoniak.

- Znakomita większość partnerów w UE i w NATO nie uważa Rosji za zagrożenie - powiedział. - Było wielką pracą polskich i wschodnioeuropejskich polityków, żeby pokazać, że to nie są nasze obsesje. Ale że ta Rosja rzeczywiście się zmieniła - podkreślił były wicepremier.

 

DOSTĘP PREMIUM