Pacjenci po ciężkich operacjach, pod respiratorem - tylko pod opieką pielęgniarki. Zatrważające wnioski po kontroli w Poniatowej

"Zagrożenie dla życia i zdrowia chorych". Prokuratorzy z Lublina wszczęli śledztwo ws. nieprawidłowości w szpitalu w Poniatowej. Po kontroli wyszło na jaw, że popołudniami i w nocy na oddziale była wyłącznie pielęgniarka. Dla wszystkich, nawet pacjentów po ciężkich operacjach.

Kontrolę konsultantowi wojewódzkiemu do spraw otolaryngologii zlecił wojewoda. Prof. Janusz Klatka w rozmowie z TOK FM przyznał, że mniej więcej dwa lata temu już raz był w Poniatowej na kontroli - wtedy jednak wszystko było w porządku, nie zauważył uchybień. Tym razem okazało się, że jest inaczej.

Szpital w Poniatowej to placówka, podległa Powiatowemu Centrum Zdrowia w Opolu Lubelskim. Kilka miesięcy temu było o nim głośno, gdy z pracy odeszło kilkunastu lekarzy. Chodziło o oddział wewnętrzny. Lekarze domagali się odwołania prezesa centrum zdrowia, Roberta Lisa, z którym nie mogli się porozumieć. Do odwołania nie doszło, stąd ich decyzja o odejściu.

Tym razem jednak rzecz dotyczy Oddziału Otolaryngologii i Onkologii Laryngologicznej. Na stronie oddziału można przeczytać, że lekarze wykonują tu szereg zabiegów, w tym te bardziej skomplikowane. Jest też zdanie: "Oddział zapewnia możliwość uzyskania całodobowej pomocy laryngologicznej w pilnych przypadkach".

Co innego wynika jednak z kontroli

Sprawdzono funkcjonowanie oddziału w okresie od stycznia 2015 do września 2016 roku - szczególną uwagę poświęcono trzem pacjentom, którzy zmarli, choć badano także historie chorób innych osób. Jak czytamy w protokole: "Analiza (...) wykazała przede wszystkim brak należytej opieki lekarskiej nad pacjentami po rozległych operacjach onkologicznych".

Okazało się - tak wynika z ustaleń kontroli - że na oddziale po południu i w nocy była zaledwie jedna pielęgniarka. Lekarz był wyłącznie pod telefonem. "Dotyczy to również pacjentów w stanie bardzo ciężkim, podłączonych do respiratora" - pisze prof. Janusz Klatka.

Zwraca uwagę, że nie może być tak, że na oddziale popołudniami i w nocy jest zaledwie jedna osoba, która opiekuje się zarówno pacjentami na zwykłych salach chorych, jak też tymi w stanie ciężkim.

"Rodzi się pytanie o sprawność postępowania tej osoby w sytuacjach krwawienia do rany po przeprowadzonej operacji, upośledzenia drożności rurki tracheotomijnej zatrzymania krążenia".

Prof. J.Klatka we wnioskach z kontroli stawia pytanie, kto prowadzi akcję reanimacyjną na przykład po zatrzymaniu krążenia i po jakim czasie się ona rozpoczyna, skoro na miejscu nie ma lekarza. "Operator przeprowadzający rozległe operacje jest dostępny tylko pod telefonem i w przypadkach nagłych dociera dopiero po wielu godzinach do wykrwawionych pacjentów" - pisze konsultant wojewódzki do spraw otolaryngologii. Chodzi o to, że główni operatorzy - dojeżdżają spoza Poniatowej.

Nie ma nie tylko lekarzy, ale też OIOM-u

Profesor zwraca uwagę, że trzej lekarze, którzy mogliby dotrzeć szybciej - nie dysponują umiejętnościami pozwalającymi na szybkie podjęcie działań operacyjnych w zakresie głowy i szyi. Opieka nad pacjentem w tym szpitalu nie jest więc właściwa. "Rzeczą niedopuszczalną w funkcjonowaniu oddziału zabiegowego jest brak zaplecza w postaci Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej". Konsultant pisze wprost, że stwierdzone nieprawidłowości stanowią zagrożenie dla życia i zdrowia chorych, po rozległych operacjach onkologicznych.

"Materia zaniedbań jest poważna"

Wojewoda zdecydował, że po takich wynikach kontroli sprawie musi się przyjrzeć prokuratura. - Informacje zostały przekazane prokuraturze, ponieważ jesteśmy przekonani, że materia tych zaniedbań jest poważna - mówi rzecznik wojewody, Radosław Brzózka. Protokół pokontrolny trafił do prokuratury w Opolu Lubelskim, a stąd - do Lublina, do Prokuratury Regionalnej, która wszczęła śledztwo w tej sprawie. Sprawdzi, czy szpital naraża pacjentów na niebezpieczeństwo.

Dr Adam Górski, który kieruje poniatowską laryngologią, powiedział nam, że zna opinie pokontrolne. - Oddział nadal funkcjonuje, zabiegi się odbywają, pacjentów mamy - mówi Górski. Gdy pytamy o brak lekarzy np. na dyżurach popołudniowych słyszymy: "To, co zostało stwierdzone w trakcie kontroli przez pana profesora nie pokrywa się całkiem z rzeczywistością. Dlatego nie będę się wypowiadał w tym momencie na ten temat jednoznacznie". Dr A.Górski o szczegółach rozmawiać nie chce, odsyła do prezesa Powiatowego Centrum Zdrowia. Prezes nie znalazł jednak dla nas wczoraj czasu.

DOSTĘP PREMIUM