Freiburg w szoku po morderstwie studentki."Nabrało ono silnego kolorytu politycznego. Woda na młyn populistów. Walą w uchodźców i Merkel"

Gwałt i morderstwo studentki z Freiburga wstrząsnęło lokalną społecznością. Zabójstwo, którego sprawcą jest Afgańczyk, odbiło się echem w całym kraju. Jak może odbić się na Angeli Merkel i polityce uchodźczej Niemiec? Analizuje prof. Arkadiusz Stempin.

Freiburg to 200-tysięczne, wtopione w ciemne góry Szwarcwaldu, miasto. Najbardziej nasłonecznione i najcieplejsze w Niemczech, z architekturą śródziemnomorską, własnymi winnicami, siecią ścieżek rowerowych, o których w Warszawie można tylko pomarzyć, a generalnie o największym komforcie życia w leżącym nad Renem kraju.

Oburzenie jak po śmierci małej Magdy

Co czwarty Niemiec najchętniej by tam zamieszkał. Tak jak w Aix en Provence co czwarty Francuz. Nic dziwnego więc, że na uniwersytet we Freiburgu drzwiami i oknami walą studenci, zwabieni może też wysokim poziomem nauczania.

Przed dwoma tygodniami jednak bajkową idyllę we Freiburgu zburzyło morderstwo. Ofiarą padła 19-letnia studentka, która z party dla fakultetu medycyny do akademika wracała rowerem, oświetloną wprawdzie, ale o drugiej w nocy pustawą już ścieżką, biegnącą wzdłuż przepływającej przez miasto rzeki. Na drugi dzień rano Marię L. znaleziono martwą w rzece. Jej liliowy rower stał kilkaset metrów dalej. Śmierć poprzedził gwałt.

Rezonans w mieście po tej informacji, można porównać z szumem oburzenia, jaki wywołał w Polsce przed kilku laty mord na kilkumiesięcznej Madzi z Sosnowca.

We Freiburgu mord wywołał wręcz szok, bo samodzielnego bytu nabrało przekonanie - w bajkowym mieście grasuje gwałciciel-zboczeniec. Ze względu na prestiż jakim Freiburg cieszy się w całych Niemczech, morderstwo studentki zelektryzowało kraj od Alp po Morze Północne.

Sprawca wpadł przez włos

Policja kryminalna zebrała ślady, w tym kilka worków świeżo pogiętych krzaków. Śledczy w Stuttgarcie przefiltrowali worek po worku i z gąszczy krzewów, liści i patyków wyłowili kilkunastocentymetrowy włos. Bardzo charakterystyczny, czarny, ale na kilku centymetrach przefarbowany na blond. Tym razem policja, już z Freiburga, przerzuciła niekończące się zapisy monitoringu tramwajowego z feralnej nocy i wyłowiła z nich rosłego nastolatka o imponującej blond czuprynie, który krótko przed 2 w nocy wsiadł do tramwaju, a 20 minut później przejeżdżał w pobliżu miejsca zbrodni. Rozpoczęto poszukiwania mężczyzny.

Tydzień później rozpoznał go na ulicy policyjny patrol. I to pomimo, że rosły nastolatek zmienił fryzurę, skrócił i przyciemnił włosy. Analiza DNA wykazała zbieżność z rzeczonym włosem.

Podejrzanym okazał się 17-letni uchodźca z Afganistanu. W listopadzie 2015 roku jako niepełnoletni obcokrajowiec bez rodziców - niemiecka nomenklatura prawna nadaje mu status unbegleiteter minderjähriger Ausländer (UMA) - przybył do Niemiec. Otrzymał opiekunów zastępczych i zamieszkał w luksusowych warunkach pod ich dachem.

Ma lat tyle, ile powiedział, że ma

Nie był notowany. W szkole, do której od roku uczęszczał, należał do najpilniejszych uczniów. Nawet mniej istotny jest tu fakt niepoświadczenia żadnym dokumentem wieku podejrzanego - opiera się on włącznie na jego zeznaniach. Do Niemiec Afgańczyk trafił bez dokumentów. W przypadku potwierdzenia się jego wieku, grozi mu odpowiedzialność przed sądem dla nieletnich i kara maksymalna do 10 lat więzienia, a cały proces będzie toczył się przy drzwiach zamkniętych. Dla młodocianych przestępców w przedziale od 18 do 21 lat maksymalny wyrok może wynosić 15 lat.

Freiburg w rozterce

Istotna jest proweniencja uchodźcza podejrzanego i kontekst polityczny. Akurat Freiburg należał do wiodących miast w Niemczech, które od września ub. roku przyjęły szeroki strumień uchodźców.

Wielu ze szczodrobliwych mieszkańców angażujących się na rzecz pomocy dla uchodźców doznało właśnie dysonansu poznawczego. Ze względu na wcześniejszy medialny rezonans śmierci Marie L. w całych Niemczech, casus nabrał silnego kolorytu politycznego. Okazał się wodą na młyn dla populistycznej AfD, walącej w uchodźców i politykę Merkel jak w bęben.

Zwołana ad hoc demonstracja we Freiburgu zakończyła się fiaskiem. Gardłowało na niej zaledwie 13 uczestników. Ale zawrzało w mediach i na portalach społecznościowych. W ostrzu krytyki znalazła się ponownie polityka uchodźcza Angeli Merkel. Ona sama potępiła mord, ostrzegła jednak przed formułowaniem kolektywnych sądów.

Merkel dostaje rykoszetem

Mord Marie L. pomieszał szyki kanclerz Niemiec. Ta bowiem w kontekście przyszłorocznych wyborów od dobrych kilku miesięcy, powoli, ale systematycznie modyfikuje swoją politykę uchodźczą, opartą pierwotnie na swobodnym napływie uchodźców na terytorium Niemiec. Odchodzenie od niej miało zostać uwieńczone właśnie w tych dniach, kiedy zebrał się kongres jej partii CDU, by oficjalnie wybrać ją na swojego szefa, a w konsekwencji na chadeckiego kandydata na kanclerza w przyszłorocznych wyborach.

Wśród gości kongresowych można było zobaczyć byłego czempiona boksu i mera Kijowa Wladimira Kliczko. Wczoraj Merkel zapewniała z trybuny niemal 1000 delegatów CDU: "Lato z ubiegłego roku", czyli nawałnica uchodźców, "nie może się już powtórzyć".

Czemu Merkel zmieniła zdanie

Papierkiem lakmusowym nowego stanowiska Merkel może być zaakcentowanie w jej programowym przemówieniu zakazu dla całkowitego zakrywania twarzy przez muzułmanki w przestrzeni publicznej. CDU szykuje się do przepchnięcia ustawy o zakazie noszenia burki w sądzie, przy kontrolach policyjnych i na ulicy. Zmiana stanowiska Merkel wynika z osłabienia jej pozycji, zarówno w partii, jak i całym społeczeństwie niemieckim. Mimo to ma ona największe szanse na ponowną kadencję kanclerską (2017-2020). Decyduje o tym wyjątkowo dobra pozycja ekonomiczna kraju (200 mld euro nadwyżki eksportowej) i międzynarodowy prestiż kanclerz jako jedynego męża stanu w Europie - w epoce "postfaktycznej polityki".

Właśnie na polityczną emeryturę wybiera się kolejny szef unijnego kraju (Mateo Renzi, po przegranym referendum będzie wprawdzie technicznym premierem, ale tylko do ustalenia budżetu na następny rok). W ten sposób 41-letni Włoch dołączy do emeryckiej ławki, na której od lata tego roku wymachuje nogami kolega Cameron.

Wkrótce towarzystwo na ławeczce powiększy prezydent Hollande, który przed przyszłorocznymi wyborami już ochoczo wywiesił białą flagę. Skoro kolejno Brytyjczycy, Amerykanie, Włosi, nie mówiąc o Turkach działają jak w amoku, to przynajmniej Niemcy muszą pozostać przewidywalni. A w tej logice jest miejsce tylko dla Merkel - jako szefa CDU i przyszłorocznego kanclerza. Ostatecznie głosowało na nią jako szefa partii 89,5 procent delegatów. Najmniej od kiedy szefuje CDU. I niewykluczone, że pod wrażeniem politycznego kontekstu mordu we Freiburgu.

Poniżej wyniki wyborów Merkel na szefa CDU - w procentach (źródło: dpa)

2000 - 95,9 proc.

2002 - 93,7 proc.

2004 - 88,4 proc.

2006 - 93,1 proc.

2008 - 94,8 proc.

2010 - 90.4 proc.

2012 - 97,9 proc.

2014 - 96,7 proc.

2016 - 89,5 proc.

Na wczorajszym kongresie Merkel bez ogródek skrytykowała pomoc Putina dla Assada i rosyjskie bombardowania Aleppo. "To hańba, że nie udało nam się do tej pory utworzyć korytarzy pomocy", grzmiała na trybunie. "Musimy o te korytarze walczyć". Słowa, jakie mogą się w Polsce podobać. Te o twardym kursie wobec Wielkiej Brytanii w negocjacjach po Brexicie - już mniej.

DOSTĘP PREMIUM