Strajk rodziców. "To nie są wagary. Walczymy, by wysłuchano naszego głosu"

- Będziemy protestować do skutku, co miesiąc. To forma dostępna dla każdego rodzica i ucznia w Polsce - mówi współorganizatorka strajku rodziców Dorota Łoboda. Protestujący rodzice nie posłali dziś dzieci do szkoły.

Córki Doroty Łobody, razem z kolegami i koleżankami,  zamiast w lekcjach będą uczestniczyć z wykładzie na temat tego, " po co tak naprawdę uczymy się historii".

- To moja odpowiedź na zarzut, że nasz protest to wagary. To nie są wagary. To świadoma decyzja. My nie wikłamy naszych dzieci w politykę, bo już znalazły się w centrum takiego sporu. Bo reforma edukacji ma wyłącznie cel politycznie. Ktoś nasze dzieci w tę grę wciągnął. A my mówimy stop - nie zgadzamy się - mówiła współorganizatorka strajku rodziców w "Poranku Radia TOK FM".

Z rodzicami nikt nie rozmawiał

Akcję organizuje ruch Rodzice przeciwko reformie edukacji. Strajk ma odbywać się co miesiąc.

- Walczymy o to, żeby nasz głos wreszcie został wysłuchany. Z rodzicami nie odbyły się żadne konsultacje. Będziemy protestować do skutku - zapowiedziała Dorota Łoboda.

Według niej, reforma firmowana przez min. Annę Zalewską "jest nieprzygotowana, szkodzi dzieciom, jest uwarunkowana wyłącznie kalendarzem wyborczym". - Nie zgadzam się na niszczenie polskiej edukacji.

Jak stwierdziła Łaboda, jej pomysł na spędzenie piątku z córkami, to także odpowiedź na wypowiedź szefowej MEN. - Anna Zalewska mówiła przecież, że braki w wykształceniu, które wynikają ze zmiany podstawy programowej w środku cyklu edukacyjnego, nasze dzieci mają nadrobić w życiu pozaszkolnym. Ja więc korzystam z tej rady. - mówiła w TOK FM.

"Szkoła ma wychować elektorat PiS" - profesor z KUL mocno uderza w reformę min. Zalewskiej CZYTAJ WIĘCEJ>>>

DOSTĘP PREMIUM