Braun o rezygnacji prezes Polskiego Radia: Ktoś mógł liczyć na to stanowisko i pobiegł z interwencją do Kaczyńskiego

- Prezesem Polskiego Radia nie powinna być osoba, która działa w oparciu o emocje - mówi reporterowi TOK FM członek Rady Mediów Narodowych, Juliusz Braun. Do rady wpłynęło pismo od związkowców z Solidarności, którzy informują, że prezes Barbara Stanisławczyk-Żyła miała mówić w nieformalnych rozmowach, że jest w stanie "wziąć na swoje barki ciężar kierowania PR mimo wszystko, mimo zapowiedzi odejścia".

Stanisławczyk została wybrana na stanowisko w połowie lutego. W konkursie pokonała czterech kontrkandydatów. Dzień po powołaniu złożyła rezygnację, ale nie chciała podawać szczegółowych powodów odejścia.

Zgodnie z pismem, Stanisławczyk będzie pełniła swoją funkcję do końca marca. Na 9 marca zaplanowano posiedzenie Rady Mediów Narodowych, na którym ma zostać wybrany jej następca.

Roch Kowalski, TOK FM: Związkowcy z Polskiego Radia piszą do Rady Mediów Narodowych, że prezes Barbara Stanisławczyk miała wyrazić chęć pozostania na stanowisku prezesa Polskiego Radia. Jaki jest Pański stosunek do takiej rzekomej deklaracji prezes Stanisławczyk?

Juliusz Braun: Sytuacja jest bardzo dziwna. Przede wszystkim nie wszyscy związkowcy, a związek zawodowy Solidarność, który jest jednym z wielu związków działających w radiu. Z pozostałymi, przynajmniej niektórymi związkami, pani prezes była w konflikcie i wyrzucała ich prezesów, więc to nie jest tak, że związkowcy jej bronią. Jeśli pani prezes chce rozmawiać z Radą Mediów Narodowych, to niech nie wysyła związkowców, żeby badali sprawę, tylko niech z otwartą przyłbicą powie, że źle się czuła tego dnia, kiedy pisała rezygnację. Rezygnacja została złożona i z mocy prawa obowiązuje - nikt jej nie musi przyjmować lub nie przyjmować. Sytuacja na dziś jest taka: 31 marca jest ostatnim dniem pracy pani Stanisławczyk w radiu. Takie złożyła oświadczenie i ono jest wiążące. Nie wyobrażam sobie, żeby tego rodzaju podchody mogły być poważnie potraktowane.

A jak taka sytuacja wpływa na działalność Polskiego Radia i na jego pracowników?

Widzę to jako element ogólnej polityki rozwibrowania. Wszystko się wprawia w stan nerwowej wibracji - wojsko, policję, media - bo wtedy łatwiej rządzić. Polskie Radio jest już w stanie kompletnej wibracji. Najpierw wszyscy jakoś przyjęli do wiadomości, że jest pani prezes. Moim zdaniem nie była to dobra decyzja, ale jakaś była. Po paru dniach dowiedzieli się, znaczna część z ulgą, że jednak nie będzie prezesem. Potem zaczęły się plotki, że jednak pani prezes by chciała wrócić. To też ją dyskwalifikuje jako menadżera poważnej firmy. Polskie Radio to firma, obracająca setkami milionów złotych, zatrudniająca setki ludzi. Prezes nie może działać w oparciu o emocje, ból głowy wieczorem.

Do 7 marca członkowie Rady Mediów Narodowych mają zgłosić swoich kandydatów na Prezesa Polskiego Radia. Wydaje się Panu, że któryś z członków rady mógłby ponownie zgłosić prezes Stanisławczyk?

Mnie już nic nie zaskoczy w tej radzie, więc nie powiem, że to niemożliwe, natomiast wydawałoby mi się to bardzo dziwne. Żeby prezes mogła wystartować ponownie, musiałaby ponownie złożyć oświadczenie o chęci ubiegania się o to stanowisko. Stanisławczyk już raz takie oświadczenie składała przed miesiącem, więc trudno byłoby kolejne oświadczenie traktować poważnie. Myślę, że w takiej sytuacji prawnicy od kodeksu spółek mieliby parę ciekawych casusów do publikacji naukowych.

