"Ucieka nam umiejętność poważnej rozmowy. Dziś już nie można już w Polsce rozmawiać, są same kalki"

- Pojawiają się w polskim języku pojęcia właściwie jednej części, nieznane drugiej i właściwe drugiej, a nieznane pierwszej - mówił Andrzej Celiński w TOK FM. - "Gazety Polskiej" do ręki nie wezmę, ja już nie wiem nawet, o czym oni tam mówią, piszą - dodał.

 - Dzisiaj mamy dwa narody, Polacy się tak podzielili - stwierdził Andrzej Celiński. - Mówiło się, że mówią jednym językiem, już właściwie jednym językiem nie mówią - dodawał w "A teraz na poważnie" w TOK FM.

- Pojawiają się w polskim języku pojęcia właściwie jednej części, nieznane drugiej i właściwe drugiej, a nieznane pierwszej - zaznaczył polityk. Jak przyznawał, jeszcze kilka lat temu czytał prasę "w miarę różną". - Dzisiaj już nie mam ochoty. "Gazety Polskiej" do ręki nie wezmę, ja już nie wiem nawet, o czym oni tam mówią, piszą - mówił.

"Są dwie Polski, no i tyle"

Celiński wspominał, że kilka lat temu pisał na portalu Salon24. - Byłem chyba najczęściej komentowanym człowiekiem piszącym ze świata polityki - mówił, dodając jednak, że komentujący głównie krytykowali go. - W końcu przerwałem, bo uznałem, że tej góry gówna na sobie, hejtu nie uniosę - powiedział były opozycjonista.

- Uważałem, że pisać do takich jak ja, tak samo myślących szkoda czasu - mówił Celiński. - Próbowałem nawiązać jakikolwiek kontakt. Nie sposób. Są dwie Polski, no i tyle - zaznaczył.

"Ucieka nam umiejętność poważnej rozmowy"

Zdaniem polityka "trudno znaleźć w historii Polski coś, co by łączyło". - Tym bardziej, że ucieka nam umiejętność poważnej rozmowy. Dzisiaj o powstaniu warszawskim, o którym się naprawdę poważnie rozmawiało przez dziesiątki lat, poważnie rozmawiać już nie można. Są już tylko kalki - oceniał.

- Wydawałoby się, że to, co przynajmniej warszawiaków powinno w jakiś sposób łączyć, absolutnie dzieli - dodał Celiński. - Cokolwiek by nie powiedzieć, natychmiast mówi się skrajności. Albo się mówi wyłącznie w kategoriach wielkiego bohaterstwa i ten, co powie o stratach ludności cywilnej i kompletnie zniszczonym mieście, natychmiast jest uznawany przez tamtą stronę za zdrajcę - podkreślił.

DOSTĘP PREMIUM