Prof. Aouil o liście MSWiA ws. sierot: Skoro ludzie chcą pomagać, to dlaczego rząd ma odmówić? To obrzydliwy cyrk polityczny

- Skoro ludzie chcą pomagać, to dlaczego rząd ma odmówić, i szuka jakiegoś pretekstu, by to zrobić, że dzieci mogą być zagrożeniem... To jest dla mnie bardzo bolesne, to obrzydliwy cyrk polityczny. Niestety na hipokryzję, jak dotąd nie wynaleziono lekarstwa - mówi w prof. Bassam Aouil, Syryjczyk, który od lat mieszka w Polsce.

Niechęć do uchodźców i lęk przed ich zapraszaniem do Polski osiągnęły nowy wymiar. Rząd Szydło nie zgodził się, by władze Sopotu przyjęły grupę sierot z ogarniętej wojną Syrii. Dzieci miały zostać w kraju na leczenie i rehabilitację. Według MSWIA problemem byłoby "ustalenie tożsamości i wyeliminowanie osób, które mogłyby zagrozić bezpieczeństwu Polsku". W związku z tym resort zasugerował, by takiej pomocy udzielić na miejscu lub wesprzeć Syryjczyków, którzy już są w Polsce (w 2016 roku status uchodźcy otrzymało 40 obywateli Syrii).

Z wyliczeń Polskiej Misji Medycznej wynika, że koszt 6-tygodniowego pobytu dziecka w Polsce to 20 tys. złotych. Władze kilku miast w Polsce policzyły, że stać ich na takie gesty, ale MSWiA nie chce im pomóc. O tym, dlaczego tak się dzieje, mówił w audycji Światopodgląd w Radiu TOK FM prof. Bassam Aouil.

Zdaniem Syryjczyka, naukowca z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, który od ponad 20 lat mieszka w Polsce, w tej sprawie najbardziej bolesne jest upolitycznienie samego faktu pomagania ofiarom wojny.

Mówimy, że chcemy pomagać, a pytamy czy to sieroty?

- To dyskusja o moralności, wartościach i hipokryzji. Co to znaczy, że chcemy pomagać i zaczynamy pytać: czy to dzieci, czy to sieroty? Skoro ludzie chcą pomagać, to dlaczego rząd ma odmówić, i szuka jakiegoś pretekstu, by to zrobić, np. że dzieci mogą być zagrożeniem... To jest dla mnie bardzo bolesne, to obrzydliwy cyrk polityczny. Niestety na hipokryzję, jak dotąd nie wynaleziono lekarstwa - powiedział prof. Aouil.

Psycholog przypomniał też, że rządzący nie ukrywają, że nie chcą pomagać Syryjczykom. Hipokryzją nazwał Bassam Aouil powtarzaną przez cześć polityków tezę, że zamiast zapraszać uchodźców do Polski, należy im pomagać na miejscu, w Syrii.

Pomoc na miejscu? To największa hipokryzja

- I to jest największa hipokryzja, bo gdzie na miejscu? W Homs na głowy ludzi spadają bomby. Z kolei wczoraj Amnesty International w raporcie podała, że reżim syryjski w ciągu kilku ostatnich lat dokonał egzekucji 13 tysięcy aktywistów i to tylko w jednym więzieniu. Gdzie tu na miejscu można pomagać? Tu reżim aresztuje ludzi i wsadza ich do więzień, a później zabija - przekonywał gość Radia TOK FM.

Jak mówił Bassam Aouil, taka pomoc poza granicami Polski jest możliwa, ale w państwach sąsiadujących z Syrią, np. w Libanie czy Jordanii, ale to kropla w morzu potrzeb.

- W ubiegłym roku z fundacją Wolna Syria tworzyliśmy klinikę psychologiczną w Jordanii, ale teraz nie ma ciągu dalszego wsparcia ze strony rządu. W Libanie Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej również realizuje kilka projektów, ale również otrzymuje co raz mniej wsparcia. Teraz właściwie możemy liczyć tylko na wsparcie w ramach jednego procenta, dla Caritas czy Polskiej Akcji Humanitarnej, bo na rząd nie ma co liczyć - podsumował prof. Bassam Aouil.

Zobacz też: Jak można pomóc Syryjczykom >>>

MSWiA w liście do prezydenta Sopotu, który zadeklarował pomoc dla sierot z Syrii, podało, że w 2016 roku rząd przeznaczył 46 mln zł dla Syrii.

DOSTĘP PREMIUM