Znikną oddziały specjalistyczne, jak ortopedia? Szpitale powiatowe obawiają się ustawy Radziwiłła

Chodzi o pomysł Ministerstwa Zdrowia, zgodnie z którym stworzona zostanie sieć szpitali. By do niej wejść, trzeba będzie spełnić konkretne warunki. Ci, którzy wejdą będą mieć zagwarantowany ryczał na leczenie na określony czas. Odwiedziliśmy kilka szpitali na Lubelszczyźnie. - My naprawdę nie wiemy, co z nami będzie. Czy przetrwamy, a jeśli tak, to w jakiej formule? - zastanawiają się dyrektorzy, z którymi rozmawialiśmy.

 Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł mówił w Sejmie, że powiaty z nadzieją czekają na sieć szpitali. - Ustawa, którą rząd przygotował, zapewnia bezpieczeństwo szpitalom, nie zagraża im. Zapewnia bezpieczeństwo tym prawdziwym szpitalom, nie różnicując, czy są publiczne czy prywatne – powiedział w środę w Sejmie minister, odpowiadając na pytania posłów. Tyle, że szpitale mają szereg bardzo konkretnych obaw. Odwiedziliśmy kilka z nich.

Zamojski Szpital Niepubliczny w Zamościu

Teoretycznie powinien być traktowany jako typowy szpital powiatowy, czyli tylko z podstawowymi oddziałami: chirurgii ogólnej, chorób wewnętrznych, położnictwa i ginekologii, a także neonatologii oraz pediatrii. Tyle, że w placówce w Zamościu jest też kilka oddziałów nieco bardziej specjalistycznych. - Między innymi mamy ortopedię, na której rozszerzyliśmy zakres świadczeń. Mamy więc endoprotezoplastykę stawu kolanowego i biodrowego, czego teoretycznie - według zapisów z projektu - w szpitalach powiatowych ma nie być - mówi Mariusz Paszko, prezes szpitala. 

- Jest dużo niepewności. Nie wiemy, jak będą wyglądały konkursy, jakie będą wymagania  i jakie pieniądze będą na to zabezpieczone - mówi Paszko. Chodzi o to, że jego szpital najprawdopodobniej dostanie ryczałt na leczenie, ale tylko na określone oddziały. O środki na te bardziej skomplikowane procedury medyczne, np. na ortopedii, według prezesa, trzeba będzie zawalczyć w konkursie. A wiadomo, że na  konkursy będzie przeznaczone zaledwie 9 procent całego budżetu NFZ. - I może się okazać, że na te kontrakty będzie tak mała pula tych pieniędzy, że to umrze śmiercią naturalną z tego powodu, że nie będzie nas na to stać, by te drogie zabiegi wykonywać. Mam jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie - mówi Paszko.

Zdaniem prezesa, to, że szpitale zostaną zsieciowane na pewno nie skróci kolejek do lekarzy. – Na dziś absolutnie nie skróci, bo suma pieniędzy jest taka sama, liczby lekarzy też od razu nie zwiększymy, liczby oddziałów też nie. Dlatego nie ma podstaw do tego, by sądzić, że kolejki się skrócą – mówi Paszko.

Powiatowy szpital w Kraśniku

W tej placówce jest m.in. oddział pulmonologii i chorób płuc. Dyrektor Marek Kos nie wie, co będzie dalej, po utworzeniu sieci. – Nie wiem dlaczego w ustawie o sieci szpitali ten oddział został ujęty jako oddział dla trzeciego poziomu referencyjnego. Czyli takie oddziały nie są przewidziane dla szpitali powiatowych. To budzi moje zdziwienie, bo u nas pacjentów jest naprawdę wielu. Kontrakt jest wykonywany z dużym nadwykonaniem – mówi dyrektor. Poza tym, zwraca uwagę, że Lubelszczyzna to region, w którym jest wiele przypadków gruźlicy, co wynika z badań i statystyk. – I te łóżka powinny być utrzymane. Z całą pewnością – mówi dyrektor z Kraśnika.

Zwraca też uwagę, że pieniądze w roku 2018 mają być takie jak kontrakty z roku 2015. – A przecież minęły kolejne trzy lata, był wzrost cen leków, sprzętu czy mediów. Wzrosła też znacząco płaca minimalna. Są planowane podwyżki w służbie zdrowia. Na to nikt nie przewidział dodatkowych pieniędzy – żali się nasz rozmówca.

Szpital powiatowy w Hrubieszowie

W tym szpitalu są takie oddziały jak: chirurgia, położnictwo z ginekologią, neonatologia, oddział chorób wewnętrznych, pediatria. Ale jest też oddział chorób płuc, rehabilitacja i leczenie uzależnień. Tu też nie wiadomo, co będzie dalej – czy wszystkie oddziały będą mogły pozostać.

– Myślę, że do rezygnacji z ich prowadzenia nie dojdzie, chociaż ostatecznej decyzji jeszcze nie ma – mówi Teresa Futyma, rzecznik szpitala. Zgodnie z ustawą, w szpitalach powiatowych mają być jedynie oddziały podstawowe. – Czekamy na ostateczną decyzję, co z pozostałymi naszymi oddziałami. Mamy nadzieję, że zgodnie z zapowiedziami, jeśli ktoś prowadzi oddział ponad 2 lata, to będzie mógł to robić dalej – mówi Futyma.

Problemem, który jest w tej placówce widoczny, są braki kadrowe. Szpital w każdej chwili mógłby zatrudnić lekarzy, ale brakuje chętnych. W najbliższych latach może być też duży problem z obsadą pielęgniarską.

Szpital w Lubartowie

Dyrektor Łukasz Semeniuk też obawia się zmian. – Brakuje szczegółów, jest dużo wątpliwości, jest niepokój – mówi. Jak dodaje, to że jego placówka wejdzie do sieci, jest oczywiste. – Mamy domniemanie, że będziemy szpitalem drugiego stopnia, ale to tylko nasze przewidywania – mówi Semeniuk.

Podkreśla, że największa wątpliwość dotyczy oddziału chorób płuc, bo to oddział z trzeciego poziomu. – Jeśli byśmy się załapali na szpital drugiego stopnia, to ten oddział jest dla nas wielką niewiadomą. Widzimy pewną furtkę, a mianowicie taką, żeby w oddziale internistycznym rozliczać świadczenia z oddziału chorób płuc. Ale jak to będzie wyglądało w praktyce? Ciężko powiedzieć – dodaje.

Szpital w Łęcznej na Lubelszczyźnie

Dyrektor szpitala, Krzysztof Bojarski ma wątpliwości związane z siecią, ale mówi, że jest potrzebna. M.in. po to, by dyrektor, który dostanie konkretny ryczałt na leczenie pacjentów, nie musiał się zastanawiać nad przesuwaniem środków z jednego oddziału na drugi. Będzie miał określoną pulę pieniędzy, w której ma się zmieścić.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM