Cimoszewicz: Ziobro, Błaszczak lekceważyli śmierć Igora. Było im obojętne, że zginął człowiek

- Zbigniew Ziobro i Mariusz Błaszczak powinni poczuwać się do odpowiedzialności politycznej za śmierć Igora Stachowiaka w komisariacie policji we Wrocławiu - powiedział w Radiu TOK FM Włodzimierz Cimoszewicz. Były premier pokreślił, że ministrowie przez rok lekceważyli sprawę.

W najbliższy czwartek, 8 czerwca o godz. 17.00 z wrocławskiego Rynku pod siedzibę partii "Prawo i Sprawiedliwość" wyrusza marsz "po prawo i sprawiedliwość dla Igora". W liście otwartym organizatorzy marszu napisali, że "Igor Stachowiak, torturowany i pozbawiony życia na wrocławskim komisariacie mógł być każdym i każdą z nas. Każdym i każdą z nas w państwie, które powinno chronić i zapewniać bezpieczeństwo swoim obywatelom i obywatelkom, a nie torturować i zabijać. Każdym i każdą z nas w państwie, w którym politycy odpowiedzialni za policję i prokuraturę nie uczynili nic, aby podległe im służby wyjaśniły sprawę i dopełniła się sprawiedliwość".

Były premier Włodzimierz Cimoszewicz, który był gościem w "Poranku Radia TOK FM", mówił , że ministrowie Ziobro i Błaszczak ponoszą polityczną odpowiedzialność za śmierć Igora Stachowiaka.

Przez rok nic nie zrobiono, by wyjaśnić sprawę śmierci Igora

- Ziobro i Błaszczak powinni mieć wystarczająco wiele powagi, honoru, godności, żeby wyciągnąć wobec siebie wnioski. Wiem, co mówię. Kiedyś, kiedy byłem szefem MSZ zdarzył się taki drobniutki i głupiutki incydent. Jakiś nieodpowiedzialny konwojent przewożący przeznaczone do złomowania komputery MSZ, z których inni nieodpowiedzialni urzędnicy nie wyjęli twardy dysków, sprzedał je prasie. Tego samego dnia podałem się do dymisji biorąc odpowiedzialność za nieprawidłowości w moim resorcie. To jest sytuacja kompletnie nieporównywalna z tą, jaka miała miejsce w komisariacie we Wrocławiu. Przy czym nie chodzi tylko o fakt zakatowania człowieka w komisariacie policyjnym, wstrząsający sam w sobie. Ale chodzi o to, że przez rok - gdyby nie media i dociekliwość dziennikarzy - ta sprawa nie ujrzałaby światła dziennego - pokreślił były premier.

Zdaniem Włodzimierza Cimoszewicza kierownictwu obu resortów nie zależało na ukryciu sprawy, bo była ona im całkiem obojętna.

Wydaje mi się, że ci na szczeblach ministerialnych nie babrali sobie rąk tuszowaniem sprawy, nie mieli w tym pewnie wystarczającego interesu. Natomiast to lekceważyli, było im obojętne, że w komisariacie został zabity człowiek. Oni mieli inne, poważniejsze ich zadaniem problemy. Wiceminister spraw wewnętrznych odpowiedzialny za nadzór nad policją (Jarosław Zieliński) spędza bardzo dużo czasu w swoim i moim województwie, a to czasem obserwując występy zespołu tańca egzotycznego w Białymstoku, albo będąc obsypywanym konfetti powycinanym przez policjantów

- przypomniał Włodzimierz Cimoszewicz.

Platforma Obywatelska złożyła w Sejmie wniosek o odwołanie ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Błaszczaka w związku ze śmiercią Igora Stachowiaka na komisariacie policji we Wrocławiu w ubiegłym roku.

Igor Stachowiak został zatrzymany przez policję 15 maja ubiegłego roku na rynku we Wrocławiu. W komisariacie został kilkakrotnie rażony paralizatorem, wkrótce zmarł. Dziennikarze TVN24 ujawnili nagrania z kamery wbudowanej w paralizator. Widać na nim, że Igor Stachowiak jest skuty kajdankami, nie stawia oporu, a mimo to jest rażony prądem. Wszystko dzieje się w łazience na komisariacie.

DOSTĘP PREMIUM