"Krzyż może wisieć w pomieszczeniach szkolnych. A 'może' to wcale nie znaczy 'musi'"

Grażyna Juszczyk, która uczy matematyki w Krapkowicach, wygrała prawomocnie proces o dyskryminacje na tle światopoglądowym. Po tym, jak zdjęła krzyż w pokoju nauczycielskim, bo jest ateistką i jej przeszkadzał, spotkał ją ostracyzm ze strony innych nauczycieli, czuła się napiętnowana. Dziś mówi nam o tym, czym był dla niej ten proces.

Dlatego pani Grażyna poszła do sądu. I wygrała. Dziś nauczycielka z Zespołu Szkół w Krapkowicach opowiada o tym, czym był dla niej ten proces, ale też o konformizmie, który może być niebezpieczny.

TOK FM: Pani Grażyno, sąd nie zajmował się tym, czy pani powinna była ten krzyż zdejmować czy też nie. Chodziło o coś zupełnie innego - o to, co spotkało panią już po zdjęciu krzyża. Chodziło o ostracyzm ze strony kadry pedagogicznej, o zachowania dyskryminacyjne, napiętnowanie.

Grażyna Juszczyk, nauczycielka matematyki w Zespole Szkół w Krapkowicach: Tak i sąd uznał, że bez względu na to, jakie ktoś ma poglądy, nikt nie powinien być obrażany, oczerniany i dyskryminowany, nawet jeśli jest mniejszością. W naszej rozmowie chciałabym bardzo podziękować organizacjom, które mnie wspierały, czyli Fundacji "Wolność od religii" z Lublina i Polskiemu Towarzystwu Prawa Antydyskryminacyjnego z Warszawy. To są organizacje, bez których nie poradziłabym sobie. Fundacja "Wolność od religii" upomina się o respektowanie praw osób bezwyznaniowych i walczy o świecką Polskę. Natomiast Towarzystwo pomaga ludziom, dotkniętym dyskryminacją z różnych powodów.

Miała pani pełnomocnika właśnie z Towarzystwa Antydyskryminacyjnego.

Tak, i zawdzięczam to Radiu TOK FM, bo Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego samo mnie znalazło po audycji z moim udziałem - znalazło mnie, bo chciało mi pomóc.

Pani Grażyno, pamiętam naszą pierwszą rozmowę, już długi czas temu. Powiedziała mi pani wtedy, że była pani u prawnika w Opolu i ten człowiek odmówił pani pomocy.

Tak, prawnik wtedy mi powiedział, że ta sprawa jest do wygrania, ale w Strasburgu. Na pewno nie w Polsce, a już w każdym razie nie w tak małym ośrodku jak Opole. I dlatego uważam, że bez pomocy tych dwóch organizacji bym sobie nie poradziła.

Miała pani taki moment przez te wszystkie miesiące, gdy zastanawiała się pani nad tym "po co mi to wszystko było"?

Oczywiście, bywały takie chwile. Ale ja stanęłam w obronie praw nie tylko swoich, ale w ogóle wszystkich ludzi, którzy deklarują się jako osoby bezwyznaniowe, bo została obrażona moja duma, mój honor. A to chyba nie jest mniej ważne niż obrona uczuć religijnych, ponieważ honor człowieka jest czymś, co należy się każdemu bez względu na wyznawany światopogląd. A u nas jakoś tak się wydaje, że moralności należy szukać tylko w kościele, i to najpewniej w kościele katolickim.

U pani w szkole kadra pedagogiczna uznała, że w takiej sprawie jak sprawa krzyża można zrobić głosowanie: czy powinien wisieć czy też nie. Czyli mówiąc inaczej, uznano, że w głosowaniu można rozstrzygnąć kwestie światopoglądowe. Jak do kwestii praw mniejszości i większości odniósł się sąd?

Uznał, że należy się liczyć z prawami mniejszości właśnie. Jak ksiądz w szkole pytał wszystkich, czy będzie im przeszkadzało gdy powiesi krzyż, ale z tym pytaniem zwracał się tylko do katolików - to to było niewłaściwe. Bo przede wszystkim powinien zwrócić się z tym pytaniem do osób, którym ten krzyż ewentualnie może przeszkadzać. Wiadomo było, że ja mam inny światopogląd, ale do mnie się nikt z takim pytaniem nie zwrócił, bo uznano, że to większość ma decydować. Ja tu może powiem, na jakiej podstawie ten krzyż wisi w szkole. Chodzi o rozporządzenie z 1992 roku, które wprowadzało religię do szkół. I tam jest taki zapis, że krzyż może wisieć w pomieszczeniach szkolnych. A "może" to wcale nie znaczy "musi", a nawet nie znaczy "powinien wisieć". Może, ale gdy nikt się temu nie sprzeciwia.

Pani Grażyno, idąc do sądu miała pani odwagę, by walczyć ze swoją szkołą, w której wciąż pani pracuje - walczyć o co?

O prawo, po prostu o respektowanie prawa.

No właśnie, i teraz, już po tym prawomocnym wyroku, w szkole spotkała się pani z oznakami szyderstwa, czy raczej z aprobatą i zrozumieniem?

Spotkałam się z absolutnym milczeniem na ten temat. Nikt ze mną o tym nie rozmawia. Wszyscy mnie unikają, jeśli tylko podejrzewają, że mogę poruszyć tą kwestię. Ja myślę, że nauczyciele z mojej szkoły nie rozumieli prawa, nie zastanawiali się nad tym nigdy. Ponieważ dyrektorka narzuciła określony sposób interpretowania prawa, to każdy był przekonany, że dyrektorka jako osoba ważniejsza, mądrzejsza na przykład ode mnie  - ma rację. I dlatego nikt nie przypuszczał nawet, że ja to mogę wygrać. Właściwie do końca ani dyrektor, ani nikt z tamtej strony nie sądził, że wyrok może być dla mnie korzystny.

Pani Grażyno, Krapkowice są małą miejscowością. Gdy odwiedza pani w tej chwili sklepy, restauracje, inne miejsca publiczne, jakie odbywa pani  rozmowy z ludźmi?

Bardzo wiele osób mnie zaczepia. Wcześniej nie było to aż tak oczywiste. A w tej chwili mi gratulują, wyrażają poparcie, dziękują mi za to, że w ogóle wywołałam ten temat, poruszyłam ten problem. Bo to jest problem, który jest bardzo poważny i który się u nas pogłębia, rozwija.

Czego nauczyła panią ta sprawa?

Nauczyła mnie tego, że warto walczyć o swoje. Jeśli człowiek jest przekonany do swoich racji, to nie należy rezygnować z tej walki. I trzeba do końca wierzyć, że się uda.

W przestrzeni publicznej w naszym kraju krzyży jest bardzo dużo. Jak pani odwiedza takie miejsca, jakie ma pani myśli?

Oczywiście, zgodnie z polskim prawem symbole religijne nie mają prawa wisieć w przestrzeni publicznej. Natomiast uznaje się, że krzyż nie jest symbolem religijnym. Często słyszę, że jest to symbol kultury chrześcijańskiej czy nawet polskiej państwowości - a ja się z tym nie zgadzam. Dla mnie to symbol religijny. I bardzo oburza mnie, gdy ludzie mówią mi, że prawdziwemu ateiście krzyż nie powinien przeszkadzać. Ja wtedy odpowiadam, że nie aspiruję do tytułu wzorowego ateisty. Jeśli ktoś tak sobie definiuje ateistę - to jego sprawa. Nikt nie ma prawa mi narzucać, jakie uczucia ma wzbudzać we mnie dany symbol. I nie chcę, aby ktoś odmawiał mi prawa do tego, że może mi przeszkadzać krzyż.

To ważne słowa, bo wiele osób mówiło, że to była niepotrzebna awantura, że krzyż mógł sobie po prostu wisieć, nie trzeba go było ściągać. Że można było przymknąć oko i udawać, że go nie ma.

Awanturę wzbudzają nie te osoby, które zdejmują krzyż, tylko te, które go wieszają. Bo przecież to powieszenie krzyża stwarza jakiś konflikt, a nie jego zdjęcie. Zdjęcie krzyża - to jest już konsekwencja. Najłatwiej jest powiesić krzyż, a potem mówić, że się go broni. Przecież to ja się broniłam przed narzucaniem mi krzyża. Dla mnie, to jest ewidentne odwrócenie pojęć.

Ale mogła pani przymknąć oko, tak jak pewnie robi wiele osób, które wolą się w jakimś sensie dostosować do sytuacji.

Uważam, że bycie konformistą na dłuższą metę stwarza zagrożenia dla naszego państwa. Krok po kroku stajemy się państwem wyznaniowym. A ja chcę, by w Polsce każdy miał prawo do wyznawania takiej religii, jaką chce wyznawać. I żeby osoby, które nie chcą wyznawać żadnej religii, również miały do tego prawo. I chyba tylko w takim państwie możemy się wszyscy czuć bezpiecznie.

Jest pani osobą, która wróciła do pracy, uczy pani matematyki w szkole w Krapkowicach, cały czas tej samej szkole. Jakie sygnały ze strony uczniów pani w ostatnim czasie odbiera?

Uczniowie są całym sercem po mojej stronie. Oczywiście, nie dzieci z klas młodszych, ale uczniowie z gimnazjum otwarcie mi to okazują. Słyszę w tej chwili same miłe głosy, takie słowa jak "gratuluję", "podziwiam". Ale oprócz wyrazów poparcia ze strony uczniów, czy ze strony internautów dostaję też  tradycyjne listy, wysłane do mnie pocztą. One są dla mnie szczególnie wzruszające, bo piszą to osoby dojrzalsze, starsze, często na emeryturze i te listy są dla mnie bardzo ważne. Cieszę się, że moja postawa daje wsparcie również tym ludziom.

To już na koniec, jak pani ocenia ten wyrok w takich szerszych kategoriach?

Uważam, że tak naprawdę odpowiedzialność za to, co mi się przydarzyło, ponosi nasze państwo. Bo to państwo stworzyło takie warunki, że w tej chwili zachowania związane z fanatyzmem religijnym są czymś normalnym, że ludzie nie wstydzą się okazywać takiego fanatyzmu jaki na przykład okazywali broniąc krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Takie zachowania nie tylko są tolerowane, ale też akceptowane i z całą powagą respektowane. A to budzi mój niepokój, bo to sprawia, że te osoby czują się rozzuchwalone. Mamy choćby w tej chwili sprawę spektaklu w Warszawie, gdzie niektórzy walczą o to, by sztuka nie była wystawiana. A przecież jak ktoś nie chce pójść do teatru, to może po prostu tam nie iść. W mojej ocenie, środowiska związane z tym fanatyzmem religijnym uważają, że dziś mają większe prawa, że to z nimi przede wszystkim trzeba się liczyć. A ja uważam, że oni jednak stanowią mniejszość. Bo większość ludzi jest racjonalna, również w Kościele katolickim. Tylko ta racjonalna większość niestety, ale przy okazji jest konformistyczna. Nie uświadamia sobie, że stanie z boku i brak reakcji - to jest po prostu niebezpieczne.

 

DOSTĘP PREMIUM