Współpracownik Kaczyńskiego pacyfikował robotników? "PiS było bezwzględne w ocenie Wałęsy. To podwójna moralność, hipokryzja"

- Nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić, co się stało z posłem Krasulskim w 1970 r., ale warto, żeby PiS pamiętał o tym, jak mogła być skomplikowana historia, jak różne i trudne były decyzje. To tylko tyle i może aż tyle - mówiła Dominika Wielowieyska w Poranku Radia TOK FM.

- "Fakt" zajął się posłem PiS Leonardem Krasulskim - mówiła w przeglądzie prasy w Poranku Radia TOK FM Dominika Wielowieyska. "Poseł Krasulski, szef PiS w Elblągu, bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego, służył w pułku pacyfikującym robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 - napisał "Fakt".

Gazeta spytała polityka, czy strzelał do robotników. - Nie! Odmówiłem wyjazdu, zostałem w koszarach - odpowiedział. - Powtórzę za Piotrem Maślakiem - komentowała Wielowieyska. - Nie wiem, czy wtedy można było powiedzieć: szefie, nie mogę jechać pacyfikować robotników, bo źle się dzisiaj czuję, a poza tym ta robota w ogóle mnie nie kręci - ironizowała.

- Trudno oceniać jednoznacznie życiorys posła Krasulskiego - stwierdziła publicystka. - Być może po prostu był młodym człowiekiem, który nie za bardzo wiedział, co się dzieje i w czym bierze udział - dodała.

"Sprawa Krasulskiego nie dała Kaczyńskiemu do myślenia"

- Chcę przypomnieć, że PiS było bezwzględne w ocenie Lecha Wałęsy z tamtego czasu, więc wydawałoby się, że sprawa Krasulskiego nie dała PiS ani Kaczyńskiemu do myślenia - mówiła Wielowieyska. - Jest to podwójna moralność, swego rodzaju hipokryzja - oceniła.

- Nie potępiam ani nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić, co się stało z posłem Krasulskim w '70, ale warto, żeby PiS pamiętał o tym, jak mogła być skomplikowana historia - podkreśliła prowadząca audycję. - Jak różne i trudne były decyzje w tamtym czasie. To tylko tyle i może aż tyle - zakończyła.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM