Awantura o szkoły w gminie Hanna. Gminie, w której nie ma ani jednej szkoły samorządowej

Wójt gminy Hanna, w której wszystkie szkoły prowadzą stowarzyszenia i fundacje, w związku z reformą edukacji nie chce niczego zmieniać. Nie zamierza, jako samorząd, przejmować szkół i do nich dokładać. Niektórzy nauczyciele i radni mają jednak inne zdanie i chcieli wykorzystać reformę do przeprowadzenia zmian. - Tu chodzi o pieniądze - słyszymy od rodziców.

Gmina Hanna to pięć szkół - wszystkie zarządzane przez stowarzyszenia i fundacje. Są to gimnazjum i podstawówka w Hannie oraz podstawówki w Zaświatyczach, Dołhobrodach i w Holeszowie. Wójt gminy Hanna Grażyna Kowalik nie kryje, że chce, by taki układ na razie pozostał.

Gmina ma prowadzić co najmniej jedną szkołę. Ale...

Zgodnie z reformą edukacji, w nowych przepisach jest co prawda zapis, że gmina ma obowiązek prowadzić co najmniej jedną szkołę, ale wprowadzono przepisy przejściowe. - Mam czas do 2022 roku. I zamierzam go wykorzystać. Nie chcę niczego w tej chwili zmieniać - mówi Kowalik.  

Przyznaje, że chodzi m.in. o kwestie finansowe. Gdyby gmina miała swoje szkoły, do oświaty - tak jak w wielu innych samorządach - trzeba byłoby dokładać. Bo subwencji by nie wystarczyło. Nauczyciele podlegaliby Karcie Nauczyciela. Mieliby prawo do wakacji, ferii, 18-godzinnego pensum (18 godzin lekcyjnych w tygodniu), płatnego urlopu dla poratowania zdrowia i innych świadczeń. To wszystko kosztuje. W tej chwili, gdy nauczycieli zatrudnia stowarzyszenie, podlegają tak jak każdy inny pracownik jedynie Kodeksowi Pracy. Karta Nauczyciela ich nie obowiązuje. Koszty utrzymania szkół - jak słyszymy - są dzięki temu niższe, a nauczyciele - co podkreślają urzędnicy - mają pracę.

Jest reforma, może więc warto to zmienić?

Część opozycyjnych wobec pani wójt radnych z gminy Hanna, m.in. związanych z edukacją, postanowiła zmienić sieć szkół. Tak, by podstawówkę w Hannie (razem z gimnazjum) - z powrotem przejął samorząd. Przygotowano projekt odpowiedniej uchwały. - Tęsknią za Kartą Nauczyciela. Ale przecież radni nie mogą występować w interesie kilkunastoosobowe grupy nauczycieli. Trzeba patrzeć szerzej. Jeśli komuś dodamy - a musielibyśmy dodać z budżetu gminy do pensji nauczycieli - to komuś musimy zabrać - mówi Grażyna Kowalik.

Rodzice? Za pozostawieniem małych szkół

Na sesji Rady Gminy, która miała się zająć projektem zmian w sieci szkół, pojawiło się bardzo wielu rodziców. Sala była wypełniona po brzegi. Przyjechali wesprzeć swoją panią wójt. - Nie chcemy zmian. Przecież teraz dzieci mają szkoły niemal obok domu, u nas w naszych miejscowościach. Klasy są malutkie, nauczyciele bardzo dobrze znają dzieci, praca jest niemal indywidualna. Po co to zmieniać? - pyta pani Ewa*. - Mój syn chodzi do jednej z małych szkół na terenie gminy. Uwielbia tam chodzić. A my jako rodzice jesteśmy niemal jak rodzina. Jak coś trzeba w szkole zrobić, coś pomalować albo naprawić, nie ma z tym żadnego problemu - dodaje pan Wojciech.

Rodzice argumentują, że jeśli gmina zostałaby zmuszona przez radnych do przejęcia szkoły w Hannie - odbiłoby się to na innych szkołach. - Boimy się, że wtedy gmina zmuszona do większych wydatków na oświatę, doprowadziłaby do likwidacji naszej małej szkoły w Zaświatychczach albo w Dołhobrodach. Bo wolałaby mieć jedną dużą szkołę i dowozić do niej dzieci. A my tego absolutnie nie chcemy. Stąd tak liczna nasza obecność na Radzie Gminy - mówi pani Agnieszka, mama trójki dzieci.

Rodzice przyznają, że znają argumenty nauczycieli z Hanny. - Chcą więcej zarabiać i chcą podlegać Karcie Nauczyciela. Ale czy to byłoby sprawiedliwe, że pedagodzy z jednej szkoły mieliby udogodnienia związane z Kartą, a pozostali - ze szkół stowarzyszeniowych - musieliby radzić sobie za kwotę zbliżoną do najniższej krajowej i ich Karta Nauczyciela by nie obowiązywała? Nie możemy pozwolić na takie nieuczciwe podziały wśród nauczycieli - mówi nam jeden z radnych (prosząc o niepodawanie nazwiska).

W głosach mieszkańców pojawia się jeszcze jeden argument - że jak samorząd przejmie szkołę w Hannie i zacznie do niej dokładać, to zabraknie pieniędzy na inne cele. - Na przykład u mnie w sołectwie czekamy na remont drogi. I boimy się, że jak będą zmiany w oświacie, to odbije się to na inwestycjach. Bo po prostu zabraknie na nie pieniędzy - mówi pan Jan.

Czy przejęcie szkoły przez samorząd to sprawa prosta?

Szkołę prowadzi jedna z fundacji z Lublina. Jak przyznał w rozmowie z nami prezes fundacji, Marek Czernecki, by umowę rozwiązać, fundacja musiałaby sie dopuścić rażących uchybień. Radni, opowiadający się za przejęciem szkoły przez gminę, naruszenia znaleźli, m.in. że nie ma remontów i że fundacja nie kupuje np. nowych piłek na lekcje WF. - Nie mam wątpliwości, że w tej chwili jest to szukanie dziury w całym tylko po to, by szkoła wróciła do samorządu i by wróciła Karta Nauczyciela. Tu nie chodzi o dobro dzieciaków czy zachowanie struktury szkolnej na terenie gminy. Tu po prostu chodzi o to, by pewna grupa nauczycieli mogła lepiej zarabiać - mówi Czernecki.

Ostatecznie, Rada Gminy nie przegłosowała zmian w sieci szkół i przejęcia szkoły w Hannie przez samorząd. - Będziemy to musieli zrobić, ale dopiero do 2022 roku. I nie ma się co spieszyć. Bo to będą same problemy, zwłaszcza finansowe - słyszymy od urzędników.

Była minister pisze o szkołach w Hannie

Po ukazaniu się naszego tekstu, na Twitterze była minister edukacji, Joanna Kluzik-Rostkowska napisała: "Gdyby swego czasu wójt gminy Hanna nie przekazała szkół stowarzyszeniu 37 nauczycieli z 55 zatrudnionych straciłoby pracę".

*Imiona rodziców, na ich prośbę, zostały zmienione.

Zobacz także WIDEO: Szumilas o podstawie programowej dla szkół: 51 razy wymieniony "szacunek", a "opór" tylko w przypadku prądu 

DOSTĘP PREMIUM