Jej dokument ujawnił prawdę o Jedwabnem. ''Mam poczucie porażki. Nie udało się nam nic przepracować''

- Po emisji ''Sąsiadów'' w wypowiedziach elit wybrzmiała jedna ocena: mieszkańcy Jedwabnego to dzicz, zbrodniarze. Na to wszedł Kościół i ''uporządkował sytuację''. To zakończyło dyskusję o tym, co się stało - mówi Agnieszka Arnold, autorka dokumentu. - Mam poczucie porażki - dodała.

Agnieszka Arnold to znana dokumentalistka, autorka kilkudziesięciu filmów. Rozmowy z jej najgłośniejszego dokumentu ''Sąsiedzi'' (1998) były kanwą do powstania książki Jana Grossa o pogromie w Jedwabnem. Bohaterowie Arnold - w większości starsi ludzie - pierwszy raz publicznie opowiedzieli o wydarzeniach z lata 1941 roku.

10 lipca 1941 roku grupa 40 Polaków z Jedwabnego z inspiracji hitlerowców zamordowała Żydów - mężczyzn, kobiety i dzieci - zamieszkujących to miasto. Zginęło co najmniej 340 osób, z czego ok. 300 spalono żywcem w stodole. Sprawa wyszła po latach, m.in. dzięki filmowi Arnold. O ile dokument był wstrząsem dla opinii publicznej, to książka Grossa wywołała ostry spór. Wyeksponowana w niej bowiem była rola Polaków w mordzie.

- Przed zrobieniem ''Sąsiadów'' objechałam archiwa na całym świecie. Ale o tym, co się stało, dowiedziałam się od ludności Jedwabnego. Oni od lat nie rozstawali się z tymi strasznymi obrazami noc w noc. Musieli to z siebie wyrzucić - opowiadała Arnold. - To nie było tak, że oni byli okrutni i źli. Imperatyw mówienia o rzeczach trudnych przyniosła nam wolność. Ten imperatyw mieli moi bohaterowie - mówiła Arnold podczas dyskusji na festiwalu Malta.

Jej zdaniem nie udało się przeprowadzić debaty o zachowaniu ludzi z Jedwabnego, nie udało się zrozumieć, nie udało się tego ''przepracować''. - Wtedy (1998 r. - red.) było możliwe, żeby to przedyskutować. Dziś już nie - stwierdziła.

Mam poczucie porażki. Ujawnienie sprawy Jedwabnego wynikało z woli mieszkańców. I w momencie, kiedy to się stało, ruszył na nich straszliwy atak ze strony mediów i publicystów. Wkrótce wkroczył w to też Kościół. Realizację filmu wstrzymano na dwa lata, a to pozwoliło na to, że szowinistyczny, prawicowy jego odłam zdążył zmusić ludzi do milczenia. Dwa lata wystarczyły, żeby Kościół zaczął to prostować i ''porządkować sytuację''. Ci ludzie (którzy ujawnili prawdę) nie przeszli katharsis

- mówiła Arnold. Podkreśla, że w wypowiedziach publicystów wybrzmiała jedna ocena: ludzie (z Jedwabnego) to dzicz i zbrodniarze.

- Mnie zawsze chodziło o prostego człowieka. Byłam zbudowana odwagą cywilną ludzi, którzy brali udział w moich filmach - zarówno ludźmi z Jedwabnego, jak i tymi, którzy przyznawali się np. do zbrodni wołyńskich - mówiła dokumentalistka.

''Wszyscy czują się niewinni''

Podkreśla, że cały czas debata na temat m.in. Jedwabnego jest niemożliwa, bo Kościół i prawica mówi: my jesteśmy niewinni. W podobnym tonie wypowiadają się tzw. środowiska liberalne. One z kolei mówią: to ''oni'', my jesteśmy niewinni. - A ja się pytam, dlaczego chodząc do szkoły od końcówki lat 50. nigdy się nie dowiedziałam o tym, że w tym kraju mieszkali Żydzi? Nie było ich wkładu w kulturę? Jest przekaz, że myśmy od początku byli jednorodnym narodem i to zostało - mówiła.

Podczas wojny wychodzi z ludzi dobro, ale - najczęściej - zło

Arnold stara się zrozumieć ludzi, którzy dopuszczają się rzeczy niegodnych. - Wojna jest czymś potwornie okrutnym i trudno się dziwić, że z ludzi chcących żyć czasami wychodzi szatan, a czasem diament. Siłą rzeczy diamentów jest mniej. Jeżeli mówi się o jakichkolwiek zbrodniach wojennych, to trzeba pamiętać, że głównym ich motorem jest albo skrajna demoralizacja, albo strach. Człowiek jest słaby, nieodporny na zło - komentowała dokumentalista.

Podkreślała, że w Polsce nie ma właściwej debaty o wojnie. - Bo mamy same anioły - oceniła.

- Po to robię filmy o sprawach okrutnych, bo zbieram diamenty. To mnie przekonuje o tym, że człowiek jest dobry. W największych kataklizmach znajduję ludzi niebywałych - mówiła.

Agnieszkę Arnold niepokoi to, czego jesteśmy świadkami obecnie. - Nie ma w Polsce żadnego sporu jeśli chodzi np. o Żołnierzy Wyklętych - mówiła nawiązując do lansowanej teorii o ''przywracaniu pamięci'' o nich. - Polacy nigdy nie znali historii. Polacy znali mity. Tworzono je bardzo szybko, a myśmy w tych mitach żyli. Lata 90. dawały szansę zajęcia się przeszłością opartą na faktach. Teraz się tego nie da zrobić, bo zostało zamazane, co jest faktem, opinią, co jest prawdą i fałszem. Przez lawinę fałszu trudno się przedrzeć.Już się nic z tym nie da zrobić. Szybko społeczeństwu wybito z głowy mówienie prawdy. Teraz już można kłamać - oceniła Arnold.

Debata odbyła się podczas festiwalu Malta w Poznaniu. Radio TOK FM było patronem imprezy.

Zybertowicz w kwadrans mówi o Jedwabnem to, co bała się powiedzieć minister edukacji

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM