Ekologiczna słoma zamiast węgla? Ogromny opór w Lublinie przeciwko skandynawskiej inwestycji

Czy elektrownia na słomę może emitować szkodliwe dla ludzi zanieczyszczenia? Urzędnicy z Wydziału Ochrony Środowiska lubelskiego Urzędu Miasta chcą mieć pewność, zamówili więc naukową ekspertyzę w tej sprawie. Przygotują ją fachowcy z Krakowa. A wszystko dlatego, że w mieście pojawiło się dwóch inwestorów, którzy chcą uruchomić elektrownie na słomę, ale napotkali ogromny opór mieszkańców.

Jedna z nich miała powstać na obrzeżach Lublina, przy ul. Mełgiewskiej. Miała być pierwszą taką elektrownią w Polsce. Sprawa ciągnie się już od wielu miesięcy. Elektrownię chcieli wybudować Norwegowie z firmy TergoPower. Pozytywnie wypowiedział się sanepid oraz Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska.

– W takich sytuacjach dostajemy raport o oddziaływaniu inwestycji na środowisko i na podstawie raportu uzgadniamy realizację przedsięwzięcia pod kątem wpływu na środowisko. Jeśli chodzi o elektrownię na słomę, nie znaleźliśmy w raporcie elementów, które mogłyby wskazywać na to, że inwestycja będzie oddziaływała w sposób negatywny i takie uzgodnienie przekazaliśmy do Urzędu Miasta – mówi Paweł Duklewski, rzecznik RDOŚ w Lublinie.

Miasto nie dało jednak zielonego światła i sprawa trafiła do sądu

Mimo dwóch opinii pozytywnych, urzędnicy prezydenta Lublina odmówili jednak firmie TergoPower wydania decyzji środowiskowej ze względu na niezgodność inwestycji z miejscowym planem zagospodarowania. Bez decyzji środowiskowej, Norwedzy nie mogą niczego rozpocząć. Sprawa trafiła do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO), które podtrzymało rozstrzygnięcie ratusza. Inwestor odwołał się więc do sądu, a sąd administracyjny zwrócił sprawę – z powodów formalnych – ponownie do SKO. Wciąż nie ma więc ostatecznej decyzji. 

Przeciwni budowie elektrowni mieszkańcy zebrali kilka tysięcy podpisów

– To jest masa ludności, która się na to nie zgadza. Jak zbierałam podpisy, niektórzy ludzie płakali, że nie chcą zatruwania środowiska – mówi jedna z mieszkanek, Regina Szczęsna. Mieszkańcy powołują się na opinie naukowców i raporty, z których wynika, że elektrownia w ich sąsiedztwie może powodować poważne zanieczyszczenie powietrza.

Zwracają uwagę chociażby na ilość przetwarzanej słomy. - Na godzinę spalanoby 43 tony słomy, z czego do atmosfery trafiałoby 280 tysięcy metrów sześciennych pyłów i gazów. W wykazie jest m.in. bardzo silnie rakotwórczy benzopiren. Ta inwestycja, mimo filtrów, emitowałaby w ciągu roku do atmosfery około 5 kilogramów benzopirenu. Dodatkowo, powietrze lubelskie byłoby zanieczyszczane przez emitowanie pyłów m.in. PM10 – mówi Krystyna Brodowska ze Stowarzyszenia „Ekologiczny Lublin”. Jak dodaje, w grę mógłby wchodzić wzrost zachorowań na choroby płuc czy nowotwory.

- Ta elektrownia mogłaby zaszkodzić w największym stopniu młodemu pokoleniu i jeszcze kolejnemu i chcemy się obronić przed tym złem – mówi nam inna z mieszkanek dzielnicy Tatary. – Taka elektrownię można budować gdzieś daleko, w terenie, żeby to nie kolidowało życiem mieszkańców ani z zieloną okolicą – dodaje nasza rozmówczyni.

„Przerażające ilości zanieczyszczeń”

Józef Nowomiński jest przewodniczącym Rady Dzielnicy Tatary. Jak mówi, wielokrotnie słyszał głosy od mieszkańców innych dzielnic, że sprzeciwianie się inwestycji to błąd, bo to nowe miejsca pracy. – My się nie przeciwstawiamy innym inwestycjom, które nie są tak szkodliwe jak ta. Przecież tu w grę wchodzą przerażające ilości zanieczyszczeń. Tego nie widać, my tego dziś nie odczujemy, ale to się skumuluje w jakimś tam czasie i wtedy ktoś z nas wcześniej umrze albo będzie miał jakieś poważne problemy zdrowotne – mówi Nowomiński.

Henryk Knap też regularnie chodzi na zebrania w sprawie budowy elektrowni, bo też się boi. – Na razie jesteśmy jeszcze w połowie tej drogi, bo nie ma ostatecznej decyzji. Miejmy nadzieję, że finał będzie dla nas pozytywny, bo nie chcemy być świadomie dotruwani – mówi Knap. – Dlaczego czepili się naszej dzielnicy i u nas chcą to budować? – pyta Jerzy Pietraszek, mieszkaniec osiedla od 1966 roku. 

Jest też pomysł na drugą elektrownię na słomę

Okazuje się, że ta inwestycja to nie jedyny pomysł na elektrownię na słomę w Lublinie. Także PGE chce zlikwidować jeden kotłów na węgiel przy ul. Wrotkowskiej, tak by zamiast węgla była biomasa (czyli słoma).  Miasto – po głośnym sprzeciwie mieszkańców - nie dało „zielonego światła”, sprawa trafiła do SKO, a kolegium decyzję miasta uchyliło – ze względu na to, że urzędnicy wzięli pod uwagę jedynie opinie ludzi.

Ta sprawa jest w sądzie i czeka na rozstrzygnięcie. Jeśli sprawa ponownie trafi do urzędu, a tak zapewne się stanie, urzędnicy chcą mieć „asa w rękawie”. Dlatego już teraz w ramach przetargu ofertowego wybrali firmę z Krakowa, która przygotuje ekspertyzę. Chodzi o stwierdzenie – czarno na białym - czy inwestycja może być szkodliwa dla mieszkańców i jak duże może być zanieczyszczenie powietrza. – Chcemy albo wykluczyć, że inwestycja może powodować zatruwanie powietrza albo to potwierdzić. Żeby mieszkańcy nie obawiali się o swoje zdrowie i życie – mówi Wiesław Piątkowski, zastępca dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska w Lublinie. Raport powinien być gotowy do 10 maja.

DOSTĘP PREMIUM