"Papież gotuje się od środka". W Boże Narodzenie rozlicza hierarchów

Relacje między papieżem Franciszkiem a dostojnikami, zwłaszcza w Kurii Rzymskiej, są coraz bardziej napięte - pisze prof. Arkadiusz Stempin.

"Papież gotuje się od środka" - tak określił stan wewnętrzny Franciszka w okresie Bożego Narodzenia angielski watykanista Edward Pentin. Ma on swoich informatorów w Domu Św. Marty, czyli miejscu, w którym mieszka papież. Ale formułując swoją diagnozę watykanista posłużył się jeszcze bożonarodzeniowym przemówieniem papieża, jakie ten wygłosił do współpracowników Kurii Rzymskiej:

Reforma Kurii nie ma charakteru estetycznego. To tak jakby się ją chciało uczynić piękniejszą, poddając ją liftingowi, makijażowi czy uszminkowaniu. (…) Reforma Kurii nie polega też na przeprowadzeniu operacji plastycznej celem usunięcia zmarszczek. Drodzy Bracia (w biskupstwie), to nie bruzd na ciele Kościoła musimy się obawiać, a brudu.

Reforma katolickiej centrali uda się tylko wtedy - konkludował papież - gdy partycypować w niej będą nie nowi ludzie, a dotychczasowi jej członkowie, tyle że „oczyszczeni”. Wymianą personelu papież wprawdzie nie gardzi. To jednak jego zdaniem za mało. Konieczne jest „nawrócenie się“ kurialnych starych wyjadaczy.
Stąd życzenia papieża dla współpracowników z rzymskiej centrali Kościoła przypominały te sprzed dwóch lat. Wtedy to Ojciec Święty osłupiałym z wrażenia dostojnikom w kardynalskich purpurach i biskupich fioletach wygarnął cały katalog przypadłości, które Kościół Jezusa Chrystusa zamieniają w bezduszną machinę biurokracji.

15 cuchnących grzechów kleru

Do tej pory przecież kolejni papieże wraz z nadchodzącymi świętami Bożego Narodzenia dziękowali kurialistom za ich ofiarną harówkę w winnicy Pana.
W roku 2014,swoim drugim na Piotrowym Tronie, papież Franciszek wygarnął czcigodnym eminencjom i ekscelencjom katalog 15 cuchnących smrodem grzechów. Wśród nich figurowały wyjątkowo zalatujące w chrystusowej owczarni fetorem: próżność, celebryctwo, bezduszność, kolesiostwo.

Do tegorocznych życzeń Franciszek wplótł sążniste oskarżenie o sabotowanie forsowanej przez siebie reformy Kurii Rzymskiej. Sabotaż, jaki jego oponenci prowadzą zza węgła, pod płaszczykiem walki o zachowanie tradycji w Kościele. Brzmi to, jak skrzyżowanie szpad w ramach klasycznej walki politycznej.

Czego boją się purpuraci?

Istotnie, pontyfikat obecnego papieża wypełnia iskrząca konfrontacja między progresistami spod franciszkowego znaku „ubogiego Kościoła i ubogich, grzesznych ludzi” a konserwatystami, obrońcami dostojnego Kościoła, administrującego karą wiekuistego ognia piekielnego i innymi pomniejszymi. Ci ostatni są zatrwożeni oczyszczaniem stajni Augiasza, zwłaszcza:

1. (mimo wszystko) czystką wysokiego personelu rzymskiej Kurii, w której poleciały głowy kluczowych konserwatywnych kardynałów z okresu pontyfikatu Benedykta XVI:
- sekretarza stanu kardynała Tarcisio Bertone,
- prefekta Kongregacji ds. Duchowieństwa kardynała Mauro Piacenza,
- prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów kardynała Antonio Cañizares Llovera
- prefekta Sygnatury Apostolskiej kardynała Leona Burke

2. strukturalnymi zmianami w Kurii, wśród których szczególnego znaczenia nabrały:
- osuszenie Banku Watykańskiego, pralni brudnych pieniędzy,
- uszczuplenie aparatu kurialnego poprzez połączenie ze sobą kilku par dykasterii (ministerstw),
- złożenie kontroli finansowej nad całym Watykanem w ręce jednej instytucji, sekretariatu gospodarczego,
- powołanie równoległego do Kurii nieformalnego rządu, zwanego Radą K-8, w skład której wchodzi ośmiu, bliskich filozofii papieża Franciszka kardynałów, reprezentujących wszystkie 6 kontynentów, co papieżowi pozwala dużym łukiem omijać Kurię.

