Krzyż w pokoju nauczycielskim. "Prawnik mówił, że taką sprawę można wygrać w Strasburgu, a nie w Polsce"

Pierwszy prawnik powiedział, że jej nie pomoże, bo bierze tylko takie sprawy, w których ma szansę na wygraną. Ale nauczycielka z Krapkowic właśnie wygrała proces w sprawie dotyczącej dyskryminacji na tle światopoglądowym. Po tym, jak zdjęła krzyż w pokoju nauczycielskim, spotkał ją w szkole ostracyzm.

Grażyna Juszczyk, nauczycielka matematyki z Krapkowic, we wtorek wygrała proces w sprawie dotyczącej dyskryminacji na tle światopoglądowym. Po tym, jak zdjęła krzyż w pokoju nauczycielskim, spotkał ją w szkole ostracyzm, czuła się napiętnowana i zaszczuta. Usłyszała m.in., że krzyż ukradła. - Gdybym w apelacji przegrała, wiedziałam, że pójdę z tym do Strasburga. Na szczęście nie muszę - mówi nasza rozmówczyni.

We wtorek Sąd Apelacyjny we Wrocławiu utrzymał w mocy rozstrzygnięcie sądu pierwszej instancji. Oddalił tym samym dwie apelacje: pracodawcy (czyli szkoły) oraz prokuratury, która nieoczekiwanie - już po pierwszym, korzystnym dla pani Grażyny wyroku - przyłączyła się do sprawy.

Potwierdzono tym samym, że nauczycielka była w szkole szykanowana ze względu na to, że jest ateistką i przeszkadzał jej krzyż w przestrzeni publicznej.

Pierwszy prawnik: „Taka sprawa? W Polsce? Nie ma szans na wygraną”

Pani Grażyna mówi TOK FM, że pamięta moment, w którym napisała pozew i poszła z nim do jednego z opolskich prawników. - Już w tej chwili nie pamiętam jego nazwiska, bo to był jakiś przypadkowy kontakt. Ale pamiętam, że powiedział mi, że taką sprawę to mogę w Strasburgu wygrać, ale nie w Polsce. I że mi nie pomoże, bo on bierze tylko takie sprawy, w których ma szansę na wygraną - mówi nasza rozmówczyni. - Cieszę się, że tak bardzo się mylił – dodaje.

Gratulacje z różnych stron – już po wyroku

Pani Grażyna po wtorkowym wyroku odebrała mnóstwo gratulacji: od rodziny, znajomych, ale też zupełnie nieznanych osób, które pisały m.in. na Facebooku. Oto kilka z komentarzy: „Brawo. Są jeszcze niezawisłe sądy”, „Podziwiam Pani odwagę i siłę”, „Gratuluję Pani. Szkoła powinna być wolna od religii”. „Gratulowałem już Pani dużo wcześniej i cieszę się, że ciemnogród i polityczna poprawność tym razem przegrały. A dzieciom w Pani byłej szkole współczuję takiej kadry”.

Sędzia chętnie obciążyłaby kosztami procesu prokuraturę?

Zaznaczmy, że szkoła nie jest wcale „była”, bo pani Grażyna cały czas w niej pracuje, choć w tej chwili ma wolne. Bardzo ją ucieszyły słowa sędzi w Sądzie Apelacyjnym. - Sędzia powiedziała, że chętnie obciążyłaby częścią kosztów prokuraturę. Ale nie ma takiej możliwości prawnej i tylko dlatego tego nie robi - mówi matematyczka. Ostatecznie szkoła ma jej zapłacić 5 tysięcy zł odszkodowania plus odsetki od 2014 roku. Do tego 1400 zł tytułem zwrotu kosztów.

Jak doszło do całej sprawy?

Grażyna Juszczyk uczy w Krapkowicach matematyki. Nigdy nie było krzyża w pokoju nauczycielskim, ale gdy w 2013 roku miał przyjechać biskup, krzyż zawisł. Matematyczki nie było wtedy w szkole, miała dłuższy urlop zdrowotny. Po powrocie podjęła decyzję, że krzyż zdejmie. Nie kryje, że nie chodzi do kościoła, nie jest katoliczką i nie chciała symbolu wiary w swoim miejscu pracy. Początkowo nikt nie zauważył, że krzyża nie ma, ale ostatecznie powieszono go z powrotem. Zdjęła ponownie. Sprawa zatoczyła szersze kręgi: była słynna rada pedagogiczna, na której zdjęcie krzyża nazwano kradzieżą, grożono policją. Matematyczka czuła się napiętnowana - wtedy, ale także później. I dlatego poszła do sądu.

DOSTĘP PREMIUM