"To oburzające, nie da się tego obronić". Gugała o proteście podczas wizyty Kaczyńskiego na Wawelu

Ocena protestu w trakcie sobotniej wizyty prezesa PiS na grobie brata, podzieliła gości Godziny Publicystów w Radiu TOK FM. Najmocniej przeciwko takiej formie wyrażania poglądów mówił Jarosław Gugała z Polsatu.

Każdego 18. dnia miesiąca - w miesięcznicę pogrzebu pary prezydenckiej - prezes Kaczyński odwiedza grób brata i bratowej. Pod Wawelem zebrało się w sobotę kilkadziesiąt osób. Przynieśli ze sobą tabliczki ze znakiem zakazu wjazdu i hasłami: "Nekropolia nie dla PiS-u", "Stop upartyjnianiu Wawelu", "Módl się prywatnie, nie w blasku fleszy".

Skandowali: "Wawel królów, nie prezesów", "Wawel wolny, nie PiS-owski", "Modli się człowiek, a nie partia", "Tu Jest Wawel, a nie Nowogrodzka". Manifestujący - których od drogi na Wawel oddzielały barierki - nie próbowali zablokować wjazdu samochodów, wiozących m.in. prezesa PiS. Padły tylko okrzyki: "Będziesz siedzieć!". CZYTAJ WIĘCEJ >>>

W ocenie Jarosława Gugały nie ma żadnego usprawiedliwienia dla organizatorów protestu pod Wawelem.   

Nie da się tego w żaden sposób obronić

- Nie da się w żaden cywilizowany sposób uzasadnić czegoś takiego, że ktoś idzie na grób bliskich i są ludzie, którzy mu w tym przeszkadzają, krzyczą. Każdy z nas może wyobrazić sobie taką sytuację z naszym udziałem i musi zaprotestować. To jest podstawa czegoś więcej niż polityka, to jest sprawa dobrego wychowania. Nie da się tego w żaden sposób obronić - argumentował w Radiu TOK FM Gugała. 

- Natomiast jest coś w tym, że istnieje pewien nadmiar polityki w tej żałobie. Ale do tego żeby to oceniać też nie mamy prawa. Ktoś to tak odczuwa, to chodzi co miesiąc. Obyczajowo żałoba po bracie... to czarne szaty zdejmuje się po dwóch latach - mówił dziennikarz.

- Całe państwo ma być zakładnikiem niejako żałoby osobistej polityka? - wtrąciła prowadząca Godzinę Publicystów Dominika Wielowieyska.  

To oburzające, że się przeszkadza komuś w wizycie na grobie

 - To jest problem. Ale nie uzasadnia tego (protestu) i to jest fatalne, To jest nie tylko "błąd taktyczny". To jest oburzające, że się przeszkadza komuś w wizycie na grobie jego bliskiej osoby. To mieszanie polityki ze sprawami (osobistymi)? Tutaj nie da się tego nie pomieszać dlatego, że ten człowiek (Lech Kaczyński), na którego grób oni przychodzą, to był prezydent RP i to nie jest wizyta wyłącznie prywatna. To jest wizyta osób, które należały do jego obozu, które chcą w ten sposób oddać mu hołd. I to też należy zrozumieć - podkreślił.

Zdaniem gościa Godziny Publicystów, jak opozycja chce protestować, to ma tysiąc innych miejsc i sposobów, żeby to robić.

- Uważam, że druga strona sceny politycznej, już nie tylko obywatele, powinna to uszanować. W tym miejscu tego nie powinno się robić, jeżeli wszyscy mamy za chwilę się nie pozabijać - podsumował Jarosław Gugała.

Radykalny rodzaj demonstrowania to paliwo dla PIS

Wcześniej Aleksandra Pawlicka z "Newsweeka" przekonywała, że ulica jest jedynym miejscem, gdzie można wyrażać swoje opinie. - Nauczycielami hejtu politycznego, jego rozpoczęcia, to jest zasługa strony prawicowej. Ten radykalny rodzaj demonstrowania Obywateli RP jest paliwem, którego potrzebuje PiS - powiedziała dziennikarka.

Grzegorz Sroczyński z "Gazety Wyborczej" i TOK FM, mówił z kolei, że niezmiennie bawi go poseł Brudziński, który apeluje o łagodny język w dyskusji.   

Joachim Brudziński stawia się w roli ofiary

- Mnie zawsze ciszy Joachim Brudziński, który stawia się w roli ofiary i apeluje o kulturalny język, osoba, która krzyczała o komunistach i złodziejach, a na wielu wiecach wypowiadała na temat obywateli niepopierających PiS skrajne sądy - przypomniał Sroczyński.  

Dziennikarz zauważył też, że PiS od wygranych wyborów stawia się w roli ofiary.

- Uważa, że demonstracje obywateli RP dają paliwo rządzącym. Jeśli PiS organizuje miesięcznice smoleńskie i jeździ na grób brata, to należy to uszanować. Raz z powodów czysto ludzkich, a dwa, z taktycznych. W "Wiadomościach" są pokazywane trzy razy w tygodniu demonstracje Obywateli RP jako przykład zezwierzęcenia i upadku obyczajów - mówił Grzegorz Sroczyński.


 

DOSTĘP PREMIUM