"Zabójstwo Kennedy'ego nie podzieliło Amerykanów. Nie było polityków, którym na tym zależało"

Prof. Henryk Domański, uważa że upolitycznienie katastrofy smoleńskiej będzie trwało jeszcze kilkanaście lat. - Dopóki będziemy mieli system dwupartyjny, to nic się nie zmieni. Jedna i druga partia muszą zejść ze sceny - przekonuje socjolog.

Prof. Henryk Domański z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN mówił w "Pierwszym śniadaniu w TOK-u", że dopóki PiS wykorzystuje do bieżących potrzeb politycznych tragedię smoleńską, nie ma mowy o wygaszeniu sporu.

To nie Rosjanie są winni, ale poprzedni rząd

- Z punktu widzenia społeczeństwa powołanie podkomisji jest kontynuacją polityki dociekania źródeł katastrofy smoleńskiej. Główny problem, jeśli chodzi o stosunek negatywny do celebrowania katastrofy przez część społeczeństwa, wynika stąd, że próbuje się narzucić pewną interpretację i to nie w takim duchu, że winna jest strona rosyjska, tylko winę ponosi poprzedni rząd. I to poprzedni rząd doprowadził do katastrofy. Powołanie podkomisji nie zmieniło tej interpretacji - podkreślił profesor.

W ocenie socjologa niechęć do celebrowania rocznicy katastrofy smoleńskiej przez część społeczeństwa, to wynik zawłaszczenia jej przez polityków.

- To celebrowanie tego typu katastrof przybiera postać zindywidualizowaną. Ono po prostu wraca w naszym myśleniu. 7 lat temu, rok temu... miała miała miejsca katastrofa. Zastanawiamy się, co spowodowało, że to było nieszczęście. I to jest właściwie wszystko. Na tym chyba polega celebrowanie jakichkolwiek katastrof. Tego typu rzeczy są traktowane jako nieszczęście - śmierć papieża, czy jak to było ze śmiercią prezydenta Johna Kennedy'ego w 1963 roku. To była również tragedia, ale innego rodzaju - mieliśmy do czynienia z ewidentnym zabójstwem - mówił w "Pierwszym śniadaniu w TOK-u" prof. Domański.

Katastrofę smoleńską zawłaszczyli politycy 

Jednak, jak zauważył profesor, ta śmierć nie podzieliła Amerykanów, bo nie było polityków, którzy chcieliby ją wykorzystać do swoich potrzeb. 

- Nie było drugiej strony politycznej, która byłaby za to odpowiedzialna. Jeżeli podejrzewano czynniki polityczne, to konspiracyjne, w ukryciu. Natomiast u nas zostało to (katastrofa smoleńska) zawłaszczone przez jedną stronę, a druga strona musi kontrować, bo traktuje to jako krytykę swojego działania w ogóle, co jest naturalną rzeczą, że będzie w ten sposób interpretowane. I oczywiście to przenosi się na podziały społeczne - ludzie w końcu głosują na PiS albo na PO, czyli opozycję - w związku z tym będą się odwoływali do takich kryteriów, jak katastrofa smoleńska, w swojej ocenie na kogo warto głosować - podkreślił prof. Henryk Domański. 

DOSTĘP PREMIUM