Trump jak Kaczyński? Schnepf: Wojna z głównymi mediami ma pokazać, że elity są złe

Prezydent Trump nie ukrywa, że prowadzi wojnę z głównymi mediami. Ostatnio wyprosił z briefingu dziennikarzy z telewizji CNN, gazet The New York Times, The Washington Post i The Los Angeles Times. - To głęboko przemyślana kampania i niebezpieczna strategia - uważa Ryszard Schnepf, były ambasador RP w USA.

W zeszłym tygodniu Biały Dom wykluczył niektóre media z nieformalnego briefingu sekretarza prasowego Seana Spicera. Wśród wykluczonych znaleźli się dziennikarze m. in. telewizji CNN, dzienników New York Times i Los Angeles Times oraz serwisów internetowych Politico i BuzzFeed.

Agencja Reuters podkreśla, że na cenzurowanym znalazły się liberalne media, które Biały Dom i prezydent Donald Trump otwarcie w przeszłości krytykowali zarzucając im m. in. "nieuczciwość".

- To już jest wojna z tymi głównymi mediami. To jest kilkanaście najważniejszych gazet i stacji telewizyjnych - mówił w Poranku Radia TOK FM Ryszard Schnepf.

To jest kampania, która jest głęboko przemyślana

- Ja trochę się dziwię temu, ale stratedzy, tutaj rola Steve'a Bannona jest zasadnicza, zapewne przekalkulowali, że to obywatele, gdzieś tam na środkowym zachodzie (Stanów) nie słuchają - są lokalne stacje, które nadają przekaz - że ta wojna może się prezydentowi opłacać, i pokazać, że media kłamią, są mu niechętne. Atakują jego małżonkę. Stworzyć takie wrażenie, że jest część społeczeństwa, która zrobi wszystko, aby najpierw zdyskredytować prezydenta, a później odebrać mu władzę. To jest kampania, która jest głęboko przemyślana. I jest niebezpieczna - mówił w Poranku Radia TOK FM były ambasador RP w USA.

Zdaniem Schnepfa, konflikt to nieodłączny element polityki prezydenta USA.

- Trump żywi się konfliktem, to jest w jego stylistyce, utrzymywanie i podgrzewanie atmosfery, wyciąganie rzeczy mało istotnych, na których skupia się uwaga społeczna, np. krawat, który tak naprawdę dla polityki nie ma znaczenia, ale ma pokazać, że oto elity są obecne wszędzie i te elity są złe - ocenił Ryszard Schnepf.

Protesty w obronie mediów w Polsce 

W Polsce w połowie grudnia wybuchły protesty wywołane ograniczeniem dostępu mediów do Sejmu. PiS chciał ograniczyć liczbę korespondentów, posiedzenia i obrady dziennikarze mieli oglądać z Centrum Medialnego, które utworzono w innym budynku. Jak napisano w informatorze kancelarii Sejmu, do rozmów miała być przeznaczona ''sala wywiadów'', a filmowanie i robienie zdjęć z galerii sejmowej czy rejestrowanie posiedzeń komisji miały być zakazane.

Po fali protestów i okupacji mównicy sejmowej przez opozycję, PiS wycofał się z części pomysłów.

Sam Jarosław Kaczyński nie ukrywa, że zależy mu na reformie mediów. Na początku roku mówił na spotkaniu w Katowicach, że "równowaga społeczna musi być przywrócona, tyczy się to również mediów”. Z kolei w Łodzi mówi o "dążeniu do prawdy": potrzebna jest reforma mediów, chcemy aby dążyli oni do prawdy, a nie opowiadali się za jedną stroną.

DOSTĘP PREMIUM