Rozumiem, że żadna deklaracja do Rady Mediów Narodowych - ustna lub pisemna - od prezes Stanisławczyk nie wpłynęła?

Nie padła żadna, poza stwierdzeniem związkowców, że oni rozmawiali z panią prezes i myślą, że ona by się zgodziła. Taki tryb wyrażania woli w ważnych sprawach do tej pory był nieznany.

W mediach pojawiało się dużo spekulacji dotyczących powodów rezygnacji prezes Stanisławczyk. Mówiło się, że było to wyrażenie aktu niezadowolenia ze sposobu, w jaki została wybrana, z zarządu, jaki został powołany. Jak słuchacze Polskiego Radia lub osoby zainteresowane mediami publicznymi mają interpretować zachowanie prezes Stanisławczyk?

To jest raczej pytanie do psychologa, żeby nie mówić ostrzej. Pani Stanisławczyk przyjęła decyzję, kto jest członkiem zarządu. Nie tylko przyjęła ją w momencie ogłaszania decyzji, ale następnego dnia przedstawiała go w radiu, udzieliła dużego wywiadu dotyczącego ich współpracy. Przez cały dzień wszystko było w porządku. W tym liście związkowców są takie niejasności, sugestie. Mogę się z nich domyślać, że związkowcy sygnalizują, że ktoś wywierał nacisk na panią prezes i ona w nerwach się zgodziła, a potem wycofała.

Wierzy pan, że były jakieś polityczne naciski? O tym też się mówiło zaraz po rezygnacji, że być może była to piętrowa konstrukcja polityczna, żeby prezes jednocześnie została i nie została wybrana.

Mnie się to wydawało w miarę prawdopodobne, że zrezygnowała w wyniku nacisków, że ktoś, kto liczył na to stanowisko, nagle zobaczył, że go nie ma i pobiegł do prezesa Kaczyńskiego z interwencją. Nie dziwiłbym się, gdyby tak było, bo to zostało przećwiczone w drugą stronę, ale mechanizm był podobny w przypadku Jacka Kurskiego. Niewątpliwie, pani prezes udowodniła, że kieruje się emocjami, niezależnie od wszystkiego. Jeśli w wyniku nacisku zrezygnowała, to powinna zacisnąć zęby i wytrwać w tej decyzji. Pewne deklaracje się składa i one są nieodwołalne. Nie można następnego dnia powiedzieć, że się rozmyśliłam. To jest pewna ocena zdolności kierowniczych. Menadżer w wielkiej spółce, który w dodatku przy dwuosobowym zarządzie, kiedy głos prezesa jest decydujący, to jest jednoosobowa odpowiedzialność, nie może być tak rozchwiany emocjonalnie.

Czy zna pan już nazwiska kandydatów, którzy wezmą udział w wyborze prezesa Polskiego Radia 9 marca?

Członkowie mają prawo zgłosić swoich kandydatów. Do tej pory żadne zgłoszenie nie zostało złożone. Zwyczaj jest taki, że zgłasza się w ostatniej chwili, czy 7 marca. Należałoby się jednak zastanowić nad tym, czy osoby, które nie zostały wybrane w konkursie, mogą automatycznie kandydować. Oni złożyli deklarację woli, zostali poddani przesłuchaniom i według mnie nie ma przeszkód, żeby byli w puli, z której można korzystać. 

Pan zgłosi swojego kandydata?

Jeszcze rozmawiam. To jest taka beznadziejna misja. Jeżeli kogoś zgłoszę, to żeby pokazywać, że są inni kandydaci, że to nie jest tak, że tylko Polska Prawa i Sprawiedliwości ma swoich kandydatów. Jeżeli ktoś się zdecyduje na taką właśnie misję, z niewielką szansą powodzenia, to myślę, że będę kogoś zgłaszał w przyszłym tygodniu.

DOSTĘP PREMIUM