Rzeczniczka myśliwych: My dokarmiamy zwierzęta. Szczuka: Bo nie mielibyście do czego strzelać

Dwa zupełnie różne głosy na temat prawa łowieckiego i ochrony zwierząt w Polsce w audycji "A teraz na poważnie" w Radiu TOK FM. W roli obrończyni zwierząt wystąpiła Kazimiera Szczuka, a interes myśliwych reprezentowała Diana Piotrowska, rzeczniczka Polskiego Związku Łowieckiego. Momentami dyskusja była naprawdę gorąca.

W audycji "A teraz na poważnie" goście i prowadzący Mikołaj Lizut, rozmawiali o tym, jak wygląda myślistwo w Polsce. Kazimiera Szczuka zarzuciła rzeczniczce Polskiego Związku Łowieckiego (PZŁ), że myśliwi strzelają do psów i innych zwierząt, które nie są gatunkami łownymi. Feministka zwróciła też uwagę na zupełną bezkarność myśliwych. Nawet w skrajnych przypadkach, jak nieumyślne zabicie postronnej osoby w trakcie polowania, nie ponoszą oni poważnych konsekwencji. Jak argumentowała, dzieje się tak, bo jedynymi świadkami są sami myśliwi.   

Zobacz też: Wajrak: Nowe prawo łowieckie to ''broń atomowa'' w rękach myśliwych. Będą mogli wygonić każdego z lasu

Myśliwi strzelają do psów. I nic im nie można zrobić

 

- W Polsce jest zakaz strzelania do psów. Ale w Polsce nie ma żadnego sposobu wyegzekwowania kary za zabicie psa przez myśliwego. Każdy wypadek na polowaniu, na trzeźwo, czy po pijaku, jest nie do udowodnienia przed sądem, bo świadkami są myśliwi. Oni powiedzą, że to był przypadek, wypadek, a sąd orzeknie, że to mała szkodliwość społeczna. Nawet jak zabiją człowieka, krowę w ciąży, konia... Zabijają się nawzajem - wyliczała Szczuka.

Diana Piotrowska odbiła piłeczkę. - Pani mówi w tym momencie, że problem jest w sądownictwie w Polsce, a reszta to patologia. W Polsce mamy 123 tysiące myśliwych, a w każdym środowisku są patologie i są osoby, które działają niezgodnie z prawem - podkreśliła rzeczniczka myśliwych, która jak przyznał, sama od lat poluje.  

- Zapytam tak naiwnie: czy państwo musicie to robić, polować? - wtrącił prowadzący Mikołaj Lizut.

- Gdyby tu była jakakolwiek równowaga między myśliwym, a zwierzyną, jakakolwiek. Stoi pani na ambonie i wykonuje egzekucję - mówiła Szczuka.

- Pani tak mówi, bo pani nie ma pojęcia, jak wygląda polowanie. Zresztą najczęściej oceniają to osoby, które nie mają o tym pojęcia, albo mówią, że mają myśliwych w rodzinie - ripostowała Piotrowska.  

- Ale po co, to robić? - powtórzył Lizut.

Zwierzęta się wykrwawiają, a myśliwi mówią o "farbie"

- Ale są byli myśliwi, szpiedzy, ekolodzy, którzy to filmują. Gdyby było tak, jak pani to opowiada, że wszystko się odbywa, jak w XIX wieku, już nie mówię, jak w średniowieczu... To byłaby jakaś równowaga. A tak, postrzelone zwierzęta idą gdzieś i konają w krzakach - opowiadała feministka. 

- I jeszcze nazywają to państwo farbą. To jest koszmarny eufemizm. Dlaczego nie mówicie o krwi? - znów wtrącił prowadzący.

- I dlatego broń używana przez myśliwych jest coraz bardziej doskonała. W ustawie o ochronie zwierząt mówi się o uśmiercaniu najszybszym i humanitarnym - próbowała odpierać zarzuty rzeczniczka Polskiego Związku Łowieckiego. Piotrowska przekonywał, że myśliwi współcześnie odchodzą od takich określenia, jak farba, czy pozyskanie.

- My w tym momencie jesteśmy dużo bardziej świadomi, jak postrzega nas społeczeństwo. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: tak my zabijamy i nie uciekamy od kwestii dlaczego zabijamy. A to nigdy nie dzieje się bez emocji. Kiedyś powiedziałam, że jak przestanę czuć emocję przy wykonywaniu polowania, to przestanę być myśliwym. To będzie oznaczało, że straciłam empatię i kontakt z przyrodą - tłumaczyła  Piotrowska.

- Zabieracie na to dzieci, na ten przedziwny rytuał (pokot). Czego one się uczą?- dopytywał Mikołaj Lizut.

Polowanie w Giżycku na mazurachPolowanie w Giżycku na mazurach DOMINIK SADOWSKI

- Polowanie należy rozumieć, jako racjonalne gospodarowanie, jako utrzymywanie populacji w pewnej kondycji. To nie jest tak, że populacja im jest większa, tym lepiej. Im większa populacja, tym gorsza kondycja osobników, tym większe problemy z pasożytami i rozprzestrzenianiem się chorób - mówiła rzeczniczka PZŁ.

Dokarmiacie zwierzęta po to, żeby do nich strzelać

Kolejnym argumentem w obronie myśliwych, po który sięgnęła Diana Piotrowska, był fakt, że myśliwi dokarmiają zwierzęta, m.in. po to, by te nie wyrządzały szkód na polach. To tylko podniosło temperaturę sporu.

- Dokarmiacie zwierzęta po to, żeby do nich strzelać. To jest koło zamachowe - mówił prowadzący. Wtórowała mu Szczuka: - A one się rozmnażają, bo są dokarmiane. Gdyby nie było dokarmiania, populacja by się zmniejszyła. Nie rodziłoby się tyle dzików, żeby mogły pustoszyć pola. Ta populacja by się wyregulowała.

- Polowanie nie jest sportem i rozrywką. To ciężki obowiązek. Poza tym, że wykonuję polowanie, zakładam remizy śródpolne, gdzie np. kuropatwy, mogą znaleźć schronienie w łanach pól. Kiedy dwa lata temu była klęska suszy, a ekolodzy siedzieli za komputerami, my woziliśmy wodę i robiliśmy sztuczne bagniska - próbowała bronić myśliwych rzeczniczka zawiązku łowieckiego.

- No pewnie, bo strzelacie do tych kuropatw. Jakby wam wyzdychały, to nie mielibyście do czego strzelać - ripostowała Kazimiera Szczuka.

Rządowy projekt nowelizacji ustawy Prawo łowieckie zakłada wzmocnienie nadzoru ministra środowiska nad Polskim Związkiem Łowieckim. Ustawa ma też służyć wykonaniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 10 lipca 2014 r. TK orzekł, że Prawo łowieckie w niewystarczający sposób uwzględnia prawa właścicieli nieruchomości przy tworzeniu obwodów łowieckich. Właściciele gruntów (rolnicy) nie musieli być np. pytani o zgodę przy włączaniu ich nieruchomości do obwodu łowieckiego.

Dzisiaj Jarosław Kaczyński zapowiedział, że w projekcie ustawy łowieckiej "będą daleko idące zmiany".

DOSTĘP PREMIUM