Autor tekstu o "tupolewizmie": Miałem okazję dwa razy przejść po pokładzie w tę i z powrotem - co już samo w sobie jest absurdem

Dziennikarz, który opisał aferę związaną z powrotem rządowej delegacji z Londynu "siedział z tyłu i nic nie słyszał"? - Tezy Waszczykowskiego są nieuzasadnione - mówił w TOK FM Zbigniew Parafianowicz. Dodał, że tekst nie miał być atakiem, tylko okazją do refleksji.

- Sam fakt podjęcia próby "dokwaterowania" dziennikarzy do samolotu rządowego wydaje mi się niepoważny - stwierdził w Poranku Radia TOK FM Zbigniew Parafianowicz. To właśnie jego tekst w "Dzienniku Gazecie Prawnej" wywołał burzę w sprawie powrotu rządowej delegacji z Wielkiej Brytanii.

Jak opisywał dziennikarz, wszystkich pasażerów usiłowano ulokować w samolocie embraer, mimo że początkowo była mowa o powrocie także wojskową casą. Brakowało miejsc. Doszło do zamieszania i negocjacji, kto poleci embraerem, a kto wojskową maszyną kilka godzin później.

Według polityków PO doszło do złamania instrukcji HEAD, która reguluje organizację lotów. Zaprzeczyła temu szefowa KPRM Beata Kempa, twierdząc, że "'cywilna' instrukcja HEAD nie została złamana".

"Nawet na poziomie takich szczegółów są błędy"

- W tej instrukcji HEAD, MON-owskiej, nie tej cywilnej, której nie ma (o której mówi minister Kempa), jest zapis, że na pokładzie nie może być pierwszy wicepremier i premier jednocześnie - mówił Parafianowicz.

- Przy czym - zaznaczył - w polskim systemie konstytucyjnym nie ma instytucji pierwszego wicepremiera. Nawet na poziomie takich szczegółów są błędy, które powodują, że potem można bardzo różnie interpretować te instrukcje - dodał dziennikarz.

"Minister ma taką skłonność do tworzenia pewnych setek i sytuacji"

Parafianowicz odniósł się też do rozmowy Witolda Waszczykowskiego z Wp.pl, w której minister spraw zagranicznych powiedział, że "ten dziennikarz [siedział] z tyłu i nic w porównaniu do niego nie słyszał". - Minister ma taką skłonność do tworzenia pewnych setek i sytuacji, twierdząc, że to jest rzeczywistość opisana przez dziennikarzy, a potem je komentuje - mówił publicysta.

- W tekście "DGP" nie było mowy o okrzykach kapitana - dodawał Parafianowicz. - Waszczykowski wszedł jako jeden z ostatnich na pokład. Nie miał okazji widzieć tego, co ja. Miałem okazję dwa razy przejść się po tym pokładzie w tę i z powrotem - co już samo w sobie jest absurdem, że miałem możliwość podróżowania między salonką VIP-owską a pokładem - i rozejrzeć się w sytuacji - mówił. - Tezy Waszczykowskiego są nieuzasadnione - podkreślił dziennikarz.

 

 

DOSTĘP PREMIUM