Lista ludzi kultury MSZ. "Ktoś pomylił rolę polityka z cieciem, który chciałby wszystko kontrolować, ostatni zamykać drzwi"

- Lista pokazuje, że została przekroczona granica, która wyznacza rolę i odpowiedzialność władzy za politykę kulturalną - mówił w Radiu TOK FM Artur Celiński. - Być może za jakiś czas ktoś z MSZ zapyta, które z tych osób były zaproszone, a jeśli nie, to czemu - dodał.

- Jak rozumiem MSZ przygotowało ściągawkę, jakie osoby powinny dzisiaj reprezentować polską kulturę i czym my jako Polacy chcemy się pochwalić - mówił w Post Factum w TOK FM Artur Celiński z Res Publiki Nowej. - I pan Targalski, i pan Gmyz należą do tych osób, którymi nasz rząd chce się chwalić zagranicą - dodał.

W środę "Gazeta Wyborcza" opublikowała listę, którą miały otrzymać 24 Instytuty Polskie (Ich zadaniem jest promowanie polskiej kultury na świecie). Na liście ok. 150 osób, które "warto zapraszać", znaleźli się m.in. Cezary Gmyz, Tomasz Terlikowski, Jan Pietrzak, Jan Pospieszalski i inni sympatycy PiS. Zabrakło takich twórców jak Andrzej Stasiuk, Andrzej Sapkowski, Paweł Pawlikowski czy Olga Tokarczuk.

"Została przekroczona granica"

- Lista pokazuje, że została przekroczona granica, która wyznacza rolę i odpowiedzialność władzy za politykę kulturalną - podkreślił Celiński. - Dyrektorzy Instytutów Polskich to nie są jacyś przypadkowi ludzie, powinni mieć kompetencje i rozeznanie. Powinni umieć zrozumieć, czego potrzebuje społeczność, w której przyszło im pracować i umieć na te potrzeby odpowiadać - dodał.

- Program PiS w dziedzinie kultury jest znany. Jest praktycznie ten sam od kilkunastu lat, teraz następuje jego wykonanie - ciągnął publicysta. - Można powiedzieć, że jesteśmy zainteresowani bardziej dziedzictwem historycznym, chcemy promować naszą historię, a nie tylko np. pedagogikę wstydu, o której wielokrotnie PiS mówiło - oceniał.

"Nie jesteście cieciami, co mają wciskać guziki"

- Tu rząd PiS powinien się zatrzymać - stwierdził Celiński. - Powiedzieć: to nas interesuje, a jak wy, pracownicy tych instytucji to zrobicie, kim - będziemy oczywiście was oceniać - ale to jest wasza dowolność. Ponieważ nie jesteście cieciami, co mają wciskać guziki, tylko jesteście po to, żeby kreować ofertę kulturalną - mówił.

- To będzie odbierane jako wykaz osób, które warto zaprosić - dodał publicysta. - Być może za jakiś czas ktoś z MSZ zapyta, które z tych osób były zaproszone, a jeśli nie, to czemu, z czego to wynikało - powiedział.

"Mógłby być jeden kaowiec w ministerstwie"

- Jeżeli powstaje lista, równie dobrze dyrektorów Instytutów mogłoby nie być - podkreślił Celiński. - Mógłby być jeden kaowiec w ministerstwie, który np. przygotowałby tournee po świecie. Tak nie powinno być. Jeżeli jest takie myślenie, to znaczy, że ktoś pomylił swoją rolę polityka odpowiedzialnego za dyplomację kulturalną z cieciem, który chciałby wszystko kontrolować i ostatni zamykać drzwi - dodał na zakończenie.

DOSTĘP PREMIUM