"Nie zaproponujemy z waszych szeregów żadnego Saruysza-Wolskiego, bo brzydzimy się zdradą"

Kłótnia w lubelskim sejmiku zaczęła się od protokołu z nadzwyczajnej sesji poświęconej zagrożeniom dla samorządu w Polsce. Udział wziął w niej Jerzy Stępień, były prezes TK. - To nie była żadna sesja, ale partyjne spotkanie zorganizowane za publiczne pieniądze - grzmieli radni PiS. Pojawiały się też zarzuty o... powrót do PRL-u.

Radni PiS w ramach bojkotu nie wzięli udziału w nadzwyczajnej sesji Sejmiku Województwa Lubelskiego, na której wykład o samorządności wygłosił Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. Na sesji w lutym, na której pojawiło się około 200 wójtów, starostów, burmistrzów przyjęto stanowisko w sprawie obrony samorządności w Polsce. Sejmik sprzeciwił się m.in. ograniczaniu roli samorządu w zakresie ochrony środowiska czy w sprawie podziału pieniędzy z UE.

PiS: To nie była żadna sesja. To było polityczne show z udziałem pana magistra

- To był wiec partyjny. Wywołano polityczne show z udziałem następcy pana Mieczysława Wachowskiego na stanowisku prezesa Instytutu Lecha Wałęsy, pana magistra Jerzego Stępnia, który opisywał jak strasznie PiS chce niszczyć samorządność w Polsce, co jest oczywistą nieprawdą - dowodził wiceprzewodniczący sejmiku, Andrzej Pruszkowski. Radni PiS uznali, że lutowa sesja była nielegalna i dlatego nie chcieli przyjąć z niej protokołu.

"Dzisiaj sięgnęliśmy dna"

W odpowiedzi PO i PSL, czyli rządząca na Lubelszczyźnie koalicja, złożyła wniosek o odwołanie Andrzeja Pruszkowskiego z funkcji wiceprzewodniczącego sejmiku. To wywołało dyskusję, przypominającą to, z czym dość często mamy do czynienia na Wiejskiej. - Dzisiaj sięgnęliśmy dna. Nie wiem, czy wzorujecie się państwo na telewizji  czy na innych TVN-ach. Zostawiam ocenę wyborcom. Nie róbmy pośmiewiska z tego szanownego gremium - mówił Jan Frania z PiS, broniąc wiceprzewodniczącego sejmiku. Jego partyjna koleżanka Maria Gmyz dowodziła, że to, co robi PSL i PO, to zagrywki rodem z PRL-u. - Przypomina mi to stary system: jeżeli masz inne zdanie, to nie możesz być z nami - mówiła Gmyz.

Radny PiS do PO i PSL: "Oderwaliście się od rzeczywistości"

 - Dlaczego wniosek o odwołanie wiceprzewodniczącego wpłynął? Tylko dlatego, że pan radny ośmielił się zapytać o legalność sesji i o to, czy pieniądze podatników zostały wydane właściwie. Za dużo już tej władzy, oderwaliście się państwo od rzeczywistości, uważacie, że wam wszystko wolno - grzmiał inny radny PiS, Marek Wojciechowski. - Jak można nam zarzucać to, co sami robią. My się oderwaliśmy od rzeczywistości? Chyba PiS powinien spojrzeć w lustro - można było usłyszeć od radnych Platformy.

"Dlaczego świadomie kłamiecie?"

Boże Lisowska (PO) alarmowała, że radni zapomnieli, jaka jest ich rola. - Radnym Prawa i Sprawiedliwości chyba odrobinę pomieszało się w głowach. Dlaczego świadomie kłamiecie, że zwołanie nadzwyczajnej sesji poświęconej funkcjonowaniu samorządu nie jest naszą kompetencją? - pytała.

"Demokracja troglodytów"

- Pomysł z odwołaniem wiceprzewodniczącego Pruszkowskiego to demokracja troglodytów. Demokracja jest demokracją, ale władza ma również swoje granice - mówił radny Tomasz Solis z PiS.

Jego partyjni koledzy zarzucali Platformie i PSL-owi, że działają pod presją. Co usłyszeli w odpowiedzi? - Nie podejmiemy takich działań, jak na szczeblu krajowym. Nie zaproponujemy na wiceprzewodniczącego sejmiku z waszych szeregów żadnego Saruysza-Wolskiego, bo brzydzimy się zdradą - grzmiała Celina Stasiak z klubu PO.

Ostatecznie większościowa koalicja w sejmiku województwa lubelskiego odwołała Andrzeja Pruszkowskiego z funkcji wiceprzewodniczącego sejmiku. Pruszkowski to wieloletni działacz PiS - przed laty był prezydentem Lublina z ramienia tej właśnie partii.

"Rząd PiS działa przeciwko polskiej racji stanu, stracił mandat do mówienia w imieniu Polski w UE"

DOSTĘP PREMIUM