Recepta od pielęgniarki? W większości przychodni można to włożyć między bajki

Bardzo niewiele pielęgniarek wypisuje pacjentom recepty. Jak ustaliło TOK FM, specjalne kursy dające takie uprawnienie ukończyło nieco ponad 2 tysiące pielęgniarek i położnych. Cóż z tego, skoro tylko jedna trzecia wystąpiła do NFZ o uprawnienia do pobierania numerów recept. A to oznacza, że tylko kilkaset z nich realnie korzysta z nowych uprawnień.

Od 1 stycznia 2016 roku pielęgniarki i położne mogą same wystawiać recepty. Tyle, że aby móc to robić, muszą przejść specjalny kurs. Jak przekazało nam Ministerstwo Zdrowia, kursy - finansowane z pieniędzy unijnych, jak też komercyjne - ukończyło ponad 2100 pielęgniarek i położnych. Ale tylko 30 procent z nich to pielęgniarki z podstawowej opieki zdrowotnej, czyli te, do których pacjent miał się zgłaszać po receptę na kontynuację leczenia np. w przypadku cukrzycy. Dzięki temu, miały zmniejszyć się kolejki do lekarzy rodzinnych. Na razie, dzieje się tak tylko w nielicznych przychodniach.

Jest jeszcze coś. By móc wypisać receptę, pielęgniarka musi dostać w swoim oddziale NFZ specjalne uprawnienia do pobierania numerów recept - w skali Polski wystąpiło o to zaledwie 400 pielęgniarek i położnych. A warto pamiętać, że część z nich chce mieć uprawnienia wyłącznie po to, by móc wypisać receptę dla siebie i dla swojej rodziny.

Recepty pielęgniarek? Głównie na nadciśnienie i na cukrzycę

Dla przykładu, na Lubelszczyźnie zaledwie kilkadziesiąt pielęgniarek pobrało z NFZ zakresy numerów recept, dzięki czemu mogą wypisywać leki refundowane. Wśród nich zdecydowaną większość recept wystawiły pielęgniarki z NZOZ w Białej Podlaskiej i w Łukowie.

Największą grupę leków wypisywanych przez pielęgniarki stanowią leki na nadciśnienie i cukrzycę. Są to również recepty na paski diagnostyczne do oznaczania glukozy we krwi, na opatrunki oraz mleko zastępcze dla dzieci.

Z czego wynika fakt, że recept wystawianych przez pielęgniarki jest bardzo niewiele?

Są przychodnie, w których lekarze się na to nie zgadzają. - Nie chcę mieć z tyłu głowy wątpliwości, że pielęgniarka czegoś nie wychwyci, przepisze złą dawkę czy cokolwiek innego się stanie - mówi nam jeden z medyków.

Ale zdaniem Andrzeja Tytuły, szefa Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Lublinie, są też inne poważne powody. Pierwszy z nich to pieniądze. - Wypisanie recepty to dla pielęgniarki dodatkowy obowiązek, niestety charytatywny, bo nie dostaje za to żadnych dodatkowych pieniędzy. Dlatego pielęgniarki nie chcą tego zgłaszać w Narodowym Funduszu Zdrowia, że mają takie dodatkowe kompetencje. A proszę pamiętać, że jest to usługa recepturowa, za którą lekarze dostają fundusze, a pielęgniarki nie są w tym uwzględniane - mówi Tytuła. Drugi aspekt, na który zwraca uwagę szef lubelskiej Izby Pielęgniarek, to odpowiedzialność. - Pielęgniarki boją się brać na siebie pełną odpowiedzialność za wypisywanie recept - mówi Andrzej Tytuła.

Pracodawcy? Nieszczególnie zainteresowani

Dr Edyta Gałęziowska, pielęgniarka z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, prowadzi m.in. kursy z ordynacji leków dla pielęgniarek. - Myślę, że część pielęgniarek chciałaby wykorzystywać swoje nowe umiejętności, ale z tego co obserwuję, nie ma zainteresowania ze strony pracodawców. Pracodawcy chyba nie do końca wiedzą, czemu ma służyć taki kurs i w jaki sposób można wykorzystać z pożytkiem dla pacjenta te nowe uprawnienia pielęgniarek - mówi Gałęziowska.

Najwięcej recept wystawionych przez pielęgniarki i położne zostało zrealizowanych w województwach: podlaskim, mazowieckim, kujawsko-pomorskim, zachodniopomorskim oraz dolnośląskim.

DOSTĘP PREMIUM