Nauczycielka zdjęła w szkole krzyż, wytykali ją palcami. Teraz wygrała w sądzie. "Jakby tona ciężaru spadła mi z pleców"

- Czuję ogromną ulgę - powiedziała nam Grażyna Juszczyk tuż po wyjściu z sali rozpraw Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Ten nie miał wątpliwości, że w szkole doszło do dyskryminacji ze względów światopoglądowych po tym, jak Juszczyk zdjęła krzyż w pokoju nauczycielskim.

Grażyna Juszczyk, nauczycielka matematyki z Krapkowic, w 2013 zdjęła krzyż z pokoju nauczycielskiego w szkole, w której naucza. Kilka miesięcy temu sąd pierwszej instancji uznał, że szkoła dopuściła się wobec niej dyskryminacji ze względów światopoglądowych. Dziś sąd drugiej instancji podtrzymał to rozstrzygnięcie, oddalając apelację prokuratura, która - dość nieoczekiwanie - już po wyroku przyłączyła się do tej sprawy.

- Czuję ogromną ulgę. To tak jakby tona ciężaru spadła mi z pleców - powiedziała nam Juszczyk tuż po wyjściu z sali rozpraw Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Sąd nie miał wątpliwości, że w szkole doszło do dyskryminacji ze względów światopoglądowych.

Nauczycielkę matematyki spotkał prawdziwy lincz. Była wytykana palcami na radzie pedagogicznej, mówiono, że krzyż ukradła; stosowano wobec niej ostracyzm, pojawiły się skargi, mimo, że wcześniej była bardzo dobrym nauczycielem.

Szkoła ma zapłacić 5 tys. zł za dyskryminację

Przed sądem walczyła o uznanie, że była prześladowana z powodu tego, co zrobiła. We wrześniu wygrała. Zgodnie z wyrokiem, do dyskryminacji doszło, a pracodawca miał jej też zapłacić 5 tysięcy złotych odszkodowania.

Tyle że od wyroku apelację złożyła szkoła, ale też - nieoczekiwanie - prokuratura. Śledczy uznali, że nie może być mowy o dyskryminacji matematyczki. - Prokurator nie zgadza się ze stwierdzeniem sądu, że doszło do dyskryminacji na tle światopoglądowym. Sprawa nie dotyczyła bowiem kwestii światopoglądowych, ale kwestii prawidłowości rozwiązania konfliktu przez pracodawcę, który powstał w szkole po zdjęciu krzyża przez powódkę, pomiędzy nią a grupą nauczycieli - mówiła nam rzeczniczka prokuratury, Lidia Sieradzka. Prokurator wyszedł z założenia, że sąd nie wziął pod uwagę faktu, iż to Juszczyk zdejmując krzyż przyczyniła się do powstania konfliktu.

To nie przekonało jednak sądu drugiej instancji. Dziś uznał obie apelacje za bezzasadne. - Padło takie bardzo znamienne zdanie - że przepisy z kodeksu pracy, mówiące o dyskryminacji, służą ochronie mniejszości, a nie większości - mówi Karolina Kędziora z Polskiego Towarzystwa Antydyskryminacyjnego, która reprezentowała nauczycielkę. Sąd nie oceniał faktu zdjęcia ze ściany krzyża, ale oceniał to, co wydarzyło się potem.

Jak doszło do całej sprawy?

Grażyna Juszczyk uczy w Krapkowicach matematyki. Nigdy nie było krzyża w pokoju nauczycielskim, ale gdy w 2013 roku miał przyjechać biskup, krzyż zawisł. Matematyczki nie było wtedy w szkole, miała dłuższy urlop zdrowotny. Po powrocie podjęła decyzję, że krzyż zdejmie. Nie kryje, że nie chodzi do kościoła, nie jest katoliczką i nie chciała symbolu wiary w swoim miejscu pracy. Początkowo nikt nie zauważył, że krzyża nie ma, ale ostatecznie powieszono go z powrotem. Zdjęła ponownie. Sprawa zatoczyła szersze kręgi: była słynna rada pedagogiczna, na której zdjęcie krzyża nazwano kradzieżą, grożono policją. Matematyczka czuła się napiętnowana - wtedy, ale także później. I dlatego poszła do sądu.

DOSTĘP PREMIUM