Dlaczego PSL nie chce dołączyć do protestu opozycji? Kosiniak-Kamysz wyjaśnia

Lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz komentował w "Poranku Radia TOK FM" kryzys w Sejmie.

16 grudnia PiS - w trakcie wielkiej awantury - przegłosował budżet z naruszeniem regulaminu Sejmu, co wg prawników oznacza, że najważniejsza ustawa w państwie zostało przyjęta nielegalnie. Protest posłów Nowoczesnej i PO, którzy nie opuszczają od tego dnia sali obrad, wciąż trwa. Przebywali oni w Sejmie także w święta. Chcą, by PiS wrócił na salę plenarną i legalnie przegłosował budżet.

Dlaczego PSL nie przyłącza się do protestu i nie chce zająć stanowiska ws. konfliktu?  W „Poranku Radia TOK FM” wyjaśniał to lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz. - Pojawiała się możliwość opuszczenia sali plenarnej i zażegnania konfliktu. Bo dziś bardziej emocjonujemy się nagraniami z jednej czy drugiej sali... Nie chodzi już o roztrząsanie tego dnia, który był feralny dla wszystkich, dla całej polskiej klasy politycznej. Ludzie zaczęli się bardzo bać, w święta pytali, co się będzie działo.

PSL oferuje "porozumienie antykryzysowe"

Jak przypomniał, PSL chce przedstawić własne „porozumienie antykryzysowe”, które ma dotyczyć nie tylko kryzysu wokół budżetu, ale i innych spornych obszarów, m.in. TK. - Nie chodzi o zażegnanie sporu, ale tej bratobójczej walki, która wyniszcza Polskę i osłabia nasze bezpieczeństwo. To jest największe zagrożenie - nie konflikt polityków, ale bezpieczeństwo Polski - dodał.

Powtórzył, że PSL nie dołączy do protestujących na sali plenarnej: - Czy to przynosi taki efekt, że PiS zmienia swoje stanowisko, które jest błędne? Nie. Klucz do rozwiązania konfliktu leży w większości parlamentarnej, ale musi być wola wszystkich stron. Polacy oczekują spokoju i normalności. Tego, by politycy rozwiązywali ich problemy, a nie je stwarzali.

- Jest potrzeba powtórzenia tego głosowania. Dziś przestawimy taki sposób zrobienia tego, jaki jest do przyjęcia przez obie strony - dodał. Jako „męża zaufania” w tej procedurze zaproponował Adama Struzika, marszałka woj. mazowieckiego.

Naciskany o odpowiedź, po której stronie opowiada się PSL, odparł: - Trzeba się opowiedzieć po stronie wartości. Wartości demokratycznego państwa prawa. Nie bez przyczyny ruch ludowy ma 120 lat i to my jesteśmy jego spadkobiercą. Bo - cytując Witosa - gdzie zaczyna się interes Polski, kończy się interes partii.

Ostatecznie przyznał jednak, że ludowcy nie wesprą Platformy i Nowoczesnej w walce z PiS-em z powodów politycznych:

Programowo na dzień dzisiejszy jest nam bardzo daleko do Nowoczesnej. Tam jest program neoliberalny, u nas - społeczna gospodarka rynkowa. Inna jest jednak podmiotowość partii o 120-letniej tradycji, która jest najsilniejszą partią w samorządach. My nie zmieniliśmy przez 25 lat nazwy, nie uciekaliśmy się do sztuczek, nie unikaliśmy odpowiedzialności. Nie chodzi o przetrwanie, ale o odbudowanie poparcia, powrót na pozycję, która gwarantuje realizację programu i w której PSL był stabilizatorem sceny politycznej. Tego stabilizatora zabrakło i zobaczmy, co się teraz dzieje.

DOSTĘP PREMIUM