Opór kurialistów, zarówno wysokiego, jak i średniego szczebla, wobec reformatorskich zapędów Franciszka nie ogranicza się jedynie do przemeblowania rzymskiej centrali, ale i do jeszcze bardziej niebezpiecznych ich zdaniem posunięć papieża na obszarze duszpastersko-teologicznym. Cieplejsze słowa Franciszka pod adresem grup wykluczonych z Kościoła, szczególnie homoseksualistów i osób żyjących w związkach niesakramentalnych, postawiły na baczność obrońców katolickiej nauki Kościoła. Dwa synody, które 2014 i 2015 odbyły się w Rzymie, przyniosły porażkę stronnictwu franciszkowemu.

Konflikt o rozwodników

Jego postulat, by osobom rozwiedzionym umożliwić dostęp do sakramentu komunii, większość synodalna odrzuciła. Papież jednak, niezwiązany postanowieniami synodów, w piśmie apostolskim „Amoris Laetitia”, poluzował reguły uniemożliwiające do tej pory przystępowanie do sakramentu komunii osobom rozwiedzionym, a będącym w kolejnych związkach, poprzez oddanie każdego takiego indywidualnego przypadku w ręce spowiedników i biskupów ordynariuszy. Na to jednak czwórka kardynałów, Carlo Caffarra, Walter Brandmüller, Raymond Burke i Joachim Meisner, skierowała do papieża list, prosząc w nim o wyjaśnienia kilku sformułowań, budzących podejrzenia o niezgodność z nauką Kościoła. Papież na list nie odpowiedział. Kardynalski kwartet swój list więc upublicznił.

Kard. Walter Brandmüller potwierdził ponadto, że to kwestia komunii dla rozwodników to „być albo nie być dla moralnej nauki Kościoła”. A papież i bliski mu kard. Walter Kasper są skłonni, konkludował Brandmüller, rozmiękczyć naukę Kościoła w centralnym jej punkcie. „Kto zdradę małżeńską łączy z przyjmowaniem komunii św., staje się heretykiem. Kościół jest bowiem za św. Pawłem depozytariuszem, a nie właścicielem Prawdy Objawionej.“

Coraz ostrzejszy spór z kardynałami

Drugi sygnatariusz listu do Franciszka, kardynał Burke, nie ograniczył się do zarzucenia papieżowi herezji, ale zagroził mu konsekwencjami prawnymi. Skoro papież nie chce ustosunkować się do wątpliwości, to koniecznym staje się jego braterskie napomnienie (correctio fraterna).

Po raz ostatni takie zakwestionowanie najwyższego urzędu nauczycielskiego papieża zdarzyło się w XIV wieku. Wtedy uniwersytet w Sorbonie, posiadający na równi z papieżem najwyższą władzę nauczycielską, „pouczył” papieża Jana XXII, że tkwi w błędzie teologicznym. Obecnie, w zglobalizowanym świecie, taki precedens skutkowałby obniżeniem autorytetu papieskiego. „Napomniany bratersko” papież Franciszek, musiałby odpowiedzieć na list, przyznać się do herezji lub też abdykować.
W tym sensie bożonarodzeniowe zmycie głowy członkom Kurii Rzymskiej można potraktować jako werbalną kontrofensywę papieża w zaostrzającym się w Watykanie sporze.

Autor jest profesorem historii i politologii w WSE ks. Józefa Tischnera w Krakowie i na uniwersytecie Alberta Ludwika we Fryburgu.

Zobacz też:

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM