"W czyim interesie działa Macierewicz, że jednym dokumentem rządowym jest rosyjski raport MAK?"

- Popełniliśmy błąd nie reagując na wcześniejsze kłamstwa Macierewicza. Głęboko wierzyliśmy, jako politycy, że fakty przedstawione przez naszych najlepszych ekspertów ds. badania wypadków lotniczych, będą na tyle wymowne, że nie da się ich zakłamać - mówił Marcin Kierwiński z PO w przeddzień 7. rocznicy katastrofy smoleńskiej w Radiu TOK FM.

Poseł PO w audycji "Popołudnie w Radiu TOK FM" przekonywał, że jego klub parlamentarny stara się systematycznie odkłamywać wszystkie rewelacje Antoniego Macierewicza dotyczące okoliczności tragicznej katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku [klub PO powołał zespół do spraw zbadania przypadków manipulowania przyczynami katastrofy Tu-154 z 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku w celu osiągnięcia korzyści politycznych - red.]

-  Pokazujemy też wypowiedzi archiwalne i odkłamujmy nieprawdę. Ostatnio skoncentrowaliśmy się na sprawie sprzed kilku dni, czyli zdradzie dyplomatycznej i wniosku szefa MON do prokuratury na Donalda Tuska - przypomniał Marcin Kierwiński w Radiu TOK FM. 

Prowadząca rozmową Karolina Lewicka przypomniała, że również Radosław Sikorski publicznie dopomina się o dowody. - Obiecano mu, że do konica 2016 roku zostaną przedstawione mu dowody na jego zdradę dyplomatyczną - wtrąciła prowadząca.  

Macierewicz jedno kłamstwo zastępuje innym kłamstwem

- Minister Macierewicz nie jest wstanie znaleźć żadnych dowodów. On jedno kłamstwo zastępuje innym kłamstwem. Na przestrzeni ostatnich siedmiu lat było ponad 20 głównych teorii, które mają swoje podteorie. Czy na którąkolwiek z nich Macierewicz przedstawił jakieś dowody? Nie, to modelowy przykład polityka, który nie bierze żadnej odpowiedzialności za słowa, które wygłasza - ocenił Kierwiński. 

Teraz sytuacja jest o tyle inna, jak mówił poseł PO, że minister Macierewicz powołał podkomisję, która ma dostęp do wszystkich dokumentów dot. katastrofy, a i tak dla śledztwa nic nie wynika. W ocenie Kierwińskiego to ostateczny dowód na to, że teorie Antoniego Macierewicza są nie do udowodnienia, a podkomisji nic nie robi.

- Jak to nic nie robi. Teraz dowiadujemy się, że MON wyda ponad 3,5 miliona złotych na opracowanie specjalnego systemu skanowania dużych samolotów. Wykorzysta go również podkomisja smoleńska - zwróciła uwagę Lewicka.

Naukowcom z podkomisji dano teorie, których się nie da udowodnić 

- Ministerstwo "ma wydać". Rzeczywiście tym zajmuje się podkomisja pana Berczyńskiego. Tym zajmuje się podkomisja, która zwyczajowo wydaje pieniądze na tych pseudo ekspertów, natomiast urobku tej pracy nie widać. Zresztą ja się wcale nie dziwie. Przed tymi naukowcami, bo ja nie kwestionuje ich dorobku naukowe w dziedzinach, w których są specjalistami, a na pewno nie są specjalistami w dziedzinie badania wypadków lotniczych, przed nimi postawiono teorie, których udowodnić się nie da. To są kłamstwa i insynuacje. Przez rok ci ludzi mieli wielki problem, bo podjęli się pracy, a już wiedzą, że tych kłamstw nie udowodnią. Szczytowym przykładem jest choćby to, co zapowiadał Macierewicz w październiku zeszłego roku. Wtedy na komisji obrony narodowej mówił: wiemy, że rejestratory sfałszowano, kierujemy sprawę do prokuratury, to jest bezsprzeczne, mamy mocne dowody. I co zrobili śledczy? Dwa razy prosili o uzupełnienie materiałów, a potem nie wszczęto śledztwa. Kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa... - przypomniał Kierwiński.

Popełniliśmy błąd, wierzyliśmy, że faktów nie da się zakłamać 

Polityk przyznał, że faktycznie Platforma Obywatelska popełniła błąd nie reagując wcześniej na kłamstwa, które po przegranej przez PiS kampanii prezydenckiej w 2010 roku zaczął rozpowszechniać Antoni Macierewicz.

Proszę pamiętać, że w tym czasie działa komisja polskich ekspertów, naukowców, którzy badali katastrofę smoleńską, a my głęboko wierzyliśmy jako politycy, że fakty przez nich przedstawione będą na tyle wymowne, że nie da się ich zakłamać. Niestety zabrakło politycznego przekazu, zabrakło obrony dla polskich naukowców, którzy specjalizują się w badaniu wypadków lotniczych. A co zrobił Macierewicz? Przez 6 lat mówił nieprawdę, a gdy doszedł do władzy rozpoczął od tego, aby wycofać z obiegu publicznego raport przygotowany przez polskich specjalistów. A to oznacza w praktyce, że jednym oficjalnym i obowiązującym raportem rządowym jest raport MAK

- przypomniał poseł PO.

- Jaki był cel, czy też w czyim interesie działa Macierewicz, że doprowadził do tego, że jednym obowiązującym dokumentem jest rosyjski raport? - pytał retorycznie Marcin Kierwiński w Radiu TOK FM.

"W PiS biją się po mordach. Macierewicz jest znienawidzony"

DOSTĘP PREMIUM