Berczyński to "starszy pan, który chciał się podlansować, przeżyć drugą młodość i zaistnieć"

- Berczyński popłynął, to nie jest problem tylko jednego zdania - mówił w TOK FM Zbigniew Parafianowicz o wypowiedzi byłego szefa podkomisji smoleńskiej. Berczyński powiedział, że "wykończył caracale". - Z niego w tej rozmowie wyszło takie przerośnięte ego - dodał Parafianowicz.

- Nie za komisję Berczyński, używając kolokwializmu, poleciał, tylko za to jedno zdanie o caracalach - mówił w Poranku Radia TOK FM Jan Wróbel. Szef podkomisji smoleńskiej kilka dni temu podał się do dymisji. Nieco wcześniej w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" powiedział: "Nie wiem, czy pani wie, ale to ja wykończyłem caracale. Znam się na tym, znam się na śmigłowcach, znam się na lotnictwie".

- Bardzo często apelujemy do polityków, żeby nie bali się kontaktów z mediami, bo od tego są. Jak się Berczyński zgodził na wywiad z bardzo dobrą dziennikarką, to gdzie jest teraz? - pytał prowadzący audycję.

"Berczyński popłynął..."

- Berczyński popłynął, to nie jest problem tylko jednego zdania - mówił Zbigniew Parafianowicz z "DGP". - Z niego w tej rozmowie wyszło takie przerośnięte ego, jak mówi o tym hashtagu, który gdzieś tam jest przy jego nazwisku - dodał. - Starszy pan, który raptem powrócił na chwilę z emigracji, znalazł doskonałą możliwość, żeby się podlansować, przeżyć drugą młodość i żeby w dużej mierze zaistnieć - mówił publicysta. - To go zgubiło. To nie jest tylko kwestia zdania o caracalach, z tego wywiadu bije potrzeba bycia zauważonym, wielkim - podkreślił Parafianowicz.

Michał Szułdrzyński przypomniał trwającą niespełna minutę konferencję Berczyńskiego, na której inżynier jedynie zaprosił wszystkich na kolejną 10 kwietnia. Wtedy zaś zamiast zwykłej konferencji prasowej, wyświetlono dziennikarzom film pokazujący efekty pracy podkomisji. - Dowiedzieliśmy się, że nie będzie żadnego odpowiadania na pytania, tylko on weźmie wieczorem udział w jakimś czacie internetowym - mówił wicenaczelny "Rzeczpospolitej".

"Nie o niego tutaj chodzi"

- To tylko dobrze świadczy o polskim ministerstwie obrony narodowej, które robiło wszystko, żeby uniemożliwić Berczyńskiemu wystąpienie publiczne przed dziennikarzami, ponieważ wiedzieli, jaki jest z nim problem - oceniał Szułdrzyński. - Berczyński się urwał i zrobił to, czego mu zabraniano, czyli udzielił wywiadu - stwierdził. - Doszło do rzeczy kuriozalnej: musiał się podać do dymisji, tłumacząc, że nie może wrócić do kraju, ale pismo podpisano w Warszawie. On jest na jakiejś dziwnej emigracji - ocenił publicysta.

Jak mówił, potem inżynier stracił stanowisko szefa rady nadzorczej Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 1 w Łodzi. - Nie o niego tutaj chodzi. Tak naprawdę Bartłomiej Misiewicz czy Wacław Berczyński musieli odejść po to, żeby nie odchodził Antoni Macierewicz - podkreślił Szułdrzyński.

"W normalnym kraju, gdy pojawia się straszny dziadunio i uwala kontrakt na 13,5 mld zł, upada rząd"

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM