"Tusk w '39 otwierał szlaban na granicy, a później przetopił go w rewolwer, z którego Ali Agca..."

Renata Grochal, Jacek Nizinkiewicz oraz Jakub Dymek z "Krytyki politycznej" zgodnie uznali, że donos do prokuratury szefa MON na Donalda Tuska, to desperacka próba znalezienia czegokolwiek czym można zająć elektorat PiS w przeddzień rocznicy katastrofy smoleńskiej. Przy okazji rozmowy publicysta z "Krytyki Politycznej" opowiedział dość barwną anegdotę o Tusku.

- Zbliża się kolejna rocznica katastrofy smoleńskiej, a komisja Macierewicza nie ma żadnych sukcesów, więc szef MON poszukuje desperacko jakiś tez, które mogłyby elektorat PiS utwierdzić, że coś w sprawie katastrofy się dzieje. To jedyny powód, reszta argumentów jest absurdalna. Zresztą niektóre z zarzutów można by postawić premier Szydło, ministrowi Macierewiczowi, a także prezydentowi Dudzie, który w kampanii zapowiadał, że będzie próbował sprowadzić wrak. A tymczasem wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej jest prozaiczne i nie da się tego zakrzyczeć. To jest wyłącznie granie do swojego elektoratu -  przekonywała Renata Grochal z "Newsweeka".

Donald Tusk będzie miał wolną drogę do prezydentury

Zdaniem Jacka Nizinkiewicza z "Rzeczpospolitej", samo udowodnienie zdrady dyplomatycznej będzie bardzo trudne, a przy okazji może pomóc Tuskowi.  

- Zdrada dyplomatyczna musi być działaniem umyślnym. W przypadku Donalda Tuska trudno powiedzieć, nawet jeżeli popełnił błędy, żeby umyślnie dążył do tego, by działać w porozumieniu z obcym mocarstwem przeciwko Polsce. Może być tak, że dzięki Antoniemu Macierewiczowi, rękami Zbigniewa Ziobry, Donald Tusk będzie miał wolną drogę za trzy lata do prezydentury, jako człowiek w pełni niewinny - powiedział Nizinkiewicz.

Tusk we wrześniu 1939 roku otwierał szlaban...

Jakub Dymek z "Krytyki politycznej" swój komentarz zaczął dość nietypowo, od anegdoty.

- Donald Tusk, jak pamiętamy, we wrześniu 1939 roku otwierał szlaban na polskiej granicy, żeby umożliwić swoim kolegom z Wehrmachtu inwazję. Potem ten sam szlaban przechowywał w piwnicy na Rakowieckiej, żeby go przetopić na rewolwer dla Ali Agcy, który dokonał nim zamachu na papieża. Myśl, że należałoby najpierw Donalda Tuska rozliczyć za te zaprzeszłe grzechy, zanim dojdziemy do okresu bieżącego - ironizował Dymek. Jego zdaniem, PiS zrobiło bardzo wiele, żeby komentatorzy, którzy są zdystansowani od tej sprawy, nie mieli pojęcia, o co chodzi w tym oskarżaniu byłego premiera.

Trudno jest powiedzieć, za co tak naprawdę Tusk odpowiada

- Gdyby to zarzuty zdrady oparto na Kodeksie karnym, w którym jest kilka zapisów, które pozwalają do pociągnięcia do odpowiedzialności za tę największą zbrodnię, to może wiedzielibyśmy o co chodzi. Ale kiedy wczytujemy się w kolejne publikacje "Gazety Polskiej", czy innych pism bliskich PiS, to słyszymy listę zarzutów tak szeroką, tak nieprecyzyjną i z takim rozmachem poprowadzoną, jak niemalże ta anegdotka sprzed chwili, że trudno jest powiedzieć, za co tak naprawdę Tusk odpowiada. Czy za zbyt bliskie uściski z prezydentem Putinem, czy za bycie niemiłym dla Lecha Kaczyńskiego w przeddzień katastrofy, czy to jest jakaś bliżej nieokreślona polityczna odpowiedzialność, czy to jest jakiś inny uczynek, za który da się postawić do przed sądem? Tego ostatniego się nie dowiadujemy. Są tylko aluzje prowadzące w ostateczności do tego, że Donald Tusk - i tu mały cudzysłów - jest "zabójcą" Lecha Kaczyńskiego - powiedział Jakub Dymek z "Krytyki politycznej".

DOSTĘP PREMIUM