Prof. Wnuk: Mnie boli wypieranie Państwa Podziemnego, AK przez tradycję narodowo-radykalną. Ona jest sprzeczna z demokratycznym państwem prawa

Historyk prof. Rafał Wnuk z KUL był do niedawna pracownikiem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Musiał odejść w ramach "dobrej zmiany". W rozmowie z TOK FM mówi m.in. o pisaniu historii od nowa oraz monopolu na prawdę historyczną.

Prof. R.Wnuk był nie tylko pracownikiem muzeum w Gdańsku, ale jest też jednym z czterech współautorów wystawy w tym muzeum. Jest też autorem m.in. wielokrotnie nagradzanego "Atlasu polskiego podziemia niepodległościowego 1944-1956".

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM: Panie profesorze, pozmawiajmy o nauczaniu historii i narracji historycznej. Ostatnio w Lublinie Urząd Wojewódzki zorganizował pokaz filmu "Wyklęty" dla młodzieży z gimnazjów i liceów. Młodzi ludzie mówili, że film był okrutny, bardzo brutalny, za mocny, że zasłaniali oczy. Ale dodatkowo, po filmie przedstawiciel wojewody zaprosił uczniów na marsz Pileckiego - marsz, na którym można spotkać m.in. ONR. Co pan na to?

Prof. Rafał Wnuk: Sam Pilecki to postać absolutnie wspaniała. Nigdy nie był za walką zbrojną. Ale Pilecki i ONR? Równie dobrze można byłoby powiedzieć: Pilecki i bolszewicy, bo to są takie same, wielkie odległości. Zresztą wnuczka Pileckiego już w tamtym roku, w bardzo jednoznacznym liście, zaprotestowała przeciwko używaniu nazwiska Pileckiego przez środowiska radykalno-narodowe.

Władza małymi krokami zmienia nam historię i narzuca swoje spojrzenie na nią?

- To nie są już małe kroczki. Jeśli mówimy o pisaniu historii na nowo, to są to kroki coraz większe. Mnie najbardziej boli wypieranie tradycji Polskiego Państwa Podziemnego, Armii Krajowej przez tradycję narodowo-radykalną, tradycję NSZ-owską, która jest głęboko sprzeczna z tym, czym jest demokratyczne państwo prawa i czym była II Rzeczpospolita. To wypychanie Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej przez Brygadę Świętokrzyską, przez Związek Jaszczurczy, twierdzenie, że to był prawdziwy patriotyzm -  stało się na tyle mocne i na tyle widzialne, że zaprotestowali przeciwko temu biskupi. Powiedzieli, że nacjonalizm nie jest patriotyzmem, nie jest chrześcijaństwem, a jest zaprzeczeniem chrześcijaństwa.

Ja, jako chrześcijanin, Polak, który chce się uważać za miłującego naszą ojczyznę - na takie bezczeszczenie pojęć "patriotyzm" i "naród" się nie zgadzam.

Pan mówi o stanowisku biskupów, ale mamy też jeden z niedawnych wywiadów telewizyjnych prezydenta Andrzeja Dudy, w którym powiedział m.in. "Powinniśmy prowadzić - wzorując się na prezydencie Lechu Kaczyńskim - twardą, zdecydowaną politykę historyczną. Politykę prawdy".

- Polityka prawdy jest czymś, do czego należy dążyć.

No tak, ale w tym wywiadzie padły też słowa o tym, że w latach 90. polskiemu społeczeństwu "wciskano pedagogikę wstydu".

- Proszę mnie nie zmuszać do odnoszenia się do słów głowy państwa.

To inaczej, gdy pan - jako historyk zajmujący się historią najnowszą - patrzy na to, co się w tej chwili dzieje, co robi władza, to trochę się pan boi? To może być niebezpieczne?

- Tak, oczywiście, że tak. W momencie, w którym historia przestaje być nauką, a zaczyna być narzędziem propagandy i ideologią - a znamy przecież takie systemy, w których historia była przekształcana w ideologię - to jest to bardzo niebezpieczne. W momencie, kiedy ktoś mówi, że ma monopol na prawdę historyczną, że ma monopol na nazywanie pewnych grup ludzi prawdziwymi Polakami, Rosjanami, Niemcami, a tych gorszych - Żydami czy nie-Polakami i gdy ktoś uznaje, że tych gorszych należy usunąć poza margines - to natychmiast przypominają mi się książki Orwella. Na przykład "Rok 1984", gdzie przeszłość pisze się na nowo czy "Folwark zwierzęcy", gdzie niektóre świnie są równiejsze.

Panie profesorze, przez ostatnie lata współtworzył pan Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, był pan pracownikiem tego muzeum, ale z tym koniec. Musiał pan odejść.

- Tak, jestem w okresie wypowiedzenia. Wszystkie papiery zostały podpisane i praktycznie już mój stosunek pracy ulega wygaszeniu. Nie przyjąłem zaproponowanych mi warunków pracy.

Czyli jakich?

- Oprócz tego, że nie odpowiadały mi nowe warunki finansowe, które w moim przekonaniu  nie odpowiadały moim predyspozycjom i wkładowi pracy, to chciano mnie też zdegradować na możliwie najniższy szczebel - najniższy przewidziany dla osoby z moim doświadczeniem, stażem i dorobkiem.

Jakie stanowisko miał pan zajmować?

- Głównego specjalisty, ale dodatkowo jeszcze postawiono mi warunek świadczenia pracy 5 dni w tygodniu w wymiarze 8 godzin, w Gdańsku, co oznaczałoby, że musiałbym zrezygnować z pracy na uniwersytecie w Lublinie. A ja byłem w muzeum szefem badań naukowych i w moim  przekonaniu, zamknięcie się w budynku muzeum, prowadzenie badań bez kontaktu ze światem uniwersyteckim - nie ma najmniejszego sensu.

Co dalej z wystawą, pana zdaniem?

- Jestem jednym z czterech autorów tej wystawy. To, na czym nam - autorom zależy i o co z pewnością będziemy zabiegać, to integralność merytoryczna i artystyczna wystawy. Zrobimy wszystko, by pozostała taka, jaką ją stworzyliśmy. Oczywiście, to nie jest tak, że wystawa nie może się zmieniać. Zmiany są potrzebne, ale musi się to odbywać w zgodzie z założeniami autorów i kuratorów. Krótko mówiąc, aby wprowadzić zmiany - kuratorzy poszczególnych sekcji i autorzy całości muszą wyrazić na to zgodę. Jeśli byłyby - co trudno mi sobie wyobrazić - próby przebudowania tej wystawy w sposób naruszający prawa autorskie, to wtedy oczywiście jestem zdecydowany bronić integralności, również na drodze prawnej.

A jak pan myśli, w jakim kierunku nowe władze mogą chcieć wystawę zmienić?

- Wiem jedno - gdy nowy dyrektor wręczał mi wypowiedzenie, jeszcze nie znał wystawy. Nie mógł się na jej temat w żaden merytoryczny sposób wypowiedzieć. Zapytał mnie tylko, dlaczego w niektórych miejscach używamy słowa "sowietyzacja", a w innych "Związek Radziecki"? Wytłumaczyłem mu, że Związek Radziecki to była oficjalna nazwa państwa, jakim był Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich przed wojną, a Związek Sowiecki nie jest i nigdy nie był w języku polskim nazwą urzędową. Wszędzie, na całej wystawie, używamy nazw obowiązujących w danym okresie, więc jest Trzecia Rzesza, a nie nazistowskie Niemcy - kiedy mówimy o państwie, a nie o systemie politycznym. I to była cała wymiana myśli między nami.

 

Sellin: "Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej powinien się cieszyć, że będzie miał tak wspaniałą filię"

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM