"Poznaliśmy świetnego księdza z Polski, któremu dzieci się kłaniały. A on był pedofilem na Dominikanie"

Kiedy dwóch dziennikarzy z Polski dotarło do malowniczej wioski w górach na karaibskiej wyspie, nie przypuszczali, że bohater ich reportażu okaże się pedofilem. Jeden z nich - Piotr Krysiak - napisał wstrząsającą książkę o tym, kim naprawdę był ksiądz Wojciech Gil.

Piotr Krysiak, autor "Wyspy ślepców", był gościem audycji "A teraz na poważnie" w Radiu TOK FM. Jest jedynym dziennikarzem, któremu udało się przeprowadzić wywiad z Wojciechem Gilem, którego w 2015 roku skazano na 7 lat więzienia za molestowanie seksualne nieletnich na Dominikanie i w Polsce. W Radiu TOK FM Krysiak opowiedział o tym, jak zbieg okoliczności sprawił, że poznał misjonarza, którego później oskarżono o molestowanie chłopców.

W dziennikarstwie trzeba mieć sporo szczęścia...

- Poznałem Wojciecha Gila w styczniu 2013 roku. Razem z kolegą zostaliśmy przesunięci z TVP Info do TV Polonia. Wtedy postanowiliśmy pojechać na wakacje. Początkowo miała być Kuba, ale ponieważ tam trudniej kręcić, w końcu kupiliśmy wycieczkę na Dominikanę. Chcieliśmy przy okazji, żeby te wakacje się choć trochę zwróciły, zrobić reportaż o Polakach tam mieszkających, którym się udało i dobrze prosperują. Znajome powiedziały nam, że mają na wyspie fajnego księdza, który bardzo dużo dobrego robi dla mieszkańców. Strasznie było trudno się z nim skontaktować. Dopiero pod koniec naszej podróży, dzięki pomocy konsula honorowego na Dominikanie, udało nam się dotrzeć do misjonarza - relacjonował dziennikarz. Jak dodał, poznał księdza Gila na cztery miesiące przed wybuchem głośnej afery pedofilskiej.

Po pięciu godzinach jazdy samochodem, dziennikarze dotarli do malowniczej wioski w górach, której mieszkańcy choć mieszkają na wyspie, przez całe życie nie widzą wody, bo jest za drogo, żeby dojechać nad morze.

W domu na plebanii zorganizował internat dla chłopców

- Poznaliśmy fantastycznego zakonnika, któremu dzieci się kłaniały, a ludzie z daleka mówili  "cześć". Wtedy zastanowiła mnie jedna rzecz. On bardzo prosił, żebyśmy zobaczyli internat dla dziewcząt, który był po drugiej stronie drogi i jednocześnie po drugiej stronie plebanii. Widać było, że ksiądz ma dobry kontakt z dziewczynkami, one się z niego nie śmiały, rozmawiali, itd. Ale idąc do tego internatu Gil powiedział jedną rzecz: "ja to tam w ogóle nie wchodzę, bo wiecie, żeby nie było...". Wtedy sobie pomyślałem: do internatu dla dziewczynek ksiądz nie wchodzi, ale w swoim domu na plebanii zorganizował sobie internat dla sześciu chłopców. I gdzieś mi się czerwona lampka zapaliła, ale pomyślałem: o nie, Krysiak, jesteś na wakacjach, przestań spiskować i węszyć - relacjonował dziennikarz, mówiąc o tym, jak pierwszy raz spotkał misjonarza.

- Mieliśmy strasznie dużo materiałów, a ksiądz zrobił nam cały reportaż. To on założył na Dominikanie szwadron ratunkowy, który odnalazł po 8 dniach człowieka, który zaginął w górach, gdy lokalna policja umyła ręce i powiedziała, że nic nie da się zrobić. To on organizował sponsorów, zabierał dzieci i dorosłych na wyjazdy do Polski, urządzał szkolenia w poszukiwaniu ludzi z udziałem GOPR-owców... A my wróciliśmy do Polski, zrobiliśmy duży reportaż, który został wyemitowany 1 kwietnia, a 6 czerwca 2013 roku "Gazeta Wyborcza" napisała, że ks. Wojciech Gil z Dominikany oskarżony jest pedofilię - wspominał Piotr Krysiak.

A kto uwierzy chłopakom ze specjalnej szkoły?

Krysiak przyznał, że Gil został wysłany na Dominikanę pomimo tego, że jego skłonności były Kościołowi znane. - Trudno byłoby w to uwierzyć, że duchowni o niczym nie wiedzieli, skoro była to tajemnica poliszynela - powiedział. Jak dodał, rozmawiał z ofiarami i świadkami molestowania przez ks. Gila.

- Dotarłem do świadków, którzy albo wiedzieli o tym, że ks. Gil molestował, albo byli jego ofiarami. To nie była żadna tajemnica. Co więcej, ksiądz Gil będąc na II roku seminarium, został przesłany do szkoły, a właściwie ośrodka specjalnego niedaleko Warszawy. Ośrodek Michalitów był zorganizowany na zasadzie internatu - w dzień dzieci uczyły się u cywilnych nauczycieli, a lekcjach i po obiedzie były już do następnego dnia pod opieką tylko zakonników. Do pomieszczeń internatu nikt inny nie miał wstępu. Ci chłopcy, dzisiaj 30-letni mężczyźni, opowiedzieli mi, że w pokoju Gila w drzwiach była szpara, przez którą zobaczyli, jak ksiądz molestuje jednego z ich kolegów. Wtedy narobili rabanu, ale zamiast zakończyć tę sprawę i powiadomić policję, dostali lanie od Gila i jego kolegi. "A kto uwierzy chłopakom ze specjalnej szkoły?" powiedzieli, kiedy z nimi się spotkałem - wspominał w Radiu TOK FM Piotr Krysiak.

Były ksiądz Wojciech Gil odsiaduje wyrok 7 lat więzienia. W sierpniu tego roku będzie mógł po raz pierwszy ubiegać się o przedterminowe zwolnienie. Mimo wyroku sądu, były zakonnik nie zapłacił nawet złotówki na rzecz swoich ofiar.

Kraśko do polskich dyplomatów: Czas spakować książki do tornistra i pójść do szkoły

DOSTĘP PREMIUM