Kurator swoje, a wójt swoje. Czyli bój o szkoły w gminie bez szkół samorządowych

Hanna na Lubelszczyźnie to pierwsza gmina w Polsce, w której samorząd zrezygnował z prowadzenia wszystkich szkół. Zostały przejęte przez fundacje i stowarzyszenia. Dzięki temu, jak zapewnia pani wójt, możliwe jest utrzymanie małych szkół w kilku miejscowościach. Ale część radnych chce, by przy okazji reformy edukacji, gmina przejęła jedną ze szkół podstawowych i gimnazjum. A jako, że mają w radzie gminy większość, przegłosowali odpowiednią uchwałę. Wbrew woli wójta i dużej grupy mieszkańców.

Zdaniem lubelskiej kurator oświaty, Teresy Misiuk, problemu w gminie Hanna już nie ma, bo jest podjęta uchwała w sprawie przejęcia szkoły przez samorząd. Pani kurator poinformowała o tym na konferencji prasowej. – Podjęto decyzję o tym, aby szkołę przekazaną stowarzyszeniu przejąć z powrotem do prowadzenia przez gminę – mówi Misiuk.

Czy rzeczywiście problemu już nie ma?

Okazuje się, że nie do końca. Wójt Hanny, Grażyna Kowalik – jest wójtem już kolejną kadencję; nie ma jednak większości w radzie gminy. Na nadzwyczajnej sesji, na której byliśmy, miała być głosowana uchwała o przejęciu podstawówki i gimnazjum. W sali pojawił się jednak tłum przeciwnych tej zmianie mieszkańców. W efekcie, do głosowania nie doszło. Ale odbyła się kolejna sesja, już nie nadzwyczajna, a na niej uchwałę dość nieoczekiwanie wprowadzono do porządku obrad i podjęto. Zrobiła to większość, w skład której wchodzą radni – pośrednio czy bezpośrednio – związani z przejmowaną szkołą.

Co teraz? "Uchwała jest nieważna" - mówi nam wójt

Wójt Grażyna Kowalik ma opinię prawną, z której wynika, że uchwała ma wady prawne. Chodzi o to, że gmina nie może tak po prostu przejąć przekazanej stowarzyszeniu szkoły. By mogło do tego dojść, stowarzyszenie czy fundacja musiałaby w sposób rażący naruszyć zawartą z gminą umowę. - Ustawa o systemie oświaty mówi o tym wprost - mówi wójt.

Jej zdaniem, fundacja dobrze wywiązywała się z umowy i do żadnego złamania prawa nie doszło. - Uchwałodawcy nie wykazali, że fundacja złamała prawo - dodaje Kowalik. Jak mówi, apelowała do radnych, by uchwały nie podejmowali, bo jest wadliwa prawnie.  - Nie chcieli słuchać.

Wójt nie kryje – przejęcie szkoły to nic dobrego

W efekcie podjęto decyzję, że gmina ma przejąć podstawówkę i gimnazjum w Hannie. Wójt nie kryje, że to nie oznacza niczego dobrego. - Na sesji 28 marca chcemy, by ta uchwała została przez radnych unieważniona - mówi Kowalik. Odpowiednie uprawnienia ma też wojewoda, też może uchwałę unieważnić. - Ale szanse na to są chyba małe, bo wojewoda jest z nadania PiS, a ci nasi radni, którzy głosowali „za” też taką opcję reprezentują - mówi nam jeden z mieszkańców.

W Hannie trwa już zbieranie podpisów przeciwko decyzji o przejęciu szkoły. - To jest oburzające, że grupa radnych chce odwrócić wszystko do góry nogami. Mimo, że to naprawdę dobrze działa - mówi jeden z mieszkańców.

Dlaczego mieszkańcy i część radnych tak walczą o szkoły stowarzyszeniowe?

Po pierwsze dlatego, że dzięki temu utrzymane zostaną małe placówki w małych miejscowościach, choćby w Holeszowie. Szkoły, w których jest zaledwie kilkudziesięciu uczniów. - Nie chcemy zmian. Przecież teraz dzieci mają szkoły niemal obok domu. Klasy są malutkie, nauczyciele bardzo dobrze znają dzieci - mówi pani Ewa*. Rodzice boją się, że jeśli samorząd przejmie podstawówkę i gimnazjum w Hannie, to reszta placówek zostanie zlikwidowana, a dzieci będą dowożone. Bo to się będzie gminie bardziej opłacać.

Po drugie, mieszkańcy boją się, że gdy samorząd przejmie szkołę, to trzeba będzie do niej dokładać, bo sama subwencja nie wystarczy. A by do szkoły dołożyć, ktoś inny straci. - I skończy się tym, że zabraknie pieniędzy na inne cele, choćby na drogi - mówi pan Wojciech*.

Po trzecie, rodzice przyznają, że znają argumenty nauczycieli, którzy chcą więcej zarabiać. - Dziś, jak pracują w szkole prowadzonej przez stowarzyszenie czy fundację, nie obowiązuje ich Karta Nauczyciela, czyli płatne ferie czy 2 miesiące wakacji. A jak będą w szkole zarządzanej przez samorząd, Karta Nauczyciela będzie obowiązywać - mówi pani Agnieszka*. Ale zaraz dodaje, że to nieuczciwe rozwiązanie. - Bo przecież w szkołach stowarzyszeniowych, jeśli nawet się utrzymają, to Karty Nauczyciela dalej nie będzie. I co? Mają być w jednej gminie lepsi i gorsi nauczyciele? Taka sprawiedliwość? -  pyta nasza rozmówczyni.

Jeśli podjęta przez radnych uchwała nie zostanie unieważniona,  sprawa może skończyć się w sądzie. I trzeba będzie czekać na prawomocne rozstrzygnięcie.

*Imiona rozmówców zostały zmienione

DOSTĘP PREMIUM