Lizut do Zandberga: To skrajna hipokryzja, wspiera pan "SE" siedząc obok Korwin-Mikkego i Millera

- Czy "Super Express" nie jest tytułem, któremu należy się bojkot konsumencki? - zastanawia się gospodarz "A teraz na poważnie" w Radiu TOK FM zwracając się do Adriana Zandberga. Mikołaj Lizut zarzuca liderowi Partii Razem skrajną hipokryzję i brak spójności w przekazie jego ugrupowania.

Skąd tak ocena u prowadzącego? Adrian Zandberg mówił wcześniej na antenie Radia TOK FM o tym, dlaczego Partia Razem wezwała do bojkotu konsumenckiego producenta znanej wody mineralnej. Jak tłumaczył Zandberg, chodzi o to, że wiceprezes spółki Nałęczów Zdrój, producenta wody mineralnej Cisowianka, wspiera środowiska skrajne, antyaborcyjne, które są odpowiedzialne za kolejne próby ograniczania praw kobiet, w tym m.in. dostępu do antykoncepcji.

Zdaniem Mikołaja Lizuta, polityk, który z jednej strony występuje w obronie wartości lewicowych, a z drugiej pisze felietony w "Super Expressie", jest skrajnym hipokrytą.  

Przypomnę sprawę zabójczyni Madzi z Sosnowca, płacenie jej za zdjęcia na koniu w kostiumie kąpielowym, czy sprawa Trynkiewicza i szczucie obrzydliwe na ludzi, wykorzystywanie tragedii. Pan wspiera "SE" siedząc obok Korwin- Mikkego i Leszka Millera. Czy "SE" nie jest takim tytułem, któremu należy się bojkot konsumencki?

- pyta retorycznie swojego gościa redaktor Lizut.

Nie można dopuścić do sytuacji, w której mówi wyłącznie Korwin-Mikke

- Nie można dopuścić do sytuacji, w której do setek tysięcy ludzi, mówi wyłącznie Korwin-Mikke - odbija piłeczkę Adrian Zandberg. Jak wyjaśnia, pisze dla dziennika za darmo, ma też całkowitą swobodę w wyrażaniu poglądów.

- To, na co umówiliśmy się w "SE" jest bardzo proste. Felieton pojawia się raz na tydzień, jest drukowany w całości i nie jest poddany jakiejkolwiek kontroli ze strony redakcji. Jeśli taka kontrola miałaby miejsce, to się w naturalny sposób tego samego dnia kończy - mówi lider Partii Razem.

- A te dwie sprawy: Cisowianki i "SE", panu się nie gryzą? - pyta Lizut.

Jest tak, że różne media w Polsce mają bardzo wiele na sumieniu, tylko że rezygnacja z tego, by przy pomocy mediów docierać do ludzi, żeby stawiać tam czoła tym bardzo niepokojącym poglądom, które na łamach "SE" bardzo często się pojawiają, to jest tak naprawdę poddanie się. W tym sensie ta decyzja nie była decyzją prostą. Wynikała z odpowiedzialności mającej na celu to, żeby dotrzeć do tych ludzi, żeby mówić tam w sposób jasny o prawach kobiet, prawach człowieka

- odpiera zarzuty Adrian Zandberg. 

Lizut: Nie widzę spójności 

- Spójność w sprawie poglądów, a nie koniunkturalizm, no bo rozumiem, że wzywając do bojkotu konsumenckiego właśnie i pisząc w "SE", tej spójności jakoś nie widzę - podtrzymuje swoje zadanie na ten temat prowadzący audycję w Radiu TOK FM.

- To spór o to, jakich narzędzi powinni używać politycy, po to żeby dotrzeć do ludzi z lewicowym przekazem. Trzeba powiedzieć to sobie jasno: rynek medialny w Polsce wygląda w taki sposób, że gdyby Partia Razem mówiła tylko za pośrednictwem takich mediów i gazet co do których polityki redakcyjnej nie mielibyśmy żadnych wątpliwości, no to możliwość docierania do ludzi byłaby bardzo ograniczona. Gdyby naprawdę być bardzo konsekwentnym, to na końcu tej linii moglibyśmy mówić do ludzi za pośrednictwem anteny TOK FM i własnego profilu na FB - podkreśla Adrian Zandberg.

DOSTĘP PREMIUM