Szpitale są zadłużone w firmach pożyczkowych na 1,8 miliarda złotych

Co piąta złotówka pożyczana przez polskie szpitale pochodzi z parabanków. Do tych informacji dotarli reporterzy TOK FM i "Dziennika Gazety Prawnej". Państwo ma pomysł, jak spłacić część zobowiązań. Planuje powołać spółkę, która pożyczy najbardziej zadłużonym, ale na korzystnych warunkach.

Z danych zebranych przez ministerstwo wynika, że najczęściej z pomocy tego typu korzystają placówki samorządowe. Mają tu ponad miliard długów. Na drugim miejscu znalazły się instytuty podległe Ministerstwu Zdrowia z ponad 300 mln zł zobowiązań. Co ciekawe, tworzą go głównie dwie placówki: Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu (173 mln zł) oraz Instytut Matki Polki w Łodzi. Na trzecim są szpitale podległe uniwersytetom.

Kiedy jesienią ubiegłego roku opisywaliśmy spiralę zadłużenia szpitali, zwracaliśmy uwagę, że podstawowym problemem jest stan wiedzy o sytuacji finansowej szpitali. Precyzyjnie nikt nie wiedział, jak jest naprawdę pod tym względem. Poczynając od ministra zdrowia, a kończąc na samorządach. Część urzędów wprost przyznawała, że choć są organem założycielskim dla szpitala, to nie sprawdzają jego sytuacji ekonomicznej ani tym bardziej, jak sobie z nią radzi.

Specspółka na pomoc zadłużonym szpitalom

Wiceminister zdrowia Katarzyna Głowala przekonuje w rozmowie z DGP i TOK FM, że
poprawić sytuację może utworzenie specjalnego podmiotu (spółki), który udzieli
placówkom medycznym pomocy w zakresie restrukturyzacji i poprawy zarządzania, a
jednocześnie udzieli kredytów na korzystnych warunkach.
Początkowo myślano o stworzeniu osobnej agencji, jednak okazało się, że jej działalność miałaby przełożenie na wysokość długu publicznego.

A tego rząd chciałby uniknąć. Z nieoficjalnych rozmów wynika, że trwają rozmowy, żeby była to spółka w ramach Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK), w której resort zdrowia miałby udział jako organ nadzorujący. Początkowo na pomoc miałoby być przeznaczone ok. 2 mld zł. Tyle, ile wynoszą obecnie wszystkie zobowiązania wymagalne (takie, które trzeba natychmiast spłacić).

BGK podkreśla, że za wcześnie, żeby mówić o szczegółach.

Pożyczka tak, ale pod jednym warunkiem  

W teorii miałoby wyglądać to tak: jeśli placówka ma kłopoty, może się zgłosić po pożyczkę. Ale pod jednym warunkiem – musiałaby przedstawić najpierw plan restrukturyzacji, czyli pokazać, jakie podejmie działania, żeby poprawić swoją sytuację finansową. Wysokość oprocentowania pieniędzy nie jest znana. – Chcemy, żeby była na tyle korzystna, żeby szpitale sięgały po taki rodzaj pomocy – tłumaczy wiceminister Katarzyna Głowala.

Obecne widełki oprocentowania pożyczek wynoszą od 2 do 9 proc. Wiceminister zdrowia podkreśla, że nie chodzi o dosypanie pieniędzy. – Pomoc miałaby iść w parze z naprawą systemu – mówi wiceminister Głowala.

Szpitale nie muszą pytać o zgodę na pożyczkę w parabanku 

Jej zdaniem niejasna jest też sytuacja, jeżeli chodzi o kontrolę zaciągania zobowiązań.
Obecnie szpitale interpretują obowiązujące przepisy w taki sposób, że nie mają obowiązku pytać o zgodę na zaciąganie pożyczki w tzw. parabankach. Resort zdrowia planuje, żeby zwiększyć w tym obszarze nadzór nad Instytutami, podlegającymi ministerstwu.

Obecnie szpitale interpretują, że nie mają obowiązku pytać o zgodę na zaciąganie pożyczki. Zdaniem ministra finansów być może powinny, bowiem pośrednio wpływa to na finanse publiczne. Resort zdrowia chce, żeby zwiększyć w tym obszarze nadzór nad instytutami podlegającymi ministerstwu. Do tej pory nie musiały konsultować swoich wydatków.

Takie kontrole wprowadziły na własną rękę niektóre samorządy. W Lubuskim dyrektorzy
szpitali nie mogą pożyczać od instytucji pozabankowych bez uprzedniej zgody marszałka. Od 2011 r. nie wydano ani jednej. – Wolimy sami pożyczyć niż zadłużać się w tych firmach – przekonuje Tomasz Wróblewski, dyrektor departamentu zdrowia w UM. – Chcemy mieć kontrolę nad tym, co się dzieje w naszych szpitalach, stąd taka uchwała – tłumaczy.

Bezpośredni wpływ na taką decyzję miała historia z jedną z placówek, która zaciągnęła
pożyczkę w parabanku na bardzo wysoki procent. W sprawę były zaangażowane organy ścigania.

Dlaczego szpitale pożyczały od parabanków? To jest problem 

 

Zdaniem byłego wiceministra zdrowia Jakuba Szulca, dziś pracującego w E&Y, objęcie
kontrolą wszystkich obszarów nie jest korzystne. Szpitale powinny mieć autonomię w tych kwestiach. Jednak przyznaje, że każda przymiarka do stworzenia instytucji, która
zracjonalizuje koszty zadłużenia, jest dobra.

– Problem nie leży w parabankach, tylko w tym, dlaczego szpitale od nich pożyczały.
Najważniejsze, żeby zatrzymać proces zadłużania szpitali – dodaje Dariusz Szymański, główny księgowy warszawskiego szpitala klinicznego na Banacha. Jego placówka już wcześniej na własną rękę podpisywała umowy z BGK i w ten sposób udawało się omijać parabanki.

Trzy firmy, w których szpitale mają największy dług

Z danych ministerstwa wynika, że najwięcej zobowiązań jest zaciągniętych w firmie Magellan: bo aż 606 mln zł, kolejne firmy to MW Trade i Simens Finanse. Same firmy przekonują, że ich oferta jest korzystna. A w wielu sytuacjach ratowała ona szpitale, którym nikt inny nie chciał pomóc.

Początkowo marża była bardzo wysoka. Dziś bywa porównywalna z tą w banku. Jednak w wielu przypadkach instytucje pożyczkowe przejmują kontrolę nad szpitalami. Jeżeli nie zapłacą długu, pożyczkodawca może wejść na kontrakt na leczenie. Z danych NFZ wynikało, że w 2015 r. komornicy zajęli 120 mln zł. Pieniądze te zamiast na leczenie trafiły m.in. do firm pożyczkowych.

Jednym z przykładów pokazujących, jak działa spirala zadłużenia, była sytuacja w Centrum Zdrowia Dziecka (IPCZD), które od lat ma kłopoty finansowe (ponad 300 mln zł zadłużenia – z czego 173 mln jest od instytucji pozabankowych). Dotacje, które szpital otrzymywał kilka razy od państwa, wystarczały na spłacanie odsetek dla pożyczkodawców. Z informacji o wynikach zamówień publicznych widać, że IPCZD tylko w 2015 r. wzięło pożyczkę na 40 mln zł od Magellana. Same odsetki – w perspektywie 60 miesięcy – wyniosą 5 mln zł (wysokość oprocentowania – 5,49 proc.).

Zobacz także WIDEO:Smog: co realnie oznacza dla naszego zdrowia? Jest się czego bać?

DOSTĘP PREMIUM