Gugała: Wracamy do tradycji warcholstwa. A świat patrząc na to, nabiera do nas niechęci

W oczach opinii publicznej na świecie ta historia wygląda fatalnie. W naszym interesie jest, by sprawę jak najszybciej załatwić - mówił w ?Poranku Radia TOK FM? Jarosław Gugała.

Czy po usunięciu przez PiS dziennikarzy sejmowych i nielegalnym przegłosowaniu budżetu jest szansa na szybkie porozumienie i wyjście z patowej sytuacji? Opozycja nie przerywa protestu i wciąż blokuje salę plenarną. W „Poranku Radia TOK FM” kryzys sejmowy komentowali goście Piotra Kraśki: politolog z Uniwersytetu Warszawskiego prof. Ewa Marciniak, Jarosław Gugała z Polsatu i Agaton Koziński z „Polski The Times”.

Prof. Ewa Marciniak nie widzi światełka w tunelu. - Jest jakaś granica, do której partie uparcie formułują swoje diagnozy. Ta granica jest tuż-tuż lub lada moment ją przekroczymy. Mam nadzieję, że w PiS-ie jest taka myśl, że trzeba nie tyle zrobić krok do tyłu, co krok w bok. Oznaczałby nazwanie i poszerzenie płaszczyzny, w której można rozmawiać. Nazwanie tematów sporu. Bo dziś publiczność nie wie, czy chodzi o posła Szczerbę, czy o wolne media, czy o budżet - powiedziała.

Koziński: Trik z poprawką może uratować sytuację

Agaton Koziński usprawiedliwia PiS: - Trzeba pamiętać, dlaczego ci posłowie się znaleźli w Sali Kolumnowej. Bo opozycja zaczęła okupować salę plenarną. I dopóki ta okupacja jest przeprowadzana, nie dziwię się, że PiS nie planuje ustępować. Żaden polityk nie lubi ustępować, zwłaszcza pod naciskiem siły. A opozycja stosuje tylko nagą siłę, by wymusić pewne decyzje na PiS-ie. elementarz polityczny mówi: Nie ustępować.

- Ryzyko eskalacji jest bardzo duże. Także czy krok w bok, czy w tył - obie strony powinny go wykonać. Jestem gotów sobie wyobrazić pojawi się jakaś mało istotna poprawka do tego budżetu, dzięki której można by przegłosować go raz jeszcze na sali plenarnej? Tego typu trikiem politycznym, który pozwoli zachować wszystkim twarz, można by to rozwiązać. To byłby ten krok w bok - dodał.

Gugała: Stajemy się niewiarygodni

Odpowiedział mu Jarosław Gugała. - To prawda, że PiS poszedł do Sali Kolumnowej, bo opozycja okupowała mównicę. Ale zrobiła to, bo coś tam się wcześniej wydarzyło. U zarania była decyzja władz Sejmu o usunięciu dziennikarzy. Jeśli nie będziemy o tym pamiętali, to my dziennikarze będziemy jak takie stado baranów wiezione na rzeź. Ta sprawa do dziś nie została rozwiązana: do Sejmu mogą dziś wchodzić tylko ci, którzy mają stałe przepustki - powiedział. I dodał:

W oczach opinii publicznej na świecie ta historia wygląda fatalnie. W naszym wspólnym interesie jest, by wykazać się odrobiną dobrej woli i sprawę jak najszybciej po prostu załatwić. Nie możemy w tej chwili już powiedzieć, że to Ruscy nam spreparowali ten cały kryzys czy jacyś inni obcy. To nasze wspólne piękne osiągnięcie. Wracamy do najgorszej tradycji polskiego warcholstwa, która powoduje, że ludzie na świecie patrząc na to, co się u nas dzieje, nabierają do nas niechęci i myślą, że jesteśmy niewiarygodni. A niewiarygodni nigdy nie będziemy partnerami dla nikogo.

Zobacz także: Zirytowany Gugała: Można wyjechać 5 km za polską granicę i zrobić aborcję bez łaski. Dziś to temat zastępczy

DOSTĘP PREMIUM